<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201</id><updated>2011-09-10T22:57:09.332+02:00</updated><category term='papież'/><category term='nabożeństwa'/><category term='Cudowny Medalik'/><category term='nr 1'/><category term='cnota'/><category term='Achilles Ratti'/><category term='numer 6'/><category term='nr 2'/><category term='różaniec'/><category term='Pius XII'/><category term='Pius XI'/><category term='krucjata'/><category term='Rewolucja i Kontrrewolucja'/><category term='krzyżowiec'/><category term='sakramentalia'/><category term='nr 3'/><category term='wstępniak'/><category term='czystość'/><category term='Plionio Correa de Oliveira'/><category term='numer 7'/><category term='Pacelli'/><title type='text'>Kontrrewolucja - wrocławskie pismo Krucjaty Młodzi w Życiu Publicznym</title><subtitle type='html'>Na stronie tej publikujemy przede wszystkim teksty, które pierwotnie pojawiały się w drukowanej wersji wrocławskiego pisma "Kontrrewolucja", inspirowanego myślą Plinio Corrêa de Oliveira.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Krucjata Wrocław</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01604012753440166769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>60</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-5490166666027595432</id><published>2010-09-02T16:44:00.002+02:00</published><updated>2010-09-02T16:49:42.901+02:00</updated><title type='text'>WIARA</title><content type='html'>W naszym cyklu poświęconym cnotom omówiliśmy już cztery cnoty kardynalne, zwane również obyczajowymi bądź ludzkimi, a usposabiające do uczynków uczciwych, zgodnych ze zdrowym rozsądkiem. Za przedmiot rozważań weźmiemy więc teraz cnoty teologalne, czyli takie, które odnoszą się bezpośrednio do Boga. Ich początkiem, motywem i przedmiotem jest Bóg Trójjedyny (KKK 1812). Są to wiara, nadzieja i miłość. Niniejszy tekst poświęcimy krótkiej refleksji nad wiarą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W katechizmie Piotra kard. Gasparriego wiara jest bardzo zwięźle i konkretnie opisana jako cnota nadprzyrodzona, która pod natchnieniem i z pomocą łaski sprawia, że przyjmujemy za prawdę to, co Bóg objawił, a przez Kościół do wierzenia podaje; przyjmujemy zaś to za prawdę nie dlatego, żebyśmy przyrodzonym światłem rozumu przejrzeli wewnętrzną prawdziwość tych prawd, lecz przez wzgląd na powagę samego Boga, który to objawił, a który się ani mylić nie może ani w błąd wprowadzać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Analiza tej definicji powinna rozwiać wiele wątpliwości co do tego, jaka postawa powinna charakteryzować osobę wyznającą świętą wiarę katolicką. Po pierwsze: wiarę otrzymujemy z Bożej łaski, dlatego powinniśmy za nią Bogu dziękować i o nią się modlić. Ktoś, kto zlekceważy wiarę i straci ją (na przykład przez zaniedbanie), nie może liczyć, że odzyska ją, kiedy tylko będzie chciał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie: Bóg objawia się przez Kościół, dlatego wiara nie może być postrzegana jako osobiste natchnienie w oderwaniu od nauczania Kościoła. Niestety często spotykamy się z poglądami, że wiara jest prywatną sprawą każdego człowieka, że można dowolnie ją interpretować i kształtować. Trafiamy czasami na ludzi, którzy uważając się za katolików wierzą jednocześnie w reinkarnację, nie uznają wszystkich przykazań, nie wierzą w istnienie piekła lub kierują się przesądami i wróżbami. Tłumaczą się przy tym, że pozostają wierni swoim głębokim, wewnętrznym przekonaniom. Pozostają oni w błędzie i nie powinni nazywać się katolikami, dopóki w duchu pokory nie odrzucą własnych rojeń i nie przyjmą tego, co podaje im do wierzenia Święta Matka Kościół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie wierzymy ze względu na Boga, a nie ze względu na własne rozumowanie; ostatnia część przytoczonej tu definicji wiary powinna dać nam wiele do myślenia tym bardziej, że zdarza się nam trafiać na ludzi, którzy swoją wiarę tłumaczą dobrze przeprowadzonym rozumowaniem – często robią to w dobrych intencjach nie widząc, gdzie znajduje się pułapka. A tą pułapką jest pycha. Jeżeli ktoś wierzy w Boga, powinien również wierzyć Bogu. Nie przyjmujemy wiary dlatego, że wszystko przeniknęliśmy własną myślą, ale – wiedząc jak jest ona ograniczona - zawierzamy Bogu bez granic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec ustosunkujmy się jeszcze do często głoszonego przesądu, jakoby wiara była sprzeczna z rozumem. Prawdą jest, że spraw wiary rozum nie ogarnia, ale nie ma tu konfliktu, przeciwnie, jest harmonia, gdyż rozum – sam wiedząc, że jest ograniczony - chętnie zdaje się na wiarę w sprawach, których nie obejmuje. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zresztą między wiarą a rozumem żadna sprzeczność  zajść nie może, gdyż&lt;/span&gt; - jak podaje katechizm kard. Gaspariego – &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ten sam Bóg, który objawia tajemnice i wlewa wiarę, dał duszy ludzkiej światło rozumu; Bóg Siebie samego zaprzeczyć nie może, ani też jedna prawda nie może się sprzeciwiać drugiej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Cesare Ripa:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Niewiasta ubrana na biało, z hełmem na głowie, z zapaloną świecą w prawej dłoni i z sercem; w lewej dłoni trzyma tablice praw Starego Zakonu tudzież otwartą księgę. Wiara, jako jedna z cnót Teologicznych, ma na głowie Hełm na znak, że aby mieć prawdziwą wiarę, należy umysł swój zabezpieczyć przed ciosami wrogiego oręża (którym są racje naturalne Filozofów i sofistyczne Heretyków tudzież złych Chrześcijan), trzymając go mocno w doktrynie ewangelicznej oraz przy bożych przykazaniach jako że św. Grzegorz w Homilii 26 mówi: fides non habet meritum ubi humana ratio praebet experimentum (wiara nie ma wartości kiedy umysł człowieka żąda doświadczenia – K.P.). &lt;br /&gt;Księga oraz tablice Mojżeszowe to Stary i Nowy Testament razem. Serce w dłoni wraz z zapaloną świecą pokazują rozświetlenie umysłu przez Wiarę, która rozprasza mroki niewiary i niewiedzy, wedle tego, co w rozdz. 9 mówi o św. Janie Augustyn: Caecitas est infidelitas, et illuminatio fides.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filip Maria Muszyński&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-5490166666027595432?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/5490166666027595432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/wiara.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5490166666027595432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5490166666027595432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/wiara.html' title='WIARA'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-1377603053152505041</id><published>2010-09-02T16:43:00.002+02:00</published><updated>2010-09-02T16:44:49.096+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 7'/><title type='text'>Źródła</title><content type='html'>Mówisz: Niech sobie ludzie nie kochają Boga,&lt;br /&gt;Byle im była cnota i Ojczyzna droga.&lt;br /&gt;Głupiec mówi: Niech sobie źródło wyschnie w górach,&lt;br /&gt;Byleby mi płynęła woda w miejskich rurach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Adam Mickiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst przedrukowany został w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-1377603053152505041?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/1377603053152505041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/zroda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/1377603053152505041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/1377603053152505041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/zroda.html' title='Źródła'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-8793652651547744492</id><published>2010-09-02T16:38:00.002+02:00</published><updated>2010-09-02T16:43:05.366+02:00</updated><title type='text'>Dyktatura relatywizmu</title><content type='html'>W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku wielu katolików uległo złudzeniu, że Kościół nie ma wrogów. Niewłaściwie pojmowana miłość do świata doprowadziła do tego, że przeciętny katolik zupełnie przestał być stanowczy. Mimo to jednak – jak zauważa w swojej nowej książce Roberto de Mattei – choć katolicy zmienili swoje nastawienie, praktykując politykę dialogu i wyciągniętej ręki, to współczesny świat w żaden sposób nie zmienił swojego nastawienia do Kościoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Relatywizm definiowany jest jako pogląd filozoficzny głoszący względność i subiektywność poznania, a także wartości i ocen etycznych. Ten pogląd szczególną popularność zyskiwał od drugiej połowy XX wieku, choć można także pokazywać jego wcześniejsze tryumfy (np. pokój augsburgski z 1555 roku i zasada &lt;span style="font-style:italic;"&gt;cuius regio, eius religio&lt;/span&gt;). Terminu dyktatura relatywizmu użył kard. Joseph Ratzinger w homilii wygłoszonej 18 kwietnia 2005. Obecny papież stwierdził w niej: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wyznawanie jasno określonej wiary, zgodnej z Credo Kościoła, jest często określane jako fundamentalizm. Natomiast relatywizm, to znaczy poddawanie się „każdemu powiewowi nauki”, jawi się jako jedyna postawa godna współczesnej epoki. Tworzy się swoista dyktatura relatywizmu, który niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarę rzeczy pozostawia tylko własne ja i jego zachcianki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejawem dyktatury relatywizmu jest coraz powszechniejsze odejście od prawa naturalnego – które Stwórca zaszczepił w duszy każdego człowieka – na rzecz wydumanego prawa stanowionego przez organizmy polityczne. Tak działo się w hitlerowskich Niemczech i w Związku Sowieckim; tak dzieje się także teraz w całym „cywilizowanym” świecie, który za podstawowe prawo człowieka uznaje zabicie nienarodzonego dziecka czy wolność od obecności krzyża. Znakomitym przykładem dyktatury relatywizmu jest nazywanie homoseksualnych związków „małżeństwami” czy „rodzinami” – wbrew oczywistemu znaczeniu tych słów. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Quid est veritas?&lt;/span&gt; – pytał Poncjusz Piłat (to pytanie de Mattei nazywa pierwszym udokumentowanym aktem relatywizmu) – dzisiaj na to pytanie powszechnie słyszy się dwie odpowiedzi: albo, że prawdy nie ma, albo – że jest ich wiele („ja mam swoją prawdę, ty masz swoją…”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dyktatura relatywizmu okazuje się przy tym dyktaturą coraz brutalniejszą. De Mattei podaje kilka przykładów z roku 2007 – wśród nich także wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Tysiąc przeciwko Polsce. Szczególnie przerażające jest jednak to, że w ciągu tych dwóch lat sytuacja posunęła się dużo dalej. W Wielkiej Brytanii forsowane jest prawo zakazujące dyskryminowania kogokolwiek przy zatrudnieniu – nowe prawo ma dotyczyć także Kościoła. Oznacza to, że biskup, który odmówi wyświęcenia na księdza kobiety albo homoseksualisty – będzie mógł być karany grzywną i więzieniem. Równolegle wprowadzane są przepisy, w myśl których krzyże zniknąć mają nawet z prywatnych katolickich szkół i przychodni. Po objęciu władzy w USA przez Baracka Obamę także Stany Zjednoczone radykalnie przyspieszyły w rewolucyjnym wyścigu. Tym aktualniejsze są słowa przestrogi, jaką autor Dyktatury relatywizmu kieruje do swoich czytelników: „Powinniśmy nabrać przekonania, że w tej sprawie nie można być neutralnym: albo opisany proces będzie się pogłębiał i doprowadzi do prześladowania katolików oraz każdego, kto broni prawa naturalnego; albo w wyniku naszego zdecydowanego oporu proces dechrystianizacji ulegnie zatrzymaniu, natomiast rozpocznie się odbudowa społeczeństwa w oparciu o zasady porządku naturalnego i chrześcijańskiego”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;PTW&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Roberto de Mattei, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dyktatura relatywizmu&lt;/span&gt;, Prohibita, Warszawa 2009. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prof. Roberto de Mattei, uczeń i asystent filozofa Augusto Del Noce, należy do najważniejszych myślicieli katolickich naszych czasów. Kieruje katedrą historii nowożytnej Uniwersytetu Cassino, prowadzi wykłady z historii chrześcijaństwa i Kościoła na Uniwersytecie Europejskim w Rzymie. Jest twórcą Centrum Kulturalnego Lepanto – stowarzyszenia katolików świeckich działających na rzecz obrony zasad i cywilizacji chrześcijańskiej oraz redaktorem naczelnym miesięcznika „Radici Cristiane”. Jako znawca liturgii uczestniczył, na zaproszenie kard. Josepha Ratzingera, w liturgicznym seminarium w tradycyjnym benedyktyńskim opactwie Fontgombault we Francji. Polskiemu czytelnikowi znany jest ze znakomitej biografii Plinia Correa de Oliveira Krzyżowiec XX wieku, wydanej przez Instytut Ks. Piotra Skargi w 2004 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-8793652651547744492?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/8793652651547744492/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/dyktatura-relatywizmu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8793652651547744492'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8793652651547744492'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/dyktatura-relatywizmu.html' title='Dyktatura relatywizmu'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-5438843157497088950</id><published>2010-09-02T16:34:00.001+02:00</published><updated>2010-09-02T16:38:12.789+02:00</updated><title type='text'>Wierna podobizna i cukierkowy obrazek</title><content type='html'>Będąc w Padwie we Włoszech, zwiedziłem słynną bazylikę św. Antoniego. I pamiętam, że na jednej z kolumn we wnętrzu świątyni widziałem obraz przedstawiający franciszkanina jako silnego, potężnego mężczyznę – może nawet z pewną tendencją do otyłości – o poważnym wyrazie twarzy. Jego ręka unosiła się w geście tego, który naucza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapytałem jednego z braci, który usługiwał wiernym: Kto to jest na tym obrazie? Odpowiedź brzmiała: Ten obraz to najstarsze przedstawienie malarskie św. Antoniego Padewskiego, zwanego św. Antonim z Lizbony, jakie zachowało się do naszych czasów. Prawdopodobnie został namalowany przez Giotta lub któregoś z jego uczniów. Jest to najbliższe historycznie przedstawienie postaci świętego, jakie znamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skierowałem się do zakrystii, gdzie znajdowała się kolejka wiernych kupujących różańce i najróżniejsze dewocjonalia. Sprzedawano także kopie tego obrazu, a także obrazki z wizerunkiem tego samego świętego, drukowane w naszych czasach. Kupiłem taką kopię i obrazek, aby móc porównać dwa przedstawienia słynnego franciszkańskiego świętego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrazek przedstawiał rumianego św. Antoniego, którego rysy nie zdradzały żadnego napięcia, bólu, oburzenia czy też zaniepokojenia lub nawet wysiłku. Twarz, niemal pozbawiona brody, sprawiała wrażenie porcelanowej, a usta wyglądały jakby nigdy nie wyrzekły ani słowa. Raczej jakby miały otworzyć się jedynie po to, by przełknąć jakiś kleik…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy patrzyły przed siebie na coś, co najwyraźniej nie zasługiwało na uwagę. Postać zupełnie pozbawiona wyrazu. Ale to właśnie ten obrazek sprzedawał się w wielkich ilościach… Tymczasem reprodukcje autentycznego wizerunku świętego były rzadko nabywane przez zwiedzających. Ta dysproporcja wywarła na mnie ogromne wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później, w czasie spotkania z przyjaciółmi, przeanalizowaliśmy i porównaliśmy oba przedstawienia. Umocniliśmy się w przekonaniu, że istnieje jakaś niejasna szkoła duchowości, starająca się zdeformować pobożność katolicką wedle przesłodzonego modelu, którego archetypowym przykładem był właśnie obrazek z wizerunkiem św. Antoniego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Plinio Corrêa de Oliveira&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedruk z „Przymierza z Maryją”, nr 16/2004, ukazał się w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-5438843157497088950?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/5438843157497088950/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/wierna-podobizna-i-cukierkowy-obrazek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5438843157497088950'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5438843157497088950'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/wierna-podobizna-i-cukierkowy-obrazek.html' title='Wierna podobizna i cukierkowy obrazek'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-6201333617389893796</id><published>2010-09-02T16:23:00.002+02:00</published><updated>2010-09-02T16:34:06.756+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 7'/><title type='text'>Crucesignatus</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rycerze Chrystusa […] mogą bez trwogi walczyć orężem w obronie Pana, nie lękając się grzechu, gdy zabiją wroga, ani potępienia, jeśli sami polegną. Czy dotknie ich śmierć, czy zadadzą ją innym, zawsze będzie to śmierć w imię Chrystusa; nie ma ona w sobie nic występnego, jest bardzo chwalebna.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Św. Bernard z Clairvaux, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;De laude novae militiae&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba każdy normalnie rozwijający się chłopiec przeżywa w swoim życiu okres fascynacji ideałem rycerza. Poza okładaniem się kijami, konstruowaniem kartonowych zbroi oraz przywdziewaniem płaszczów z prześcieradeł i firanek przejawia się on również (z reguły) w zachwycie, podziwie i przemożnemu pragnieniu naśladowania postaw, jakim ów ideał jest podporządkowany. Wartości, jakie go konstytuują: honor, męstwo, umiłowanie prawdy, dozgonna wierność, a przede wszystkim przedziwny mariaż pobożności życia i walki zbrojnej, urzeka i odciska niezatarte piętno na duszy, kształtując nasz, typowo męski sposób przeżywania własnej religijności. Wielu z nas ta dziecięca inklinacja nie opuszcza przez całe życie, niekiedy zamieniając się w pasję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Nietypowa forma rozrywki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tejże pasji zrodził się Ruch Rycerski  - który w najprostszych słowach zdefiniować można  jako próbę odtwórstwa kultury materialnej i duchowej średniowiecza. Grupa mężczyzn w wieku od dwudziestu do sześćdziesięciu lat okłada się mieczami, tasakami, masywnymi drzewcami, spędza długie wieczory i noce na wertowaniu pozycji naukowych i popularnych pomocnych w zgłębianiu każdego niemal aspektu wieków średnich,  wydaje setki ciężko zarobionych złotych na perfekcyjnie odwzorowane zbroje, stroje oraz rekonstrukcje przedmiotów codziennego użytku, spędza długie godziny, dni, tygodnie, z całymi rodzinami, bez łóżka, prądu, urządzeń sanitarnych, na cyklicznie odbywających się imprezach. Po co? By choć przez chwilę poczuć to, co czuli ludzie  średniowiecza, by poznać ich świat w najdrobniejszym szczególe. Wypada zadać sobie w tym miejscu pytanie: czy Ruch Rycerski ma cokolwiek wspólnego z Kontrrewolucją?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Naznaczony krzyżem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Crucesignatus to, z łaciny, dosłownie „naznaczony krzyżem”. Tym mianem określano krzyżowców. Banałem byłoby wyjaśnianie genezy tej nazwy – o znaku krzyża przyszywanego przez uczestników Wypraw Krzyżowych na piersi. Krzyż stał się szybko nieodłącznym emblematem rycerzy zarówno w Ziemi Świętej – jak i w Europie. Zdobił nie tylko cote d’arme – szatę noszoną na zbroi, płaszcz czy tarcze braci zakonnej -  prawie każdy element ekwipunku rycerza nawiązywał do tego symbolu  -  od kształtu miecza począwszy, poprzez ozdoby, po otwory wentylacyjne w hełmach.  Wszystko było podporządkowane symbolice tego świętego znaku – słowem - „naznaczone krzyżem”. Sformułowanie to jednak nabiera dla nas, członków Ruchu Rycerskiego szczególnego znaczenia:  jest tożsame z owym piętnem, o którym wspomniałem we wstępie. Jak krzyżowcy, tak i my, rekonstruujący kulturę średniowiecza, zostaliśmy naznaczeni przez signum crucis. Wymaga to od nas zupełnie innej perspektywy postrzegania otaczającej nas rzeczywistości, niż jest proponowana przez dzisiejszy świat. Chcąc sumiennie wypełniać wyznaczony sobie cel, musimy przyjąć percepcję osób zamieszkujących teocentryczne universum medii aevi, zaczynając od podstaw: zbudowania hierarchii wartości, na której szczycie jest Wszechmogący, w Trójcy Jedyny Bóg. Wiara w Jezusa Chrystusa i żywe uczestnictwo w jego Kościele jest warunkiem sine qua non możności jakiegokolwiek odwoływania się do dziedzictwa umiłowanej przez nas epoki. Tak samo jak krzyżowcom, tak i nam, współczesnym rycerzom, nie żal jest żyć dla Krzyża, nie żal też, jeśli zajdzie potrzeba, za Niego umrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Powrót rycerstwa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek Ruchu Rycerskiego w Polsce sięga lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, za jego kolebkę uznaje się zamek Golub-Dobrzyń, na którym to odbył się pierwszy turniej. Przez dwadzieścia lat ten sposób spędzania wolnego czasu traktowany był jako sui generis egzotyka. Zmianę przyniósł (z nie do końca jasnych przyczyn – być może rozpowszechnienia dostępu do Internetu) początek nowego stulecia – liczba ludzi czynnie zaangażowanych, jak i widzów turniejów zaczęła gwałtownie rosnąć – dość na tym, że obecnie w inscenizacji bitwy pod Grunwaldem corocznie bierze udział około dwóch tysięcy uczestników, widzów jest ponad sto tysięcy (z każdym rokiem liczby te się powiększają). Dziś bractwa rycerskie znaleźć można w prawie każdym nieco większym mieście.  Ich członkowie to przedstawiciele różnorakich grup społecznych, niezależnie od płci, wieku, wykształcenia. Bractwa działają prężniej lub bardziej ospale przez cały rok, organizując turnieje, pokazy, inscenizacje, urozmaicając swoją obecnością zwiedzanie zamków warownych, a nawet przeprowadzając pogadanki edukacyjne w szkołach. Do tego wspomnieć należy o rzeszach rzemieślników – płatnerzy, kowali, krawców, szewców,  stolarzy, snycerzy, bednarzy, i wielu wielu, innych, którzy utrzymują się wyłącznie z zapewniania członkom Ruchu Rycerskiego swoich usług i wyrobów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wieki średnie w XXI w.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sezonie, trwającym z reguły od maja do końca września, uczestniczy się w kilku imprezach związanych z rekonstrukcją średniowiecza. Zwykle są one kilkudniowe – od piątku do niedzieli, lub dłuższe, jak w przypadku rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem. Podczas takich eskapad staramy się, aby współczesność przestała istnieć – śpimy w namiotach, szytych na podstawie rycin, z naturalnych materiałów, ustawianych na wzór wojennego obozu, otoczonego elementami drewnianej fortyfikacji. Wnętrze namiotu jest zwykle wyposażone w drewniane lub wiklinowe skrzynie oraz sienniki będące odpowiednikiem polowych materaców napchanych słomą lub sianem. Paleniska z kotłami do gotowania strawy starczają nam za kuchnie, pozbijane z desek stoły na kobyłkach oraz zydelki do siedzenia zastępują najwykwintniejsze salony. Czas płynie na turniejach, próbach muzykowania, wizytach w karczmach i kramach na których można nabyć rozmaite, lepsze lub gorsze produkty rzemieślnicze. Ważnym elementem stają się – tak jak na corocznej imprezie w Grunwaldzie – codzienne Msze Święte w kaplicy polowej (obecnie ich organizacją zajmuje się Piotr Koc herbu Dąbrowa). Wszystko to pozwala na moment oderwać się od otaczającego nas świata, zakosztować wygód i niewygód niezwykłej codzienności średniowiecznego wojaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotowanie do uczestnictwa w imprezach rekonstrukcyjnych trwa wyjątkowo długo – jeśli chodzi o ścisłość – właściwie w ogóle się nie kończy. Zawsze jest jakiś szczegół wymagający dopracowania, element który chciałoby się ulepszyć, wymienić, podrasować. Wszyscy dążymy do doskonałości – tzw. „ultrasi” posiadają stroje z tradycyjnie tkanych materiałów, barwionych naturalnie, szyte ręcznie lnianymi nićmi, zdobione kutymi lub odlewanymi skuwkami, guzikami, ozdobami. Podobnie wygląda sprawa zbroi, w których bardzo liczy się wierne odwzorowanie bazowane na wykopaliskach, zbiorach muzealnych czy rycinach, a także technika wykonania. Uczciwie trzeba przyznać, że pod względem finansowo – czasowym jest to studnia bez dna, ale satysfakcja z efektów pieczołowitej staranności jest jak najbardziej warta wysiłku i poświęceń. Początkujący uczestnik Ruchu Rycerskiego może oczywiście ograniczyć się do podstawowego ekwipunku – odzienia, miski, kubka i noża, i równie dobrze może czerpać wiele satysfakcji z czynnego udziału w tego rodzaju wyjazdach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Średniowiecze w duszach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o ludzi działających w Ruchu Rycerskim, materia pozostawia sporo do życzenia. Niestety, wiele (większość?) osób zajmujących się odtwarzaniem średniowiecza ma z nim tyle wspólnego, co dzisiejsze znaczenie terminu „sprawiedliwość społeczna” ze sprawiedliwością. Ludzie, co prawda  zafascynowani pewnymi aspektami kultury materialnej epoki, kompletnie przekreślają jej osiągnięcia duchowe, szydząc z nich, przedstawiając je w krzywym zwierciadle, wyrażając się o nich bez krztyny szacunku. Mało tego, nie brakuje wśród nich bluźnierców i heretyków. Nierzadko ich sposób odtwarzania historii przypomina Przystanek Woodstock, a w imprezach uczestniczą tylko by się wyszaleć, dać upust pierwotnym instynktom. Na szczęście spora (i – co wyraźnie ostatnio się obserwuje – coraz większa) część naszego środowiska naprawdę czuje klimat duchowy wieków średnich. Co rusz zaskakują nas pocieszające nowiny o kolejnym „nawróconym” na tradycyjną liturgię znajomym, który natrafił na nią w swoich poszukiwaniach prawdziwej średniowiecznej duchowości. Kontakty z takimi osobami nie tylko pozwalają utwierdzić się we własnych przekonaniach, ale i bardzo rozwijają dzięki wymianie eksperiencyj zdobytych w procesie zgłębiania historii , skoro już się tak wyrażę, od kuchni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Odkłamać stereotypy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto również wspomnieć o reakcjach ludzi niezaangażowanych w Ruch Rycerski, z którymi pozostaje się w bliższych lub dalszych kontaktach. Rodziny rekonstruujących, jak i ich przyjaciele, znajomi, bardzo często sami wstępują w szeregi bractw, zauroczeni doświadczeniami, jakie oferuje uczestnictwo w odtwórstwie historii. Podobnie widzowie, którzy całymi rodzinami przyjeżdżają niekiedy z odległych zakątków Polski mają zapewnioną nie tylko rozrywkę na całkiem przyzwoitym poziomie, możliwość poznania  wiedzy, której próżno szukać w książkach, ale i okazję do rewizji swoich poglądów, stereotypów i przeświadczeń na temat „wieków ciemnych”. Poprzez tak namacalne wprowadzanie osób postronnych w teocentryczny świat medium aevum, mamy jedyną w swoim rodzaju możliwość zademonstrowania im prawdziwego bogactwa kultury, piękna dawnej obyczajowości, hierarchii wartości, znaczenia honoru, wiary oraz wielkości odtwarzanej przez nas epoki - słowem – walki z kłamliwym obrazem średniowiecza wpajanym ludziom od najwcześniejszych lat edukacji. Ludzie reagują bardzo różnie – niektórzy śmiechem, niektórzy niezrozumieniem. Czasem trudno im wytłumaczyć, że to czym się zajmujemy to nie dziecinne wygłupy. Z drugiej strony życzliwość oglądających, spowodowana, jak mniemam, wdzięcznością za urozmaicanie im monotonnej codzienności (turnieje, pokazy częściej odbywają się w małych mieścinach, gdzie nic zasadniczo się nie dzieje), pozwala na wymierne rezultaty działalności na rzecz przywrócenia czci tej najbardziej oczernionej epoce w dziejach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kontrrewolucyjny styl życia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, Ruch Rycerski stanowi coś więcej niż li tylko hobby. Jest on sposobem na życie. Pomaga w kształtowaniu własnej osobowości w oparciu o wartości, których wkład w budowę naszej chrześcijańskiej cywilizacji jest trudny do przecenienia - w  oparciu o ideały rycerskie. Odpowiedź na pytanie, które sobie postawiłem we wstępie moich rozważań jest więc, jak sądzę, twierdząca. Ruch Rycerski potraktować można bowiem jako środek, swoistą broń w walce z pewnymi aspektami rewolucji. Nasza walka o tożsamość dzisiejszego społeczeństwa musi rozpocząć się od naprawy pojęć, tak haniebnie wypaczonych przez wrogie nam siły. Rekonstrukcje mogą wiele zdziałać w zakresie odkłamywania historii, oplutej przez lewacką doktrynę, oczyszczenia korzeni naszej cywilizacji z chwastów łgarstw i mitów szkalujących średniowiecze – epokę jak dotąd najbliższą nauce Chrystusa i Kościoła, jego Mistycznego Ciała, epokę zbudowaną na solidnym fundamencie Wiary Katolickiej, na umiłowaniu boskiej hierarchii i porządku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Filip Andrzej Włodek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bractwo Rycerskie &lt;br /&gt;Świętego Szturmu Jerozolimy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-6201333617389893796?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/6201333617389893796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/crucesignatus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6201333617389893796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6201333617389893796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/crucesignatus.html' title='Crucesignatus'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-8559830708554922287</id><published>2010-09-02T16:13:00.001+02:00</published><updated>2010-09-02T16:22:40.822+02:00</updated><title type='text'>Twierdza</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Przeraża nas, nierycerskich ludzi, grożące niebezpieczeństwo, które chociaż bez wątpienia jest okropnym, nie jest przecież tak nadzwyczaj wielkim, ażeby miało zachwiać naszą stałość w obronie Wiary, Świętego Obrazu i własnego dobra. (…) My przynajmniej niektórzy mamy to stałe przedsięwzięcie unikać obcowania z heretyckim narodem, którego tyrańskim panowaniem niecnie się brzydzimy.” &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przeor Augustyn Kordecki, Jasna Góra, grudzień 1655 r.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W grudniu 1655 r. na zamku w Krzepicach umierał w strasznych męczarniach jego aktualny rezydent. Pułkownik Horn, oficer wojsk szwedzkich okupujących polskie ziemie, przybył tu z dalekiego kraju po własną śmierć. Ciężko ranny podczas oblężenia jasnogórskiego klasztoru, prosił Boga o łaskę – o rychły zgon. Dusza nie chciała jednak opuścić udręczonego ciała. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podbój Rzeczypospolitej przez regimenty króla Szwecji Karola Gustawa miał wszelkie cechy niepohamowanego kataklizmu. Zgnuśniała, oglądająca się jedynie za własnym interesem polska szlachta nie była w stanie zorganizować skutecznego oporu. Kraj, jeszcze niedawno niekwestionowana potęga w tej części Europy, upadł zalany morzem nieprzyjaciół. Wszędzie stanęły garnizony obcego wojska. Pułkownik Horn, z zasłużonej szwedzkiej familii, mianowany został gubernatorem Krzepic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brutalne postępowanie żołnierzy szwedzkich wywoływało ostre konflikty. Jednym z najważniejszych źródeł zatargów były różnice wyznaniowe. Protestanccy okupanci z osobliwym upodobaniem profanowali katolickie obiekty kultu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8 listopada 1655 r. dwustu szwedzkich rajtarów, pod wodzą czeskiego awanturnika, hrabiego Weyharda Wrzesowicza, próbowała zająć duchową stolicę Polski – klasztor na Jasnej Górze. Napastnicy zastali zamknięte bramy; z zemsty spalili zabudowania przy kościele św. Barbary. Cztery dni później Wrzesowicz ponownie najechał posiadłości klasztorne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18 listopada nadciągnęły główne siły nieprzyjaciela. Jenerał Burchard Miller wiódł 1600 żołnierza – Szwedów, Finów, Niemców i posłusznych im Polaków, oraz 8 dział. W następnych tygodniach, mimo poniesionych strat, liczebność wojsk Millera wzrosła do 3000 ludzi. Znalazł się wśród nich gubernator krzepicki, pułkownik Horn. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jenerał Miller (Müller), Niemiec na szwedzkiej służbie, nie przywiązywał wagi do zleconego mu zadania zajęcia klasztoru. On, weteran wojny trzydziestoletniej w Niemczech, uczestnik wielu srogich bojów, przy tym fanatyczny wróg „katolickiego zabobonu”, jasnogórską forteczkę nazywał pogardliwie „kurnikiem”. Nie mógł przewidzieć, że ów „kurnik” stanie się grobem jego wojennej sławy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załogę klasztoru paulinów na Jasnej Górze stanowiło 160 żołnierzy, wspieranych przez 70 zakonników i piątkę szlachty wraz z pocztem – w sumie jakieś ćwierć tysiąca ludzi zdolnych do walki. Murów twierdzy strzegło 20 dział. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duszą oporu był przeor Augustyn Kordecki, dzielnie sekundowali mu miecznik sieradzki Stefan Zamoyski i Piotr Czarniecki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szwedzi uderzyli na przyległy do klasztoru folwark. Zabili rządcę Jana Konopskiego. Potem rozpoczęło się oblężenie. Nieprzyjacielska artyleria bombardowała klasztor, obrońcy odpowiadali ogniem. Pojedynek puszkarzy obu stron przerywały od czasu do czasu zawieszenia broni, podczas których szwedzcy parlamentarzyści usiłowali nakłonić jasnogórców do kapitulacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polacy dokonali dwóch „wycieczek” – zbrojnych wypadów przeciw pozycjom wroga. Przerwali prace minerskie, likwidując korytarz minowy i wybijając górników, zagwoździli też cztery działa. W trakcie pierwszego z rajdów, rażony chłopską kosą, padł pułkownik Horn. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10 grudnia Miller otrzymał nowe posiłki. Z Krakowa przybyło 6 ciężkich dział, w tym dwie 24-funtowe półkartauny. Tylko w następnym dniu na klasztor spadło 340 pocisków dużego kalibru. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla jasnogórców nastały ciężkie chwile. Nieprzyjacielski ostrzał spowodował spore zniszczenia. Armatnie kule zdołały przebić gdzieniegdzie umocnienia. Wystrzeliwane na klasztor pochodnie, sporządzone z pozwijanych konopi oblanych smołą i żywicą wywołały szereg pożarów. Szczególny respekt budziły granaty i bomby wypełnione prochem. Przeor Kordecki wspominał: „Zwolennik kalwińskich zabobonów mniemając, że nie dosyć srogość swoją nasycić może przez niepokojenie orężem sług Bogarodzicy, umyślił jeszcze zapalczywość swą świętokradztwem powiększyć; wybierał tedy do szturmu dnie ku czci N. Panny przeznaczone. (…) Zdawało się, że piekło samo paszczę otwarło przeciw obrazowi świętemu. (…) gdy po Mszy świętej procesja wyszła pomiędzy przedmurza, sypały się ogromne złomu murów, a świszczące kule (ważące po 26 funtów) przelatywały, nie bez wielkiego przestrachu, ponad głowami modlących się. Nikt przecież w tak okropnym niebezpieczeństwie nie udał się na mury przed ukończeniem nabożeństwa. Po odbytych dopiero modlitwach, ufni w pomoc Bożą, (co tylko było ludzi płci obojej w klasztorze), podzielili między siebie obowiązki i każdy podług swoich sił przykładał się jak najdzielniej do obrony. (…) uniesiony złością Miller puścił wodze swej wściekłości i kazał na nowo straszliwy ogień rozpocząć i okropne pociski rzucać, ogromnym łoskotem, powietrze i ziemię wstrząsając…” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostrzałowi artyleryjskiemu towarzyszyły zadziwiające wydarzenia:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„(…) kula rozpalona (…) padła obok kolebki dziecięcia, lecz ani samego niemowlęcia nie uszkodziła, ani kolebki jego nie naruszyła.” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„(…) jedna z nich utkwiła wprawdzie w dachu kaplicy Matki Boskiej, lecz nagle odskoczyła; druga (…) jak gdyby siłą ukrytą odtrącona zawróciła się ku obozowi, po powietrzu straszliwy ogień rozrzucając”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzień Bożego Narodzenia niespodziewanie eksplodowało największe szwedzkie działo: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„(…) słyszano to od samych Szwedów w obozie (…) że kule działowe przeciw klasztorowi rzucone, odskakiwały często od murów i z gwałtownym zapędem do obozu wracały. (…) siłą odbitej od murów kuli działo zdruzgotanym, a artylerzysta przy nim stojący zabitym został.” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na bluźnierców i świętokradców w szeregach heretyków spadały srogie kary: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ten bowiem, ohydną żądzą zysku zapalony, obiecywał sobie i swoim współtowarzyszom obfity łup z rozlicznych bogactw Jasnej Góry. (…) w tej właśnie chwili kula z murów puszczona uderza go w głowę, mówiącego strąca z konia na ziemię i razem z życiem gasi w nim świętokradzką żądzę łupu.” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W (…) uroczystość Niepokalanego Poczęcia N. Panny Maryi żołnierz szwedzki zacięty nieprzyjaciel Bogarodzicy (…) bluźnił był bezecnymi usty przeciw czci Najświętszej Panny, poległ przed kościołem św. Barbary od kuli działowej…” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szczególne zdarzenie wstrzymało zajadłość Millera, gdyż pięciu artylerzystów od zapalenia się prochu oślepło…” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmierć chodziła też krok w krok za Millerem. Ktoś jakby wstrzymywał Swą karzącą rękę, pragnąc widać przekazać znak jakowyś wodzowi heretyków: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„(…) przywódca dział szwedzkich wystrzelił (…) ku stanowisku Millera, tak iż kładącego się spać siostrzeńca jego w brzuch kulą ugodził i na łożu wuja trupem położył. Przypadek  ten byłby samego Millera spotkał, gdyby nie był ustąpił owego nieszczęsnego łoża siostrzeńcowi…” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„(…) Miller miał w te dnie okropny widok, albowiem jeden z przywódców wojskowych, podczas kiedy z nim poufale rozmawiał w mieszkaniu swoim, kulą w bok trafiony, padł w jego obliczu i natychmiast skonał.” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„gdy Jenerał siedział u stołu z kilką ze starszyzny wieczorem, kula działowa (…) wpadła pomiędzy biesiadujących, poprzewracała wszystkie butelki i kielichy i część stołu oderwała…” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miller zrozumiał wreszcie przesłanie, a może przeraziły go widoczne skutki najazdu na klasztor. Oto ujarzmiony naród, dopiero co rzucony na kolana, powstawał do walki, na wieść o postępku Szwedów. Grzmot oblężniczych dział odzywał się echem w duszy i sercu każdego katolika. Jasnogórska Pani wiodła swe zastępy do boju przeciw hordom bezbożnych heretyków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27 grudnia 1655 r. Szwedzi zwinęli oblężenie. Wielu poczytywało za cud, że w walkach poległo tylko sześciu obrońców – czterech podczas ostrzału klasztoru i dwóch w trakcie „wycieczek”. Zdumiewające, że wszyscy nosili imię Jan (siódmą polską ofiarą był zarządca przyklasztornego folwarku, również Jan, zamordowany przez Szwedów na początku oblężenia). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przerwanie walk przyniosło też ukojenie gubernatorowi Krzepic. Ranny podczas „wycieczki” jasnogórców, przez wiele dni daremnie prosił Boga o litościwą śmierć. Medycy rozkładali ręce, w niemożności ulżenia cierpieniom umierającego, którego ciało gniło za życia, wydzielając ohydny fetor. Dopiero 27 grudnia, w dniu odejścia Szwedów spod Jasnej Góry, pułkownik Horn oddał ducha. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Andrzej Solak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wzrastanie” listopad 2003 http://krzyzowiec.prv.pl/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst przedrukowany w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-8559830708554922287?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/8559830708554922287/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/twierdza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8559830708554922287'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8559830708554922287'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/twierdza.html' title='Twierdza'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-6609619707713009348</id><published>2010-09-02T16:12:00.000+02:00</published><updated>2010-09-02T16:13:29.251+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 7'/><title type='text'>Vir totus catholicus</title><content type='html'>Obecnie funkcjonuje wiele popularnych modeli mężczyzny; jednak od chamskiego i zepsutego macho po zniewieściałego metroseksualistę – odrzucają one tradycyjne pojęcie mężczyzny, w którym zawiera się stanowczość i zdecydowanie, rycerskość, takt, a także – tak dzisiaj odrzucana – czystość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie twierdzimy oczywiście, że w przeszłości ogół mężczyzn posiadał te cnoty. Jednak ich zestaw był pewnym ideałem, który budził podziw i szacunek; do którego dążono, a przynajmniej uznawano za godny naśladowania. Dzisiaj niestety nie brak opinii, że prawdziwy „facet” musi przeklinać albo uwodzić. Z drugiej zaś strony, lansuje się typ „antyfaceta” (w radykalnym wydaniu odzianego w damski strój) – kapryśnego, rozmiękczonego, niezdecydowanego; nawet sposobem poruszania się oraz głosem nie przypominającego mężczyzny. Jedno i drugie odległe jest od modelu katolickiego, reprezentowanego przez świętych rycerzy, królów, ojców rodzin, a także duchownych na przestrzeni wieków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wizerunkowi duchownego poświęcona jest 10. strona; tutaj spójrzmy na postać mężczyzny świeckiego. Niewątpliwie takim wzorem do naśladowania może być ideał średniowiecznego rycerza. Pisał o nim Plinio Correa de Oliveira, wymieniając szczególnie istotne jego cechy. Najważniejszymi były oczywiście wiara oraz waleczność, jednak prócz nich autor Rewolucji i Kontrrewolucji wymieniał kolejne: Odważny w walce, udoskonalił stopniowo reguły dobrego wychowania i współżycia w towarzystwie. Dumny wobec równych sobie, ale dobrotliwy wobec słabej płci, starców, chorych i rannych (…) Chociaż był wojownikiem, bardzo sprzyjał kulturze, jawiąc się jako promotor sztuki i wynosząc ton życia na poziom mniej surowy niż ten, który powszechny był na początku średniowiecza (…) Oto rysy, którymi rycerz, kiedyś tak surowy, naznaczył życie owej epoki czyniąc je pełnym uprzejmości i piękna. Ostatecznie współtworzył w ten sposób cywilizację katolicką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do pobożności najzupełniej przystojnej prawdziwemu mężczyźnie, niech za przykład posłuży prowansalski hrabia Elzear, o którym pisał św. Franciszek Salezy. Rycerz ten, zapewne z powodu wojny, długo przebywał poza domem. Pobożna Delfina, wierna mu małżonka, posłała do niego umyślnego pytając o zdrowie. A on jej odpowiedział: „Zdrów jestem, kochana żono; a jeśli chcesz mnie widzieć, szukaj mnie w Ranie Przenajsłodszego Serce naszego Jezusa, bo tam jest moje mieszkanie i tam mnie znajdziesz. Gdzie indziej na próżno byś mnie szukała”. Był to rycerz naprawdę chrześcijański – zakończył święty biskup.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;PTW&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-6609619707713009348?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/6609619707713009348/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/vir-totus-catholicus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6609619707713009348'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6609619707713009348'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/vir-totus-catholicus.html' title='Vir totus catholicus'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-932360723716115528</id><published>2010-09-02T16:09:00.002+02:00</published><updated>2010-09-02T16:14:10.043+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 7'/><title type='text'>Krzyż a sprawa polska</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem&lt;br /&gt;Polska jest Polską, a Polak Polakiem!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Adam Mickiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krzyż to odwieczny symbol wiary chrześcijańskiej, znak naszego odkupienia dokonanego przez Chrystusa Pana przed dwoma tysiącami lat na wzgórzu Kalwarii. Warto jednak przy okazji niedawnych wydarzeń, których byliśmy świadkami (wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, walka z krzyżem w XIV LO we Wrocławiu), przypomnieć także o patriotycznym znaczeniu tego najświętszego symbolu. Krzyż bowiem na przestrzeni wieków towarzyszył pokoleniom Polaków w ich zmaganiach o wolność, pełnych krwi, potu i łez. Co więcej – niejednokrotnie nasi przodkowie zmuszeni byli do walki właśnie o to, aby móc swoją miłość i przywiązanie do Chrystusowego krzyża publicznie okazywać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt nie może zaprzeczyć ani zakorzenieniu chrześcijaństwa w naszej kulturze i historii, ani zasługom Kościoła katolickiego w dziejach narodu polskiego. Przyjętą datą powstania państwa polskiego jest rok 966, czyli chrzest Mieszka I. Autorami arcyważnych dla badań nad historią polskiego średniowiecza kronik byli duchowni – Gall Anonim, bł. Wincenty Kadłubek, Jan Długosz. W okresie rozbicia dzielnicowego Kościół był jednym z czynników sprzyjających zatrzymaniu procesu rozdrobnienia feudalnego i odbudowie jedności politycznej państwa. Krzyż był wszędzie tam, gdzie Polacy przelewali krew w walce o wolność. Gdy pod koniec 1655 r., w czasie potopu szwedzkiego, większość kraju znajdowała się pod kontrolą najeźdźców, bohaterska obrona Jasnej Góry podtrzymywała na duchu walczących. Na najsłynniejszym obrazie ukazującym walki o klasztor, autorstwa Januarego Suchodolskiego, otuchy obrońcom dodaje przeor częstochowskich paulinów o. Augustyn Kordecki, który wysoko w górę unosi Chrystusowy krzyż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, jak ogromne znaczenie dla Polski i Polaków mają krzyż i wiara katolicka, dobrze wiedzieli zaborcy i okupanci, którzy podejmowali wiele z góry skazanych na niepowodzenie działań, mających na celu walkę z chrześcijaństwem na ziemiach polskich. Dla naszych rodaków, żyjących w trudnych dla naszego narodu okresach dziejowych – 123 lat niewoli, II wojny światowej, powojennego czerwonego terroru – walka o krzyż była synonimem walki o wolność. Warto w tym miejscu przypomnieć  pewne poruszające wydarzeniu, jakie miało miejsce przed powstaniem styczniowym w zaborze rosyjskim. Otóż 8 kwietnia 1861 r. w czasie patriotycznej manifestacji na Placu Zamkowym w Warszawie pewien zakonnik niósł krzyż. Kiedy został on postrzelony i upadł na ziemię, pewien żydowski uczeń będący w pobliżu – Michał Landy – podniósł ów krzyż i niósł go dalej. Również on został ciężko raniony i zmarł następnego dnia. Żyd poległ, niosąc symbol obcy swojej wierze – to piękne świadectwo pokazuje, że krzyż to nie tylko znak odkupienia dla chrześcijan, lecz jest to także symbol polskości, głęboko zakorzeniony w naszej tożsamości. Zawsze podtrzymywał on naszych przodków na duchu tam, gdzie cierpieli i ginęli: na dalekiej Syberii, w hitlerowskich obozach koncentracyjnych i komunistycznych łagrach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W świetle tych faktów ukazujących, że obecność krzyża w polskiej przestrzeni publicznej jest czymś całkowicie naturalnym, absurdalnie brzmią słowa jego dzisiejszych wrogów, według których krzyż w polskiej szkole oznacza „indoktrynację”. Jest to również o tyle niedorzeczne, że ludzie ci nie mogliby dzisiaj głosić tego typu nonsensów, gdyby nie poświęcenie tych, którzy krzyż kochali i chcieli móc tę miłość publicznie okazywać. Wrogowie krzyża traktują chrześcijańskie tradycje naszego narodu, bez których Polacy nie są w stanie zrozumieć swojej własnej tożsamości, jako relikt przeszłości. Pamiętajmy jednak, że wyrzekanie się swoich chrześcijańskich korzeni przez narody Europy zawsze kończyło się rozlewem krwi i barbarzyństwem. Ponadto tak chwalebnych tradycji nie wolno porzucać, spychać na margines ani deprecjonować. Należy nimi żyć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mateusz Rutkowski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-932360723716115528?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/932360723716115528/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/krzyz-sprawa-polska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/932360723716115528'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/932360723716115528'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/krzyz-sprawa-polska.html' title='Krzyż a sprawa polska'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-810913747173132719</id><published>2010-09-01T14:17:00.000+02:00</published><updated>2010-09-01T14:19:59.093+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 7'/><title type='text'>OŚWIADCZENIE KRUCJATY – MŁODZI W ŻYCIU PUBLICZNYM WS. KRZYŻY W SZKOŁACH</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;(wobec ostatnich wydarzeń w XIV LO we Wrocławiu)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wrocław, 8 grudnia 2009&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z oburzeniem przyjmujemy postulat usunięcia krzyży z polskich szkół. Krzyż jest nie tylko symbolem cierpienia, które nasz Pan poniósł dla zbawienia ludzi; nie tylko symbolem Bożej miłości do ludzi. Krzyż jest także tym symbolem, który polskiej szkole towarzyszył od jej zarania aż do mrocznych i haniebnych czasów komunizmu, kiedy to przemocą został z niej usunięty. Po upadku komunizmu papież Jan Paweł II nawoływał: „Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych i szpitali. Niech on tam pozostanie“.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dawnych wiekach nikomu ten symbol nie przeszkadzał – choć i wtedy wśród nauczanych zdarzali się przecież ludzie dalecy od chrześcijaństwa. Nikomu przy zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy czuć się „obrażonym“ czy „narażonym na straty moralne“ z powodu obecności w szkole symbolu miłości. Ten symbol, jak głosi  uchwała Sejmu RP z dnia 3 grudnia 2009 r., „w sferze publicznej przypomina o gotowości do poświęcenia dla drugiego człowieka, wyraża wartości budujące szacunek dla godności każdego człowieka i jego praw“. Dlatego też uważamy, że walki z krzyżem w szkołach nie podejmują ludzie dobrej woli o odmiennym światopoglądzie, ale ludzie zaślepieni przez nienawiść do chrześcijaństwa. Nie dziwi obecność wśród nich agitatorów „Gazety Wyborczej“, która od dawna walczy z chrześcijańskimi tradycjami w Polsce. Tym razem redaktorzy „Gazety Wyborczej“ rozdmuchali drobną petycję trojga uczniów wrocławskiego XIV LO, nadali sprawie absurdalny rozgłos – i wywierali presję na dyrekcję szkoły (manipulując przy okazji wypowiedzi dyrektora), aby usunęła z sal krzyże. Ich, jak i wszystkich wrogów Krzyża polecamy miłosierdziu Tego, który także za nich został ukrzyżowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednocześnie wyrażamy nasze poparcie dla decyzji dyrektora XIV LO, p. Marka Łaźniaka, o pozostawieniu krzyży w salach tej szacownej szkoły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Krucjata – Młodzi w Życiu Publicznym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-810913747173132719?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/810913747173132719/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/oswiadczenie-krucjaty-modzi-w-zyciu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/810913747173132719'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/810913747173132719'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/oswiadczenie-krucjaty-modzi-w-zyciu.html' title='OŚWIADCZENIE KRUCJATY – MŁODZI W ŻYCIU PUBLICZNYM WS. KRZYŻY W SZKOŁACH'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-2913546134092312514</id><published>2010-09-01T14:16:00.000+02:00</published><updated>2010-09-01T14:17:14.160+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 7'/><title type='text'>W obronie szkolnego krzyża</title><content type='html'>Krzyżowi poświęcony był poprzedni numer „Kontrrewolucji“. Akurat ten temat zyskał nadspodziewaną aktualność w ostatnim czasie za sprawą wyroku Trybunału w Strasburgu w sprawie Lautsi przeciwko Włochom. Nietrudno było przewidzieć, że po takim wyroku także w Polsce ktoś wyruszy na wojnę przeciwko krzyżom. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęła posłanka Joanna Senyszyn, ale sukcesu nie odniosła – wkrótce potem (3 grudnia) polski Sejm miażdżącą większością głosów (90%) przyjął uchwałę broniącą krzyża. Posłowie zaznaczyli, że krzyż jest nie tylko symbolem miłości Boga do człowieka, ale także „w sferze publicznej przypomina o gotowości do poświęcenia dla drugiego człowieka, wyraża wartości budujące szacunek dla godności każdego człowieka i jego praw“. Niemniej jednak już wtedy trwała konkretna bitwa o szkolne krzyże – na naszym, wrocławskim gruncie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkoro (według różnych źródeł: trzy lub cztery osoby) uczniów XIV LO zażądało usunięcia krzyży z sal tego szacownego liceum. Sprawę natychmiast nagłośniła „Gazeta Wyborcza“, wywierając na dyrekcję presję, żeby temu żądaniu ustąpiła. Jednocześnie redaktorzy „GW“ próbowali głos czwórki uczniów (0,5% uczniów Czternastki) przedstawić jako głos ogółu. Jacek Harłukowicz: „Młodzi nie chcą krzyża“; Klaus Bachmann: „Spór o krzyże to konflikt pokoleń“. W tym kontekście postanowiliśmy redaktorom „najobiektywniejszej" z gazet pokazać stosunek młodzieży do krzyża. W zorganizowanej przez nas legalnej pikiecie pod wrocławską siedzibą „GW“ udział wzięł ok. trzydziestu studentów i licealistów. Odczytane zostało oświadczenie oraz przypomniane słowa Jana Pawła II wypowiedziane w 1997 roku w Zakopanem: „Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych i szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech przypomina nam o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wyraz”. Następnie uczestnicy pikiety zmówili Różaniec św. jako przebłaganie za walkę z krzyżem – ale także w intencji tych, którzy z nim walczą. Akcja wzbudziła dość szerokie echa medialne (informowały o niej m.in. „Rzeczpospolita“, wrocławski „Gość Niedzielny“, ogólnopolska „Niedziela“, Polskie Radio Wrocław, a także główna zainteresowana, czyli „Gazeta Wyborcza“ – lokalna i ogólnopolska).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem w XIV LO samorząd uczniowski zdystansował się od pomysłu zdejmowania krzyży. W szkole furorę zrobiły breloczki w kształcie chrześcijańskiej ryby, ze zdaniem „Kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego Ja zaprę się przed Moim Ojcem, który jest w niebie“. Dyrektor szkoły otrzymał liczne prośby od jej uczniów i absolwentów, żeby krzyże w szkole pozostawił. Taką też podjął decyzję. 16 grudnia odbyła się natomiast w liceum debata na temat obecności krzyży w szkole. Każdą ze stron reprezentowała trójka uczniów oraz trzech zaproszonych gości. W obronie krzyża wystąpili uczniowie: Aleksandra Horowska, Czesław Domarecki i Mateusz Rutkowski oraz dr Łukasz Nysler, filozof z Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Tomasz Terlikowski, publicysta „Frondy“ i ks. Wojciech Zięba, szkolny katecheta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Debata trwała ponad dwie godziny, strona obrońców krzyża prezentowała się zdecydowanie lepiej, zarówno pod względem retorycznym, jak i merytorycznym. Przeciwnicy próbowali szermować argumentem tolerancji, który jednak dużo bardziej działa na korzyść pozostawienia krzyża; nieustannie wracali także do sloganu „neutralności światopoglądowej państwa“. Dyskusję poprzedziło jednak wystąpienie prawniczki z Katedry Prawa Konstytucyjnego UWr, która wykazała, że krzyż w szkole ma prawo wisieć – pomimo „neutralności“. Łukasz Nysler pytał, czy w ogóle jest możliwa szkoła „neutralna światopoglądowo“, skoro nauczane są przedmioty humanistyczne, takie jak historia czy język polski, a sama szkoła ma obowiązek wpajania pewnych zasad uczniom – i oto zwolennicy szkoły „neutralnej“ zmuszeni byli przyznać mu rację. Bez echa pozostawało stawiane przez Horowską, Domareckiego i Rutkowskiego zagadnienie patriotycznego znaczenia krzyża (o czym szerzej pisze Mateusz Rutkowski). A przecież to dodatkowe znaczenie krzyża jest podstawowym w kontekście jego obecności w szkole. Dla katolika krzyż jest wszystkim, ale w przeszłości gromadzili się wokół niego także innowiercy i ateiści będący polskimi patriotami – żeby pod tym znakiem walczyć o Polskę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całą debatę można obejrzeć w Internecie (serwis youtube), a dłuższe jej omówienie na stronie Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi, pod adresem: www.piotrskarga.pl/ps,4586,3,0,1,I,informacje.html.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;PTW&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-2913546134092312514?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/2913546134092312514/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/w-obronie-szkolnego-krzyza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2913546134092312514'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2913546134092312514'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/w-obronie-szkolnego-krzyza.html' title='W obronie szkolnego krzyża'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-687534595022549661</id><published>2010-09-01T14:11:00.001+02:00</published><updated>2010-09-01T14:14:31.584+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 7'/><title type='text'>Wstępniak numeru siódmego</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Laudetur Iesus Christus!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W latach sześćdziesiątych któryś z dostojników kościelnych, widząc proponowane zmiany w liturgii, stwierdził, że nowa Msza św. będzie mszą dla kobiet i dzieci. Rzeczywiście, jednym z najbardziej widocznych – i najboleśniej odczuwanych – elementów kryzysu w Kościele okazał się w ostatnich dziesięcioleciach odpływ mężczyzn. W kościołach widuje się znacznie więcej kobiet (wyjątkiem są tradycyjne Msze święte) i to do nich dostosowana jest retoryka większości współczesnych kaznodziejów. Powstaje w ten sposób zniekształcona wizja chrześcijaństwa; wizja zgoła nieatrakcyjna dla normalnego mężczyzny. Zbyt mało uwagi poświęca się walce, którą każdy chrześcijanin ma toczyć – przeciwko szatanowi, światu i ciału. A przecież walka jest z jednej strony tym, co mężczyźni lubią najbardziej – a z drugiej tym, co do osiągnięcia zbawienia jest konieczne: Królestwo Boże zdobywa się wszak gwałtem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święci mężczyźni w dziejach – jakże byli różni! Królowie i żebracy, myśliciele i prostaczkowie, rycerze i inkwizytorzy, mnisi i ojcowie rodzin. Wszystkich ich jednak łączyło jedno: byli żołnierzami Chrystusowymi. Każdy z nich walczył; na śmierć i życie – z szatanem, ze światem i z ciałem. Obecnie dominuje tendencja do przedstawiania świętych jako cukierkowo słodkich, cokolwiek bezmyślnych, wyrośniętych niemowlaków. Trudno się dziwić, że tak zniekształcony przykład mało kogo porywa (a jeśli kogoś porywa – to do czego?)… Ignacy Loyola nie miał bynajmniej ochoty zostać świętym – bo i jemu świętość nie kojarzyła się z czymś godnym szlachcica i oficera. Kiedy jednak został ranny w bitwie i przez dłuższy czas musiał pozostawać w łóżku, z nudów sięgnął po żywoty świętych – i zdumiał się. Ci ludzie toczyli walkę nieporównanie trudniejszą i chwalebniejszą od jego ziemskich potyczek! Pobudzony ich przykładem Ignacy porzucił karierę wojskową, opracował strategię działania, wypowiedział morderczą wojnę swoim słabościom, namiętnościom, grzechom, a w końcu założył nowy zakon, który miał przez długi czas być prawdziwą armią Papieża. Wielu mężczyzn dochodziło jednak do świętości także służąc w ziemskim wojsku. Znakomity węgierski kaznodzieja, ks. Tihamer Toth, przytaczał przykład z klęski Bonapartego w Rosji: obchodzi Napoleon cmentarne, zasłane całunem śniegu pola. Nagle w oddali mrok przebija słabe światełko. Posyła w tym kierunku adiutanta: „Zobacz, co to”. Po chwili wysłany wraca. „Najjaśniejszy Panie, to pułkownik Drout czuwa w namiocie i modli się”. Bonaparte, jakkolwiek wróg Kościoła, przy pierwszej okazji awansował Drouta, dziękując mu za moc ducha w ową upiorną noc. Cysters o. Chautard, autor znakomitego dzieła ascetycznego Życie wewnętrzne a duch apostolstwa, wielokrotnie powołuje się na innych francuskich wojskowych, żyjących w opinii świętości. Znamy zresztą liczne przykłady świętych żołnierzy jeszcze z pierwszych wieków chrześcijaństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczet świętych to poczet tych, którzy walczyli przez całe życie. Ze zmiennym powodzeniem – nawet oni upadali – ale z niezmienną, żarliwą nienawiścią do grzechu. Walczyli na śmierć i życie – bo każdy wolałby zginąć niż zgrzeszyć. Tacy powinni być mężczyźni katoliccy. Zarówno ci, którzy żyjąc w czystości poświęcają się wyłącznie służbie Chrystusowi – jak i ci, którzy służą Mu, będąc ojcami rodzin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-687534595022549661?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/687534595022549661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/wstepniak-numeru-siodmego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/687534595022549661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/687534595022549661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/09/wstepniak-numeru-siodmego.html' title='Wstępniak numeru siódmego'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-3472096693731336170</id><published>2010-08-31T18:01:00.001+02:00</published><updated>2010-08-31T18:03:30.311+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 6'/><title type='text'>UMIAR</title><content type='html'>Ostatnią z omawianych w niniejszym cyklu cnót kardynalnych jest umiar. Warto poświęcić tej cnocie więcej uwagi, gdyż jest ona nie tylko niezrozumiana, ale wręcz otwarcie krytykowana i zwalczana. O ile roztropność, sprawiedliwość i męstwo, choć często są opatrznie tłumaczone, znajdują jeszcze uznanie, o tyle umiar wielu ludziom wydaje się jakąś pomyłką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystarczy się rozejrzeć, sięgnąć po gazetę lub włączyć telewizor, a od razu zasypują nas hasła: zjedz więcej, rozmawiaj dłużej, baw się lepiej, idź za instynktem, nie ograniczaj się itp. Brakuje natomiast refleksji, czy to wszystko jest w ogóle potrzebne, czy aby nie należy się trochę ograniczyć, czy przypadkiem nie nadużywamy dóbr materialnych, które powinny służyć ciału do życia, ale tak, aby nie zatracić perspektywy zbawienia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrzydzenie ogarnia mnie, kiedy widzę wokół ludzi, którzy ciągle gonią za nową zachcianką, ciągle myślą, jakby tu sobie jeszcze uprzyjemnić życie, czego jeszcze nie jedli, gdzie jeszcze nie byli, czy aby zrobili już wszystko, aby zapewnić sobie największą rozkosz?&lt;br /&gt;Nie mam jednak wstrętu do tych ludzi, ale do ich uczynków. Po prostu patrzeć nie mogę, jak osoby przeznaczone do obcowania z Bogiem i powołane do świętości, kalają swoje dusze nieśmiertelne i robią wszystko, aby dostać się w otchłań piekieł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy tak trudno odmówić sobie mięsa w piątek, uczynić drobne postanowienie adwentowe, powstrzymać się od zabawy w Wielkim Poście? Dlaczego tak wielu, będąc uwolnionymi od grzechu przez Chrzest, dobrowolnie uwikłało się w grzeszne pęta namiętności? Czy nie widzą, że każda grzeszna rozkosz przemija i pozostawia po sobie pustkę, ból i rany zadane duszy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek ulegający swoim pożądaniom przedstawia obraz nędzny i żałosny. Jest chwiejny, próżny i głupi; przeważnie szybko podupada na zdrowiu, a z wiekiem nawet jego własne ciało, któremu przez całe życie hołdował, zaczyna odmawiać mu posłuszeństwa. Wymyśla więc nowe rozkosze i nie cofa się przed najohydniejszymi uczynkami, byle tylko jeszcze pofolgować swoim sprośnym żądzom. Wreszcie, gdy ciało obumiera, zamiast w tej ostatniej chwili odwrócić się do Boga, on jeszcze grzeszyć będzie myślą, z samego tylko przywiązania do grzechu, by ostatecznie zatracić swoją duszę w piekle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aby uniknąć tak żałosnego końca, musimy dbać o cnotę umiaru i każdego dnia modlić się o nią i nad nią pracować. Jak poucza Katechizm Kościoła Katolickiego (1809) - umiarkowanie jest cnotą moralną, która pozwala opanować dążenie do przyjemności i zapewnia równowagę w używaniu dóbr doczesnych. W dawniejszym Katechizmie ks. Piotra kardynała Gasparriego cnota ta nazwana jest wstrzemięźliwością i określona została jeszcze trafniej: Wstrzemięźliwość sprawia, że poskramiamy zmysłowe skłonności, a w używaniu tego, co jest dozwolone, zachowujemy miarę. Należy pamiętać, że z naszą grzeszną naturą powinniśmy walczyć, tak aby nad nią panować. Jest to nieodłączny element naszej formacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracujmy nad nią każdego dnia, nawet w rzeczach drobnych, a dzięki Bożej Łasce zyskamy tę piękną cnotę. Św. Josemaria Escriva zalecał, aby odmówić sobie czegoś przy każdym posiłku. Nawet przez takie drobnostki można przecież wejść na drogę do świętości, czego wszystkim Czytelnikom z całego serca życzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Filip M. Muszyński&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cesare Ripa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kobieta w prawej ręce dzierżąca wędzidło, w lewej – balans zegarowy; w pobok ma Słonia. Z wędzidłem w jednej dłoni a balansem w drugiej malujemy ją gwoli zilustrowania funkcji umiaru, którą jest powściąganie i temperowanie rozmaitych stron duszy stosownie do czasu; ten z kolei oznaczony jest za pomocą rytmu ruchu i spoczynku, jako że poruszenia duszy mierzy się przez odniesienie do umiaru. Pierio (w ks. 2) czyni Słonia symbolem umiaru, gdyż przyzwyczaiwszy się do określonej ilości pożywienia, nigdy nie chce tej miary przekroczyć i je tylko tyle je, ile zwykł jadać. W związku z tym Plutarch opowiada, że pewien Pan w Syrii kazał swemu słudze podawać co dnia Słoniowi, którego posiadał, miarę ziarna,; sługa wszakże przez wiele dni karmił zwierzę połową przepisanej ilości strawy. Kiedy więc pewnego razu sługa w przytomności Pana zadał Słoniowi całą, pełna miarę paszy, ten inteligentnie trąbą podzielił jęczmień na dwie części, po czym jedną połowę zjadł, jak to zwykle czynił, a drugą zostawił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 6. (listopad - grudzień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-3472096693731336170?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/3472096693731336170/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/umiar.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/3472096693731336170'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/3472096693731336170'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/umiar.html' title='UMIAR'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-7896416730965368527</id><published>2010-08-31T17:59:00.000+02:00</published><updated>2010-08-31T18:00:58.984+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 6'/><title type='text'>Męczeństwo Kościoła w czasach Rewolucji Francuskiej</title><content type='html'>Obserwując nienawiść, jaką wszelkiej maści siły postępu darzą święty Kościół rzymski w naszych czasach warto zapoznać się z dawniejszymi prześladowaniami religii katolickiej. Wrogowie prawdziwej religii są wprawdzie przebiegli, ale metody jakie stosują i cele jakie im przyświecają są – mimo upływu lat – bardzo podobne, a niekiedy wręcz identyczne. Dlatego warto przyjrzeć się, jak przebiegały prześladowania w wiekach dawniejszych, żeby nie mieć złudzeń, że prześladowania dzisiejsze zatrzymają się na pewnym umiarkowanym etapie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znakomitą pomocą w takim przedsięwzięciu jest książka św. Józefa Sebastiana Pelczara  Rewolucja francuska wobec religii katolickiej i jej duchowieństwa. Autor omawia w niej pokrótce dzieje rewolucji francuskiej (niekiedy zwanej trafniej rewolucją antyfrancuską) ze szczególnym uwzględnieniem prześladowań, jakie dotknęły Kościół. Nie jest to bezzasadne, gdyż jednym z podstawowych celów transformacji społecznej zaplanowanej przez architektów rewolucji było właśnie wyeliminowanie wpływu Kościoła na ludzi, społeczeństwo i państwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor omawia wyczerpująco także przyczyny wybuchu rewolucji. Część z nich to – niestety – błędy ze strony królów (zwłaszcza Ludwika XV), arystokracji i duchowieństwa, którzy nie w każdym przypadku byli wzorem postępowania dla ludu. Niezaprzeczalny wpływ na rozwój wypadków miały jednak inne czynniki. Otóż we Francji zarzucono religijne wychowanie młodzieży na rzecz tzw. klasycznego (silne odwołania do antyku i mitologii), ponadto działało tam wówczas bardzo wiele lóż masońskich, do których krótko po zaimportowaniu tego ruchu z Anglii należało już około miliona osób. Co więcej, przez cały wiek XVIII we Francji działali myśliciele wrodzy Kościołowi i tradycyjnym wartościom, jak Wolter Rousseau czy Diderot, a ich działalność spotykała się z szacunkiem i uznaniem szerokich mas (przesiąkniętych już zapewne wpływami masońskimi).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Realizując swoje cele rewolucjoniści chwytali się wszystkich możliwych środków. Z początku, kiedy zwołane zostały Stany Generalne chodziło tylko o łagodne reformy, które mogły uleczyć Francję, a zwłaszcza jej finanse publiczne. Szybko jednak doszło do zradykalizowania postulatów i środków działania. Wkrótce po zburzeniu Bastylii uchwalono i ogłoszono Deklarację Praw Człowieka i Obywatela, która – jak słusznie zauważa autor – dziwnym milczeniem pomijała osiemnaście wieków istnienia chrześcijaństwa, które miało największe zasługi dla poprawy stosunków panujących w społeczeństwach. Kolejne posunięcia były coraz bardziej radykalne i już otwarcie godziły w byt Kościoła. Zniesione zostały materialne podstawy funkcjonowania duchowieństwa poprzez zniesienie dziesięcin, skasowane zostały prawie wszystkie zakony i zniesione śluby zakonne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12 lipca 1790 roku uchwalono Cywilną Konstytucję Kleru, która miała zreformować ustrój kościelny na modłę kalwińską. Każdy biskup i proboszcz musiał w myśl jej założeń pochodzić z wyboru, przy czym wybierali go wszyscy mieszkańcy podlegającego mu terenu, w tym także żydzi i protestanci. Zniesiono wszystkie dotychczasowe sposoby utrzymywania duchownych, a w zamian za to wyznaczono im państwowe pensje. Ci księża i biskupi, którzy nie zaprzysięgli owej konstytucji byli surowo prześladowani. Co gorsza – nie wszyscy duchowni odmówili zaprzysiężenia jej. Jak można się domyślić, papież Pius VI potępił tę konstytucję, co lud paryski przyjął demonstracją antypapieską i spaleniem kukły przedstawiającej papieża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później doprowadzono do ścięcia króla Ludwika XVI, zaś zapał w „reformowaniu” religii przybierał coraz większe rozmiary. Zapanował terror, w wyniku którego życie straciło wielu księży i wiele sióstr zakonnych. Wtedy też zaczęto praktykować rozmaite metody masowych mordów, jak np. topienie barek wypełnionych księżmi w rzekach. Zaczęto wprowadzać swego rodzaju religię państwową z własnym kalendarzem i własnymi świętami. Religia ta była oficjalnie kultem rozumu i wolności, co przejawiało się w śmiesznym i lekko pompatycznym kulcie tych dwóch wartości. Co więcej w miejsce dotychczasowych wspomnień świętych ustanowiono wspomnienia bohaterów i mędrców (starożytnych i współczesnych) a także rozmaite święta ku czci marchewki, osła itp. Prócz tego gilotyna stałą się przedmiotem osobliwego kultu. Ludzie z wielką ochotą i rozkoszą przyglądali się egzekucjom (zwłaszcza egzekucjom kleru), a miniaturowe gilotyny nosili na szyjach (zamiast krzyżyków) i w uszach – jako kolczyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prześladowania Kościoła trwały przez ponad dziesięć lat. Raz były cięższe, raz nieco lżejsze. Za czasów Robespierre'a doszło do pewnego rodzaju nawrotu do religii (choć w formie niechrześcijańskiej) i tradycyjnej moralności, zarzucone zostały prześladowania kleru. Później jednak wrócono do prześladowań. Ich rozmiar był nie mniejszy niż tych przed Robespierrem. Posunięto się wręcz do tego, że podstępnie uwięziono papieża Piusa VI a w Rzymie proklamowano republikę. Papież zmarł w więzieniu 29 VIII 1799, ale z powodu uwięzienia wielu kardynałów nie można było wybrać nowego papieża. Udało się tego dokonać dopiero 14 III 1800 w Wenecji dzięki interwencji carskiego dowódcy Aleksandra Suworowa. Era prześladowań zakończyła się we Francji dopiero 15 VII 1801 wraz z podpisaniem konkordatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia stosunku rewolucji francuskiej do Kościoła i duchowieństwa powinna być dla nas nauką. Podobne zjawiska do tych, które miały miejsce w początkach rewolucji obserwujemy już dziś w Polsce i w Unii Europejskiej. Dalsza eskalacja tego procesu jest tylko logiczną konsekwencją tego, co dzieje się dzisiaj. Dlatego żaden katolik nie może się łudzić, że gorzej być nie może.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Włodzimierz Jan Ziółkowski&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J. S. Pelczar, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rewolucja francuska wobec religii katolickiej i jej duchowieństwa&lt;/span&gt;, Rzeszów 2005.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 6. (listopad - grudzień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-7896416730965368527?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/7896416730965368527/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/meczenstwo-koscioa-w-czasach-rewolucji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/7896416730965368527'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/7896416730965368527'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/meczenstwo-koscioa-w-czasach-rewolucji.html' title='Męczeństwo Kościoła w czasach Rewolucji Francuskiej'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-5375940084454908306</id><published>2010-08-31T17:55:00.000+02:00</published><updated>2010-08-31T17:58:54.479+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 6'/><title type='text'>In hoc Signo vinces – Bitwa przy moście muliwijskim</title><content type='html'>Historia potrafi zaskakiwać. Pierwsza w dziejach świata bitwa toczona pod znakiem krzyża nie była elementem wojny religijnej, ale politycznych zmagań w pogańskim Cesarstwie Rzymskim. Zmagań między Konstantynem a Maksencjuszem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sytuacja w cesarstwie była wówczas niezwykle skomplikowana, wielu wpływowych dowódców i polityków sięgało po władzę, toczyły się walki o dominację. Maksencjusz faktycznie panował w Rzymie już od 306 roku, choć jego władza nie została wtedy uznana przez pierwszego Augusta - Galeriusza. W 307 roku udało się Maksencjuszowi opanować Italię i samowolnie przyjął wtedy tytuł Augusta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konstantyn, syn tetrarchy – Konstancjusza Chlorusa - panował w tym czasie w Galii. W 310 roku uzyskał on zgodę od Galeriusza na używanie tytułu Augusta. Wkrótce postanowił rozprawić się z Maksencjuszem i odebrać mu władzę w Italii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zwycięstwach Konstantyna pod Suzą, Turynem, Mediolanem i Weroną, do decydującej bitwy doszło niedaleko Rzymu – przy Moście Mulwijskim. Kilka dni przed bitwą Konstantyn i jego wojsko ujrzeli na niebie świetlisty znak krzyża z napisem In hoc signo vinces (pod tym znakiem zwyciężysz). Następnej nocy ukazał się cesarzowi Chrystus i polecił wykonanie sztandaru na podobieństwo tego znaku. Sporządzono więc według wskazań naszego Pana znak legionowy, zwany labarum. Natomiast w przeddzień bitwy cesarz miał sen, w którym dostał polecenie umieszczenia na tarczach swoich żołnierzy „niebiańskiego znaku Boga” – był to monogram Chrystusa składający się z greckich liter „chi-rho”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28 października 312 roku przy Moście Mulwijskim rozegrała się wielka bitwa między Konstantynem a Maksencjuszem. Maksencjusz przygotował co prawda Rzym do obrony, ale postanowił zmierzyć się z Konstantynem w polu. Poprowadził swe wojska na północ i przerzucił Mostem Mulwijskim na drugą stronę Tybru, po czym podążył wzdłuż rzeki, ale tam drogę zagrodziły mu wojska Konstantyna, które oskrzydliły go i zamknęły w pułapce między Tybrem a pobliskimi wzgórzami. W tej sytuacji żołnierze Maksencjusza rzucili się do ucieczki i zginęli w nurcie rzeki wraz ze swym wodzem. Następnego dnia zwycięski Konstantyn wjechał do Rzymu. Wkrótce potem cesarz ogłosił się poddanym Krzyża, kazał też wybudować swój pomnik z krzyżem w ręce i napisem: „Pod tym znakiem zbawienia, prawdziwym świadectwem męstwa, ocaliłem Twoje miasto i uwolniłem je od tyrana”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cesarz uwierzył, że swoje zwycięstwo zawdzięcza Chrystusowi. Już w rok po tych wydarzeniach wydał edykt mediolański, który sprawił, że święta religia chrześcijańska została uznana w całym cesarstwie. Oznaczało to koniec prześladowań i było wielkim wydarzeniem w historii Kościoła Świętego, zaczęły powstawać chrześcijańskie bazyliki, rozwijać się miejsca kultu, kształtowała się hierarchia kościelna, zwalczano herezje i obalano pogańskie idole. Nastał świt cywilizacji chrześcijańskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 312 roku Konstantyn nie wiedział jeszcze, jak wielkie znaczenie będzie miała bitwa przy Moście Mulwijskim, ale mimo to, jeszcze jako poganin, zaufał Chrystusowi – i zwyciężył. Później wiele dobrego zrobił dla Kościoła, ale chrzest przyjął dopiero przed śmiercią. Powinniśmy pamiętać, że i dziś Krzyż Święty jest jedynym znakiem, który przynosi prawdziwe zwycięstwo, więc za nic w świecie nie możemy go wymazać z naszych tarcz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Filip Maria Muszyński&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Literatura:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Max Cary, Howard Hayes Sculard, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dzieje Rzymu&lt;/span&gt;, Warszawa 1992.&lt;br /&gt;Tadeusz Zieliński, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cesarstwo Rzymskie&lt;/span&gt;, Warszawa 1995.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Słownik cesarzy rzymskich&lt;/span&gt;, red.: Jan Prostko-Prostyński, Poznań 2001.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 6. (listopad - grudzień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-5375940084454908306?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/5375940084454908306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/in-hoc-signo-vinces-bitwa-przy-moscie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5375940084454908306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5375940084454908306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/in-hoc-signo-vinces-bitwa-przy-moscie.html' title='In hoc Signo vinces – Bitwa przy moście muliwijskim'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-964411824611510081</id><published>2010-08-30T22:56:00.000+02:00</published><updated>2010-08-30T22:58:12.627+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 6'/><title type='text'>Krzyż i „Krzyż”</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Krzyżu Święty nade wszystko drzewo przenajszlachetniejsze,&lt;br /&gt;W żadnym lesie takie nie jest, jedno, na którym sam Bóg jest,&lt;br /&gt;Słodkie drzewo, słodkie gwoździe, rozkoszny owoc nosiło.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W tak pięknych słowach sławi i opisuje krzyż jedna z polskich pieśni wielkopostnych. Trudno jest pisać o krzyżu, tak jak trudno jest go zrozumieć. Jest to najwspanialszy, a jednocześnie najprostszy symbol znany ludzkości, symbol odkupieńczej męki Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale i znak Jego zwycięstwa nad śmiercią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic więc dziwnego, że krzyż, jak i temat ukrzyżowania, już od wieków inspirował artystów: rzeźbiarzy, malarzy, architektów, poetów i muzyków. Samo Ukrzyżowanie był przedstawiane w różnoraki sposób, w zależności od interpretacji artysty. Czasem widzimy postać Chrystusa skręconą od bólu, pełną ran i spływającą krwią, innym razem ukazaną według ideałów piękna klasycznego. Niekiedy widzimy krzyż bez postaci Ukrzyżowanego. Spotykamy go (abstrahując od przedstawień protestanckich) w klasztorach niektórych zgromadzeń, a także w ośrodkach Opus Dei. Św. Josemaria Escriva tłumaczył to cytując pewien list:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Więc przepiszę dla ciebie słowa pewnego listu: Gdy odrywam oczy od mikroskopu, wzrok mój pada na czarny i pusty Krzyż. Ten Krzyż bez Ukrzyżowanego — to symbol. Posiada znaczenie, którego inni nie dostrzegają. I ten, który z powodu zmęczenia zamierzał przerwać zajęcie, na nowo pochyla się nad okularem i pracuje dalej. Ów samotny Krzyż domaga się ramion, które by go niosły”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak sam krzyż pozostawał zawsze niezmienny, zgodnie z dewizą zakonu kartuzów: stat crux dum volvitur orbis (krzyż stoi gdy kręci się ziemia). Jego istotą jest wszak skrzyżowanie ramion, które łączą niebo z ziemią, a ludzi ze sobą. Spotykane są również przedstawienia krzyża, który oba ramiona belki poprzecznej wyciąga ku niebu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety w ostatnich latach wielu artystów zaczęło z formą krzyża eksperymentować. Jednak każdy eksperyment z formą tak doskonałą musiał skończyć się niepowodzeniem. Nowoczesne „krzyże” często niestety w ogóle krzyża nie przypominają, co najwyżej budzą z nim dalekie skojarzenia. To przykre, że szlachetny symbol krzyża tak często jest deformowany i przyjmuje kształty wręcz kuriozalne. Temat, który powinien zachęcać do modlitwy, przypominający o jedności i świętości Kościoła katolickiego nie może być dla artystów polem do dowolnej interpretacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;FMM, PTW&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 6. (listopad - grudzień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-964411824611510081?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/964411824611510081/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/krzyz-i-krzyz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/964411824611510081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/964411824611510081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/krzyz-i-krzyz.html' title='Krzyż i „Krzyż”'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-8713994526144558551</id><published>2010-08-30T22:47:00.001+02:00</published><updated>2010-08-30T22:55:19.200+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 6'/><title type='text'>W Krzyżu zbawienie</title><content type='html'>„Wielu ludziom zbyt surowy wydaje się nakaz: Zaprzyj się samego siebie, weź swój krzyż i idź za Jezusem. Jednak znacznie surowszy będzie wyrok, który zabrzmi w Dniu Ostatecznym: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny (Mt 25,41)”. – Tomasz a Kempis, O naśladowaniu Chrystusa, ks. II, rozdz. XII&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W panteonie bożków masowo czczonych w naszych czasach niepoślednie miejsce zajmuje wygoda. Wygodny człowiek idzie przez życie po linii najmniejszego oporu, w uniwersalnych dżinsach i adidasach, stołuje się w barach szybkiej obsługi, na imieninach zawsze życzy zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze. Pewno, że zdrowie! Wygodny człowiek nie uzna za ważniejsze od zdrowia życia, dlatego zarówno w odniesieniu do siebie, jak i innych, uważa, że lepiej „godnie” umrzeć niż cierpieć. Oczywiście – on także cierpi. Chateaubriand zauważył: „dajcie największemu biedakowi wszystkie skarby świata, każcie mu zaniechać pracy, zaspokójcie jego potrzeby, a nim minie kilka miesięcy, znów będzie wydany na pastwę zgryzot i nadziei”. Na tym świecie nie można bowiem przed zgryzotami, a więc cierpieniem, uciec – człowiek wygodny cierpi więc, lecz cierpienia w najmniejszym nawet stopniu nie akceptuje. Można powiedzieć, że – „nie cierpi cierpienia”. Jest to postawa dokładnie przeciwna postawie katolika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Vivere est militare” – powiada katolik. Królestwo niebieskie zdobywa się gwałtem. Przez cierpienie nasz Pan zbawił świat – a my mamy go naśladować; zapierając się samych siebie i dźwigając własny krzyż. Cierpienie jest wielką, jakkolwiek niełatwą, łaską – łaską powszechnie marnowaną. Św. o. Pio z Pietrelciny żalił się kiedyś, że przychodzą doń ludzie proszący o modlitwę w intencji uwolnienia ich od cierpienia. „Nie wiedzą, że cierpienie jest najcenniejszym, co mają” – powiedział. Święta s. Faustyna stwierdziła, że gdyby aniołowie mogli zazdrościć, to by ludziom zazdrościli dwóch rzeczy: Komunii św. oraz cierpienia. Tyle, że aby cierpienie stało się skarbem, musi być cierpliwie znoszone! Można je przyrównać do róży, którą – jednym aktem strzelistym – ofiarować można Panu Bogu lub Najświętszej Panience. Oczywiście, można także cisnąć ją w błoto, jeżeli zamiast aktu strzelistego wypowie się przekleństwo… Pięknie mówił o tym w jednym ze swych kazań św. Jan Maria Vianney:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewien kapłan wygłaszał w szpitalu kazanie do chorych – kazanie o cierpieniach. Wykazał w nim, jak bardzo podoba się Bogu, kiedy chrześcijanin spokojnie znosi swoje krzyże. Nauki tej słuchał człowiek, który chorował od wielu lat. Po kazaniu człowiek ten zaczął się smucić i płakać. Ksiądz spytał go, co się stało, czy ktoś nie zrobił mu jakiejś krzywdy. „Nie – odpowiedział chory – do nikogo nie mam żalu, tylko do siebie samego”. „Jak to?” – pyta zdziwiony ksiądz. „Ojcze, tyle lat choruję i wszystkie zasługi straciłem z powodu mojej niecierpliwości. A gdybym był ze spokojem znosił chorobę, jak wielkie bym zebrał skarby na życie wieczne”!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mało kto dzisiaj zbiera w ten sposób skarby na życie wieczne – trzeba atoli zaznaczyć, że nie jest to bolączką dotykającą nasze czasy w sposób szczególny. Już Tomasz a Kempis pisał: „Wielu jest teraz takich, którzy chcieliby się znaleźć z Jezusem w królestwie niebieskim, ale niewielu, którzy dźwigają Jego krzyż. Wielu pragnie pociechy, ale niewielu cierpienia. Wielu chętnie towarzyszyłoby Mu w ucztowaniu, ale niewielu w poście. Wszyscy chcą się z Nim weselić, ale niewielu gotowych jest trudzić się dla Niego”. Tyle, że w jego czasach podkreślano, jak trudno dostać się do nieba – a dzisiaj wielu wydaje się, że po życiu nie znającym umartwień i cierpień powędrują prosto do nieba. Nic bardziej mylnego. „I dzisiaj grzechy są tak samo wstrętne w oczach Bożych, jak były w pierwszych wiekach Kościoła” – grzmiał św. Proboszcz z Ars, wzywając parafian do pokuty: z pewnością także przez ostatnie półtora wieku (które dzielą nas od śmierci patrona kapłanów) nie zmieniło się to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek zatem ma cierpieć – brzmi to okrutnie, ale cóż innego wypada czynić stworzeniu, które bezmiarem cierpienia zbawił Pan Jezus? „Jesteście członkami Jezusa Chrystusa – pisał św. Ludwik Maria Grignion de Montfort – jakiż to zaszczyt! Jak bardzo jednak trzeba z tego powodu cierpieć! Głowa jest ukoronowana cierniem, a członki miałyby być uwieńczone różami? Głowa jest policzkowana i ubłocona w drodze na Golgotę, a członki miałyby być namaszczone wonnościami na tronie? Głowa nie ma gdzie spocząć, a członki wylegiwałyby się rozkosznie na puchowym łożu? Byłoby to niesłychaną potwornością”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym kontekście należy niejako odwrócić cytowaną powyżej myśl Chateaubrianda (jakkolwiek zmiana ta pozostanie w zgodzie z duchem Geniuszu chrześcijaństwa): Bogu dzięki za to, że na tej ziemi nie można uciec od cierpienia! Bogu dzięki za to, że niezależnie od pozycji społecznej, od statusu materialnego, od dobrego imienia – niezależnie od wszystkiego: wszyscy możemy cierpieć. Najrozmaitsze są ludzkie troski i zgryzoty, ale nikt nie jest od nich wolny. Każdy zatem ma w ręku ten wspaniały oręż do walki o świętość. Pozostaje umiejętnie zeń korzystać. Władca Albanii, książę Jerzy Kastriota (zwany Skanderbegiem), walcząc z Turkami zasłynął z ogromnej siły. Będąc pod jej wrażeniem, sułtan turecki prosił go o pokazanie miecza, którym książę głowy ścinał jak makówki. I rzeczywiście: Kastriota posłał miecz sułtanowi, lecz ani ten, ani jego dworzanie, nie potrafili nawet unieść broni. Rozgniewany sułtan odsyłając miecz przekazał Skanderbegowi, że nie jest możliwe, żeby ten nim walczył w bitwie; więc żeby z sułtana nie kpił. Skanderbeg odpowiedział jednak: „miecz ci pokazałem, nie ramię”. Na nic więc mieć dobry oręż, jeśli nie można zeń korzystać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Josemaria Escriva radzi: „kochać Krzyż, to znaczy umieć chętnie wyrzekać się siebie z miłości do Chrystusa, choćby to kosztowało, i dlatego, że to kosztuje…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem dzisiaj krzyż jest usuwany zewsząd. Batalie o krzyże w miejscach publicznych, w salach szkolnych, sądowych, samorządowych to tylko jedna warstwa zagadnienia. Inną kwestią jest dobrowolna ucieczka od krzyża samych chrześcijan. Zaniedbywany jest już sam znak Krzyża świętego – czyli zewnętrzny znak chrześcijanina, przez który w najprostszy sposób wyznaje się główne tajemnice wiary chrześcijańskiej  (poprzez słowa – tajemnicę Trójcy Świętej; poprzez kształt Krzyża – tajemnicę Odkupienia). Kardynał Gasparri w swoim katechizmie pisał: „Jest pożytecznie, a nawet bardzo pożytecznie żegnać się często i pobożnie Krzyżem świętym, zwłaszcza na początku i na końcu czynności (…) Ponieważ znak ten, gdy się go czyni należycie, jest zewnętrznym aktem wewnętrznej wiary, i dlatego ma on tę moc, że pobudza wiarę, zwycięża wzgląd ludzki, oddala pokusy, odwraca niebezpieczeństwa grzechu i zjednuje u Boga inne łaski”. Jak bardzo praktyka ta jest współcześnie zaniedbywana, nie trzeba dowodzić. Ograniczmy się do najprostszego przykładu: o ile w domach (choć także, niestety, coraz rzadziej) zwyczaj ten jest jeszcze praktykowany, o tyle widok osoby czyniącej żegnającej się przed posiłkiem w restauracji stanowi nieomal sensację. Coraz częściej także nieświadomi katolicy obwieszają się wprost pogańskimi talizmanami – wyrzucając w kąt „mało oryginalne” krzyżyki…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Trudne jest dzisiaj życie chrześcijanina. – pisał Plinio Correa de Oliveira – Zobowiązany prowadzić nieustanną walkę z samym sobą, aby żyć w zgodzie z Boskimi przykazaniami, wydaje się czymś dziwacznym w świecie, w którym za najwyższe wartości uznaje się nieraz życiowe uciechy i dogadzanie własnym namiętnościom. Ciąży nam na ramionach krzyż wierności Twojemu Prawu, Panie. I czasami wydaje nam się, że brakuje nam tchu”. Skąd więc czerpać siły do dźwigania krzyża? Z Krzyża Chrystusowego, z przykładu świętych, z modlitwy, z Eucharystii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, z męki Pana Jezusa. Święty Franciszek Salezy radził: „Spoglądaj często oczyma duszy na Jezusa ukrzyżowanego, obnażonego, bluźnionego, spotwarzanego, opuszczonego, przywalonego wszelkim rodzajem tęsknoty, smutków i cierpienia. I zważ, że wszystkie twoje cierpienia, tak co do jakości, jak co do ilości, są w porównaniu z Jego cierpieniami jakby niczym, i że cierpienia twoje dla Niego nigdy nie dorównają Jego cierpieniom dla ciebie”. Rzeczywiście, męka naszego Pana, którą powinniśmy mieć zawsze przed oczami, w każdej sytuacji pomaga w zachowaniu prawdziwie chrześcijańskiego umiaru. W cierpieniu pociesza, w radości powściąga. „Prośmy Go, by obdarzył nas takim wspomnieniem tej straszliwej i haniebnej śmierci i męki, abyśmy zasłużyli za życia na Jego łaskę, a po śmierci na Jego najświętszą chwałę. Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen” – tak się modlił św. Bernardyn. Takiej łaski dostąpił pewien pustelnik, któremu (wedle Ludolfa) ukazał się przybity do krzyża, pokryty ranami Pan Jezus, mówiąc: „Patrz na Mnie, a choćby twoje serce było twardsze niż skały, skruszy się na widok boleści, jakie poniosłem za grzechy rodzaju ludzkiego”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, z przykładu świętych. Niezliczone rzesze męczenników Chrystusowych ponosiło w Jego imię męczarnie nieporównanie straszniejsze od naszych drobnych nieprzyjemności. „Spójrzcie, moi drodzy Przyjaciele Krzyża – pisał św. Ludwik Maria Grignion de Montfort –na rzeszę apostołów i męczenników pokrytych szkarłatem własnej krwi; na tyle dziewic i tylu wyznawców, ogołoconych, upokorzonych, wygnanych, odtrąconych”. I dzisiaj nie brak na świecie chrześcijan, którzy cierpią prawdziwe prześladowania w tak wielu częściach świata – pamiętając o nich, warto powtórzyć za św. Franciszkiem Salezym: „Zaprawdę, moje trudy są odpoczynkiem, a moje ciernie różami w porównaniu do tych wszystkich, którzy bez opatrzenia, bez pociechy, bez ulgi, żyją w ciągłej śmierci, przyciśnięci bez porównania cięższymi utrapieniami”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie, z modlitwy. Jak pisał św. ks. Alojzy Orione: „Nie prośmy Jezusa, by uwolnił nas od utrapień i krzyży, bo byłoby to największym nieszczęściem. Prośmy Go raczej, abyśmy zawsze spełniali tylko Jego wolę, tak jak będzie nam ona oznajmiona przez święty Kościół”. Modlitwa o posłuszeństwo i o siły do niesienia krzyża ma wielką moc. Natomiast „łaska, której Bóg nigdy nie odmawia, jest w stanie sprawić to, czego nie mogą uczynić zwykłe siły naturalne” (Plinio Corrêa de Oliveira).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po czwarte – i najważniejsze – z Eucharystii. Wielki kaznodzieja węgierski, Tihamer Toth, wołał: „Nie zniechęcajmy się, nie upadajmy na duchu, kiedy nas Chrystus prowadzi po skalistych drogach cierpienia i pyta: Czy chcesz wypić do dna ten kielich cierpienia? Nie przerażajmy się tym pytaniem! Uklęknijmy przed Eucharystią i odpowiedzmy: Wiesz Panie, że chcę… potrafię… ściślej mówiąc chciałbym… a jeśli nie umiem, to mnie naucz, jak trzeba kochać cierpienie. Daj mi siły, żebym pożywając Twoje Najświętsze Ciało i Krew, mógł w każdej chwili pokornie wychylić kielich cierpienia, jak Tyś go wypił przyjąwszy z rąk Ojca. Daj, żeby Eucharystia była dla mnie prawdziwą pomocą w potrzebach życia”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak pisał Tomasz a Kempis: „Jeżeli człowiek rozda cały swój majątek, niczego nie dokonał; jeżeli odpokutuje za swoje grzechy, uczynił niewiele; jeżeli zdobędzie całą wiedzę, wciąż ma przed sobą daleką drogę; jeśli stanie się bardzo cnotliwy i żarliwie pobożny, nadal nie osiągnął celu, gdyż nie zrobił tego, co najważniejsze. Cóż więc takiego powinien uczynić? Wyrzekłszy się wszystkiego, niech wyrzeknie się samego siebie, a porzuciwszy samego siebie, niech porzuci wszelką miłość własną”. Albowiem, „Bogu winniśmy oddać wszystko, absolutnie wszystko, a kiedy już oddamy wszystko – powinniśmy oddać jeszcze nasze własne życie” (Plinio Correa de Oliveira).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy jednak człowiek zjednoczy swój krzyż z wolą Bożą poprzez akt posłuszeństwa (fiat!), zaraz napełni się radością i pokojem (św. Josemaria Escriva). „Jeśli chętnie niesiesz krzyż, on także cię niesie i zaniesie do upragnionego celu, gdzie skończy się cierpienie, które tutaj nie ma końca” (Tomasz a Kempis).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;oprac. PTW&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Spoglądając na krzyż, na którym zawisł Zbawiciel, szczególnym przewodnikiem w tych rozważaniach uczyniliśmy św. Ludwika Marię Grignion de Montfort. Ten wielki święty, trubadur Maryi, apostoł Różańca świętego, był także opiekunem stowarzyszeń Przyjaciół Krzyża Świętego, które zakładał we Francji w toku swojej działalności apostolskiej na początku osiemnastego stulecia. Jego biograf, Grandet, zanotował: „Pan Grignion (…) starał się natchnąć wszystkich umiłowaniem krzyży, bez względu na to, jakiego byłyby rodzaju, doczesne czy duchowe, jak choroby, zniewagi, upokorzenia, wzgarda, itd. I głosił tę wielką prawdę jeszcze skuteczniej własnymi czynami i słowami”. Do Przyjaciół Krzyża wystosował wspaniały List okólny, z którego pochodzą powyższe cytaty ze św. Ludwika Marii. Zainteresowany Czytelnik znajdzie ten bezcenny traktat, pośród innych znakomitych dzieł Świętego, w jego Pismach wybranych, wydanych w roku 2008 przez Wydawnictwo Księży Marianów MIC.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 6. (listopad - grudzień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-8713994526144558551?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/8713994526144558551/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/w-krzyzu-zbawienie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8713994526144558551'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8713994526144558551'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/w-krzyzu-zbawienie.html' title='W Krzyżu zbawienie'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-6338264169172975975</id><published>2010-08-27T11:17:00.000+02:00</published><updated>2010-08-27T11:19:12.501+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 6'/><title type='text'>Walka o krzyż</title><content type='html'>Wyrok trybunału w Strasburgu w sprawie krzyży we włoskiej szkole zbiegł się z tematem niniejszego numeru „Kontrrewolucji” nadając mu niespodziewanie jeszcze większej aktualności. Najlepsi publicyści katoliccy dostatecznie naświetlili to zagadnienie; dodajmy jednak i my parę słów – obok całego numeru poświęconego szerszemu spojrzeniu na problematykę Krzyża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Znak sprzeciwu” w oczywisty sposób razi twórców nowego ładu europejskiego; na szczęście jednak w obronie krzyża potrafi jeszcze stanąć ogromna siła. We Włoszech, oburzonych policzkiem wymierzonym chrześcijaństwu, na wyrok zareagowano stawianiem krzyży w miastach, wieszaniem ich w szkołach, ratuszach, urzędach. To napawa optymizmem. Także w Polsce, ledwo rodzimi bezbożnicy postanowili pójść za przykładem włoskich odpowiedników, dano im odpór – przynajmniej póki co. Nie całkiem zostało więc zapomniane zdanie Mickiewicza: „Tylko pod Krzyżem, tylko pod tym znakiem – Polska jest Polską, a Polak Polakiem”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej jednak strony, nie można nie zauważyć, że dzieje się coraz gorzej. Skoro wrogowie chrześcijaństwa doszli już do tak przerażającej bezczelności, pomału wszystko staje się możliwe. Gilbert Keith Chesterton pisał o nienawiści do krzyża, prowadzącej do niszczenia dosłownie wszystkiego. Skoro bowiem ukryje się lub zniszczy już wszystkie krucyfiksy, pozostaną przecież krzyżujące się belki na poddaszach, układające się we wzór krzyża cegły murów; pozostaną skrzyżowania ulic – a szalony niszczyciel nie będzie mógł tego wszystkiego zdzierżyć. Czy do tego zmierza Europa? Krzyż znieważa włoskiego ucznia! Jego kraj jest zapełniony najwspanialszymi dziełami sztuki – sztuki chrześcijańskiej. Jego naród szczyci się Boską komedią Dantego – ale krzyż ma być dla niego obelgą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zniewagą będą także ci, którzy naśladują Ukrzyżowanego. I zapewne odgrzane zostanie hasło „módl się w domu po kryjomu”. Być może jakiś trybunał potraktuje czynienie znaku krzyża tak jak palenie papierosów: będzie to dopuszczalne jedynie w wyznaczonych strefach… Musimy jednak pamiętać, że prawo nie jest wartością absolutną. Starożytny Rzym miał wszak swoje „legalnie uchwalone” prawo: wprost zakazywało ono bycia chrześcijaninem – pod karą śmierci. Ponad wszelkimi ludzkimi kodeksami; ponad konstytucjami, a nawet ponad samym Traktatem Reformującym Unię Europejską – stoi niezmienne Prawo Boże. Zgodnie zaś z regułami prawa: jeśli dwa przepisy stoją ze sobą w kolizji, przestrzegać należy tego o wyższej randze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 6. (listopad - grudzień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-6338264169172975975?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/6338264169172975975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/walka-o-krzyz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6338264169172975975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6338264169172975975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/walka-o-krzyz.html' title='Walka o krzyż'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-7956407197970019591</id><published>2010-08-27T11:15:00.000+02:00</published><updated>2010-08-27T11:17:40.474+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 6'/><title type='text'>Od redakcji</title><content type='html'>Szanowny Czytelniku,&lt;br /&gt;Rzeczywistość dopisała smutne uzupełnienie do głównego tematu poprzedniego numeru „Kontrrewolucji” – oto na Uniwersytecie Wrocławskim miało dojść do projekcji homoseksualnego (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;sic!&lt;/span&gt;) filmu pornograficznego (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;sic!&lt;/span&gt;). W ostatniej chwili udało się zapobiec temu skandalowi, a właściwie – umniejszyć go nieco. Jest to także niewielkim, lecz namacalnym, sukcesem wrocławskiej Krucjaty – Młodzi w Życiu Publicznym, która o sprawie poinformowała władze uczelni. Oczywiście, po interwencji Rektora, do projekcji dojść nie mogło. Niestety jednak, nie udało się już zapobiec pochwalnemu wykładowi na temat homoseksualnej pornografii… Jak widać, kryzys idei akademickiej sięga jeszcze głębiej, niż przedstawialiśmy to w poprzedniej „Kontrrewolucji”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niniejszy numer poświęcamy przede wszystkim tematowi krzyża, rozważanego w rozmaitych kontekstach – od symbolu chrześcijaństwa po ten krzyż, który każdy z nas ma obowiązek dźwigać. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort stwierdził, że w tym cytacie ewangelicznym (Mt 16,24; podobnie: Łk 9, 23) streszcza się cała doskonałość chrześcijańska: „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Si quis vult venire post me, abneget semetipsum, et tollat crucem suam, et sequatur me!&lt;/span&gt;”. Musimy więc najpierw chcieć stać się świętym („Jeśli kto chce iść za Mną”); następnie wyrzec się („niech się zaprze samego siebie”); cierpieć („niech weźmie krzyż swój”); a wreszcie – działać („i niech Mnie naśladuje”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tematu numeru doskonale pasuje artykuł Filipa M. Muszyńskiego poświęcony pierwszej bitwie stoczonej pod znakiem krzyża. Tekstem tym mamy nadzieję rozpocząć nowy cykl poświęcony ważnym bitwom w dziejach chrześcijaństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 6. (listopad - grudzień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-7956407197970019591?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/7956407197970019591/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/od-redakcji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/7956407197970019591'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/7956407197970019591'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/od-redakcji.html' title='Od redakcji'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-440347267072043933</id><published>2010-08-27T10:57:00.000+02:00</published><updated>2010-08-27T10:59:32.628+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='numer 6'/><title type='text'>Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!</title><content type='html'>Zwróćmy uwagę na dwa wydarzenia, jakie miały miejsce pomiędzy zamknięciem poprzedniego i niniejszego numeru „Kontrrewolucji”. Pod koniec września zakończył się w pierwszej instancji proces Alicji Tysiąc przeciwko „Gościowi Niedzielnemu”. Czołowi publicyści katoliccy przelali morze atramentu w tej sprawie, nie będziemy więc jej dłużej komentować, poprzestaniemy na przypomnieniu. 11 października prezydent Kaczyński podpisał Traktat Reformujący UE – uroczystość ta ze wszech miar przypominała zresztą podpisanie traktatu rozbiorowego; wtedy ktoś schował kałamarz, żeby uniemożliwoć podpisanie go. Teraz także prezydenckie pióro odmówiło posłuszeństwa; niestety, jak wówczas króla Poniatowskiego, tak dziś prezydenta Kaczyńskiego nie powstrzymało to przed złożeniem haniebnego podpisu. Polska sama pcha się w łapy totalitarnego potwora, zbudowanego na bazie filozofii Rousseau i Woltera. Wyrok skazujący „Gościa Niedzielnego” jest tylko niewinną zapowiedzią tego, co nas czeka – nie miejmy co do tego złudzeń. We współczesnej Europie bycie katolikiem przestaje być legalne. W wydanej ostatnio (Prohibita, Warszawa 2009) książeczce prof. Roberto de Mattei Dyktatura relatywizmu znajdujemy interesujący nas fragment:&lt;br /&gt;Między chrześcijaństwem a sekularyzmem istnieje antagonizm nie do pokonania. Sprzeczność, o której mowa, ma swoje źródło w chrześcijańskiej koncepcji dziejów. Kościół, podobnie jak sam jego Założyciel, pozostaje „znakiem sprzeciwu” (Łk 2, 34) i nie może pogodzić się z czymś, co nazywamy „duchem tego świata”. Jedną z przyczyn osłabienia katolicyzmu w drugiej połowie XX wieku jest właśnie zatracenie tej wizji chrześcijaństwa walczącego. Wiążę się to również z upadkiem zdrowej teologii historii. (…) wielu katolików zmieniło swoje nastawienie do współczesnej rzeczywistości, podejmując z nią z gruntu fałszywy, bo nie mogący przynieść niczego dobrego, dialog. Jakie są tego efekty, doskonale widać choćby po tym, że proces dechrystianizacji w ogóle nie uległ zahamowaniu. Wrogość wobec religii osiągnęła natomiast takie rozmiary, że w całkiem usprawiedliwiony sposób można mówić o „chrystofobii”, a także o zjawisku, które dało tytuł niniejszej książce – „dyktaturze relatywizmu”.&lt;br /&gt;Wyznawcy doktryny „antychrystianizmu” dążą do tego, aby całkowicie wyeliminować wszelkie ślady obecności religii chrześcijańskiej w życiu publicznym. Stosują w tym celu najzwyklejszy terror psychologiczny z jednej i represje sądowe z drugiej strony, co może oznaczać tylko jedno – że jest to preludium do nowej epoki prześladowań uczniów Chrystusa.&lt;br /&gt;Jakkolwiek słowa te brzmią złowieszczo, nie jest to przecież dla nas żadna nowość. Rzeczywiście: sprzeczność, o której mowa, ma swoje źródło w chrześcijaństwie. Imperium Rzymskie było bardzo otwarte na „dialog” z chrześcijaństwem – chętnie jedynego Boga wpisałoby nawet, obok panującego akurat łajdaka, do swojego panteonu. „Nietolerancyjni”, bezkompromisowi okazali się jednak chrześcijanie. I dziś też powinni tacy być. „Stoimy wobec twardego i okrutnego boju – mówił św. Cyprian – My, żołnierze Chrystusowi, musimy w każdej chwili być gotowi na najgorsze”.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 6. (listopad - grudzień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-440347267072043933?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/440347267072043933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/niech-bedzie-pochwalony-jezus-chrystus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/440347267072043933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/440347267072043933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/08/niech-bedzie-pochwalony-jezus-chrystus.html' title='Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-5578178355981967526</id><published>2010-05-03T19:57:00.000+02:00</published><updated>2010-05-03T20:40:48.564+02:00</updated><title type='text'>Marsz dla Życia i Rodziny</title><content type='html'>Dnia 30 V 2010 odbędzie się w Warszawie V Marsz dla Życia i Rodziny. Z Wrocławia na Marsz pojedzie autokar. Więcej informacyj można uzyskać pisząc na adres jakub.wawrzyn(at)gmail.com.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-5578178355981967526?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/5578178355981967526/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/05/marsz-dla-zycia-i-rodziny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5578178355981967526'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5578178355981967526'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/05/marsz-dla-zycia-i-rodziny.html' title='Marsz dla Życia i Rodziny'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-3420061043900008765</id><published>2010-03-30T15:21:00.000+02:00</published><updated>2010-03-30T15:27:12.671+02:00</updated><title type='text'>Jan Karol I Dzieciobójca</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Oświadczenie&lt;br /&gt;Klubu Konserwatywnego w Łodzi&lt;br /&gt;i Organizacji Monarchistów Polskich&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Don Juan Carlos de Borbón y Borbón-Dos Sicilias, zwący się i zwany w „ukoronowanej” demokracji ateistycznej „Janem Karolem Pierwszym”, jako konstytucyjny szef Państwa, podpisał 5 marca b.r. (z datą 3 marca) przeforsowane przez rząd socjalistyczny nowe prawo aborcyjne, jeszcze bardziej niż dotychczas rozszerzające możliwość zabijania nienarodzonych dzieci w łonie matek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Decyzją tą D. Juan Carlos (który nawet nie próbował stawić oporu zbrodniczej ustawie, mimo iż konstytucja Hiszpanii wcale nie nakłada na niego jednoznacznie obowiązku podpisania każdej ustawy uchwalonej przez parlament) swoiście „uwieńczył” ciąg zdrad, których dopuścił się od czasu, gdy – po śmierci gen. Francisca Franco – z jego woli został proklamowany przez Kortezy Królem Hiszpanii. Przypomnijmy pokrótce najważniejsze:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- złamanie przysięgi na wierność (złożonej jako desygnowany do objęcia władzy Książę Hiszpanii) Ustawom Organicznym państwa katolickiego oraz Zasadom Ruchu Narodowego, poprzez zgodę na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;transición&lt;/span&gt; ku monarchii parlamentarnej i podpisanie ateistycznej konstytucji z 1978 roku;&lt;br /&gt;- podpisanie prawa wprowadzającego rozwody;&lt;br /&gt;- podpisanie pierwszej ustawy aborcyjnej;&lt;br /&gt;- podpisanie ustawy wprowadzającej „małżeństwa” pomiędzy dewiantami seksualnymi;&lt;br /&gt;- podpisanie ustawy edukacyjnej czyniącej ze szkół jaskinie perwersji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tych wszystkich występków przeciwnych świętej wierze katolickiej, moralności, prawu naturalnemu i dobru wspólnemu narodów Hiszpanii, aktualny konstytucyjny szef Państwa używa nadal, pośród tytułów tradycyjnie przysługujących władcom Hiszpanii, tytułu Króla Katolickiego (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;El Rey Católico&lt;/span&gt;). W rzeczywistości kala on tron Hiszpanii i przekreśla dziedzictwo królów prawdziwie katolickich, jak Rekared, Pelayo, Alfons VII, Ferdynand III Święty, Alfons X Mądry, Izabela Katolicka, Karol I i Filip II. Swoim wielokrotnym przyzwoleniem na zło jawnie lekceważy przestrogę największego autorytetu chrześcijańskiej tradycji monarchicznej, Doktora Kościoła św. Tomasza z Akwinu: „Niech zatem zrozumie ten, kto przyjął królewską posługę, by był w królestwie tym, czym w ciele dusza i czym Bóg w świecie”, i „że do jego stanu należy, by kierować królestwem w imię Bożego sądu” (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;De regno&lt;/span&gt;, 13.4).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego zaś, który nie kieruje się Bożym prawem i sprawiedliwością, nie należy już zwać „królem”, tylko „tyranem”. Królowie (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;reges&lt;/span&gt;) bowiem – jak pisał już św. Izydor z Sewilli – „biorą swoją nazwę od dobrego postępowania (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;recte agendo&lt;/span&gt;), tak więc nazwa królów przysługuje dobrze czyniącym, a nie przysługuje grzesznikom” (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sententiae&lt;/span&gt;, ks. III, XLVIII, 7); tyran zaś – mówi Akwinata – jest jak bestia, „bo nie różni się od bestii człowiek, który kieruje nie zgodnie z rozumem, ale według rozpustnej woli swojej duszy” (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;De regno&lt;/span&gt;, 4.12).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tyranów dawniejszych, takich jak morderca Niewiniątek Herod czy Neron, tyranów nowoczesnych, jak Jan Karol Dzieciobójca, różni tylko jedno: tyrania tamtych, sprawujących rzeczywistą władzę, brała się z pychy; tyrania „malowanych królów” w demokracji bierze się z ich tchórzostwa. Motorem niegodziwości, na które przyzwalają jest strach, aby rządząca w imieniu „suwerennego ludu” oligarchia partiokratyczna nie pozbawiła ich również resztek tej czysto symbolicznej i reprezentacyjnej funkcji, którą im jeszcze dotąd łaskawie pozostawiono.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie możemy także nie wyrazić zdumienia stanowiskiem Konferencji Episkopatu Hiszpanii, która – ustami swego sekretarza generalnego, bpa Juana Antonio Martíneza Camino – pospieszyła z zapewnieniem, że D. Juan Carlos, w przeciwieństwie do polityków głosujących w parlamencie za ustawą aborcyjną, nie jest ekskomunikowany, jako że królowie nie podlegają tym samym ocenom moralnym. Trzeba powiedzieć jasno, że pogląd, który wyraził JE Bp Martínez, to nie chrześcijańska, lecz na wskroś pogańska koncepcja „króla-boga”, stojącego jakoby „poza dobrem i złem”. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: królowie nie tylko że podlegają, jak wszyscy inni śmiertelnicy, tym samym normom moralnym oraz tym samym przepisom prawa kanonicznego, ale wręcz ponoszą większą odpowiedzialność z racji swojej godności. „Komu bowiem więcej powierzono, od tego więcej będzie się wymagać” (Św. Izydor, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sententiae&lt;/span&gt;, ks. III, L, 5); już Pismo św. mówi: „Mocnych czeka mocna kara” (Mdr 6, 6). Podpisując ustawę dozwalającą zabijanie jego niewinnych, potencjalnych poddanych, konstytucyjny szef Państwa bez wątpienia zaciągnął ekskomunikę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;latae sententiae&lt;/span&gt;, a przyjęcie przez niego (i podanie mu) Komunii św. byłoby potwornym świętokradztwem i zgorszeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W samym już porządku dynastycznej „prawowitości pochodzenia” (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;legitimidad de origen&lt;/span&gt;) prawa D. Juana Carlosa do tronu nie były najmocniejsze; swoją intronizację zawdzięczał on raczej woluntaryzmowi gen. Franco i jego tragicznej pomyłce, że desygnowany nie okaże się liberałem. Teraz, po wspomnianym wyżej ciągu sprzeniewierzeń się powinnościom Króla Katolickiego, w szczególności tej ostatniej partycypacji w ustawodawczej zbrodni dzieciobójstwa, winno być oczywiste, że nie ma on moralnego prawa do tronu w porządku „prawowitości wykonywania” (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;legitimidad de ejercicio&lt;/span&gt;). Jedynym ratunkiem dla Hiszpanii byłoby skupienie się wszystkich prawych Hiszpanów przy tym Księciu, który nie tylko jest depozytariuszem legitymizmu monarchicznego i Strażnikiem Tradycji (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Abanderado de la Tradición&lt;/span&gt;), ale całym swoim życiem udowadnia nieustannie, że jest prawdziwym Księciem Katolickim, który na pewno nie promulgowałby dzieciobójczej ustawy – D. Sixto Enrique de Borbón y Borbón-Busset, księciu Aranjuezu, Infancie Hiszpanii, Regencie Wspólnoty Tradycjonalistycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;¡Abajo del Usurpador, Juan Carlos!&lt;br /&gt;¡Viva el Rey Legítimo, Sixto Enrique!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Prezes Klubu Konserwatywnego w Łodzi&lt;br /&gt;Dr hab. Jacek Bartyzel&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezes Organizacji Monarchistów Polskich&lt;br /&gt;Adrian Nikiel&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łódź – Wrocław, 6 marca A.D. 2010&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Redakcja "Kontrrewolucji" uznała, że - ze względu na niezwykłą trafność powyższego tekstu - należy go (na prawach wyjątku) zamieścić na stronie internetowej pisma.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-3420061043900008765?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/3420061043900008765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/jan-karol-i-dzieciobojca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/3420061043900008765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/3420061043900008765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/jan-karol-i-dzieciobojca.html' title='Jan Karol I Dzieciobójca'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-4525519682054209809</id><published>2010-03-30T09:48:00.000+02:00</published><updated>2010-03-30T09:51:40.997+02:00</updated><title type='text'>Męstwo</title><content type='html'>Czymże jest męstwo i jak powinniśmy je rozumieć w dzisiejszych czasach? To chyba najbardziej oczywiste pytanie nasuwające się podczas refleksji nad kolejną omawianą w tym cyklu cnotą kardynalną. Myśląc o męstwie mamy przed oczami niezłomnych pierwszych chrześcijan pożeranych przez dzikie zwierzęta na arenach cyrków rzymskich; przypominają się nam krzyżowcy nie zważający na przeciwności, lecz śmiało zdążający ku Ziemi Świętej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słusznie zachwycamy się historią, ale czasami zapominamy o teraźniejszości. Zupełnie tak, jakby od tamtych czasów coś się zmieniło. Jakże błędnym myśleniem charakteryzują się osoby rozpoczynające rozważanie każdego problemu od frazy „w dzisiejszych czasach”. Pytanie zadane na początku tego tekstu celowo sformułowałem niewłaściwie. Powinno brzmieć: Czymże jest męstwo i jak powinniśmy je rozumieć? Męstwo jest cnotą, a cnoty pozostają niezmienne. Mamy rozumieć męstwo tak samo jak Święta Cecylia, identycznie jak Ludwik Święty. Nie ma żadnego powodu, dla którego powinniśmy myśleć inaczej. Z pewnością inne będą nasze działania, ale powinny wynikać z tej samej motywacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Męstwo jest - jak poucza Katechizm Kościoła Katolickiego (1808) - cnotą moralną, która daje wytrwałość w trudnościach i stałość w kontynuacji dobra. Umacnia postanowienie opierania się pokusom i przezwyciężania przeszkód w życiu moralnym. Cnota męstwa uzdalnia do przezwyciężania strachu, nawet strachu przed śmiercią, do stawienia czoła próbom i prześladowaniom. Ta sama cnota, dzięki której pierwsi chrześcijanie śmiało decydowali się na śmierć męczeńską, podrywała średniowiecznych rycerzy do walki o zdobycie Ziemi Świętej. Zdobycie tej cnoty jest również naszym obowiązkiem. Nawet jeżeli nie będzie od nas wymagana śmierć za wiarę (choć wcale nie jest to takie oczywiste), to i tak powinna nas charakteryzować niezłomna postawa rycerza Chrystusowego, któremu nie straszne są żadne przeciwności. Czasami przejawia się to w zwykłych, codziennych sytuacjach, kiedy mamy odwagę przyznać się do wiary, kiedy bronimy Kościoła przed atakami oszczerców, kiedy napominamy naszych bliskich, jeśli postępują niewłaściwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tę siłę, tę odwagę, która czasem objawia się w drobiazgach, a kiedy indziej w ofierze życia, można zdobyć tylko w jeden sposób: przez modlitwę, formację i przystępowanie do Sakramentów Świętych. Tylko człowiek otwarty na Łaskę Bożą i całkowicie  i  przez codzienne przezwyciężanie samych siebie podporządkowany Bożej woli, tylko człowiek, który powierzył się opiece Matki Najświętszej, tylko taki może być prawdziwie mężny. Męstwo bowiem nie jest brawurą – jest szlachetną i zdecydowaną postawą wynikającą z uporządkowanego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cesare Ripa tak opisuje symbolikę ryciny męstwa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mąż w wieku dojrzałym, w szacie złocistej, w prawej dłoni trzymający wieniec z laurów i berło, lewą gładzący lwa wspartego o jego lewy bok. Ubrany jest na złoto, bo jak złoto rafinuje się w ogniu, tak też doskonałość człowieka hartuje się w ogniu nienawiści podżeganej przez zawiść albo fortunę. Daje mu się berło, ponieważ rządy i panowania słusznie wszystko zawdzięczają męstwu. Wieniec z lauru, który zawsze jest zielony i nigdy nie blednie, wskazuje na obowiązek człowieka mężnego, polegający na tym, by nil conscire sibi, nulla palescere culpa (Nie cierpieć żadnej skazy, mieć czyste sumienie – przekład Niemcewicza) wedle słów Horacego w Listach, jako że owa „skaza” [bladości] w niebezpieczeństwie jest oznaką małego męstwa. Pieszczony przezeń lew wskazuje, że jest czynem prawdziwie mężnym zjednanie sobie serc ludzi dzikich i okrutnych przez nakłonienie ich ku dobroci i drogą szczególnej uprzejmości pozbawienie ich złych przyzwyczajeń oraz niemiłych manier.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filip Maria Muszyński&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 5. (wrzesień - październik 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-4525519682054209809?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/4525519682054209809/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/mestwo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4525519682054209809'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4525519682054209809'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/mestwo.html' title='Męstwo'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-4602216579281164658</id><published>2010-03-30T09:47:00.000+02:00</published><updated>2010-03-30T09:48:28.359+02:00</updated><title type='text'>Grzegorz I Wielki</title><content type='html'>W naszym cyklu poświęconym papieżom po zaprezentowaniu w czwartym numerze „Kontrrewolucji” sylwetki Leona Wielkiego, chcemy przypomnieć postać drugiego papieża, któremu potomni nadali przydomek „Wielki” czyli Grzegorza I.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pochodził on ze znamienitej rodziny rzymskich patrycjuszy. Był to ród, który wydał kilkoro świętych, wśród nich także rodziców św. Grzegorza, św. Gordiana i św. Sylwię. Przyszły papież przyszedł na świat około 540 roku w Rzymie. Na przełomie lat 572/573 został wybrany prefektem Rzymu, jednak nie sprawował zbyt długo tej funkcji, gdyż po śmierci ojca złożył wszystkie urzędy i ufundował w swoich dobrach 7 klasztorów: 6 na Sycylii i jeden w Rzymie, w którym też zamieszkał i prowadził życie według reguły św. Benedykta. Już wówczas ujawnił się jego brak przywiązania do dóbr ziemskich przejawiający się we wspaniałej działalności charytatywnej. Również podczas życia zakonnego zainicjował czcigodną tradycję odprawiania przez 30 dni Mszy św. za zmarłych, które współcześnie określa się mianem mszy gregoriańskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W latach 579-585 pełnił ważną funkcję w papieskiej dyplomacji w Konstantynopolu. Wtedy też dał się poznać jako gorliwy obrońca katolickiej ortodoksji, gdyż nawrócił z herezji patriarchę Konstantynopola Eutychiusza. Po powrocie do Rzymu został doradcą papieża Pelagiusza II, po którego śmierci został – wbrew swej woli – obrany w styczniu 590 roku papieżem. Jesienią tegoż roku przyjął święcenia kapłańskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako papież konsekwentnie budował swój autorytet tak w sprawach świeckich jak i nade wszystko w sprawach kościelnych. Jego pontyfikat przypadł na okres upadku Italii. Św. Grzegorz zręcznymi działaniami dyplomatycznymi doprowadził do pokoju między Longobardami a Bizancjum, zaś widząc, że ludność mu poddana cierpi głód zreformował swoje posiadłości a dochody z nich przeznaczył na cele charytatywne. Biednym pomagał z serdeczną troską – często osobiście im usługiwał. Musiał też bronić prymatu papieskiego przed zakusami patriarchy Konstantynopola, czynił to jednak z wielką pokorą, co przejawiło się w tym, że zamiast posługiwać się dotychczasowymi tytułami przyjął tytuł „sługi sług Bożych” (sformułowanie to należy rozumieć analogiczne do sformułowań „Dziewica dziewic” czy „na wieki wieków”). Jakby tego było mało, zapoczątkował on misje na północy Europy, zwłaszcza wśród pogańskich i heretyckich (ariańskich) plemion Germanów. Zainspirował on misję św. Augustyna z Canterbury i dzięki temu pozyskał dla wiary Anglosasów. Ponadto umocnił dyscyplinę wśród kleru i upowszechnił monastycyzm. Warto podkreślić zasługi św. Grzegorza właśnie na polu liturgicznym. To on właśnie ujednolicił i upowszechnił ryt rzymski (wcześniej było wiele rytów lokalnych) oraz przyczynił się do skodyfikowania i upowszechnienia śpiewu liturgicznego, który określa się mianem chorału gregoriańskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Grzegorz był doskonałym kaznodzieją i duszpasterzem, choć raczej niezbyt oryginalnym myślicielem. Być może jednak właśnie dlatego jego pisma pełniły przez wieki rolę podręczników moralności, ascetyki, mistyki a także formacji kapłanów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie lekceważąc dokonań (imponujących jak na czternastoletni pontyfikat) św. Grzegorza trzeba podkreślić, że jego wielkość przejawiała się także w osobistej doskonałości. Jego działalność wypływała z prawdziwego umiłowania Boga i bliźnich, które zaowocowało świętością potwierdzoną cudami jeszcze za życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Włodzimierz Jan Ziółkowski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 5. (wrzesień - październik 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-4602216579281164658?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/4602216579281164658/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/grzegorz-i-wielki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4602216579281164658'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4602216579281164658'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/grzegorz-i-wielki.html' title='Grzegorz I Wielki'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-1560018270504830402</id><published>2010-03-30T08:59:00.000+02:00</published><updated>2010-03-30T09:44:13.911+02:00</updated><title type='text'>NON SCHOLAE SED VITAE DISCIMUS</title><content type='html'>U progu nowego roku akademickiego zauważalne jest pośród braci studenckiej owo szczególne poruszenie, mobilizujące do składania sobie obietnic pilniejszego przykładania się do swoich naukowych obowiązków. Rzecz to godna pochwały o ile, prócz czczych obietnic, uda się wprowadzać ów ideał w życie. I oczywiście o ile, w pędzie do wiedzy, nie zgubi się sprzed oczu wizji tego co tak naprawdę w życiu katolika liczy się najbardziej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;O NAUCE PRAWDY&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwy, kogo prawda sama o sobie poucza, nie poprzez przepływające głosy i obrazy, lecz przez istotę rzeczy. Myśl i uczucie często nas zwodzą i ukazują rzeczywistość niepełnie. Na cóż to całe drążenie zagadek i niejasności, kiedy na Sądzie nikt nas nie oskarży o to, żeśmy czegoś nie rozumieli? Jakże to niemądre, że zaniedbujemy rzeczy ważne i konieczne, a pociągają nas zgubne i błahe. Mamy oczy, a nie widzimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po cóż nam się kłopotać o podziały i rozróżnienia? Ten, do kogo przemawia przedwieczne Słowo, uwalnia się od wszelkich zawiłości. Wszystko pochodzi od jednego Słowa i wszystko mówi o jednym: to jest właśnie początek, który do nas przemawia. Bez niego nikt nic nie zrozumie i właściwie nie pojmie. Ten, dla którego wszystko stanowi jedno i wszystko sprowadza się do jednego i kto dostrzega, że wszystko zawiera się w jednym, potrafi być w sobie niezłomny i trwać spokojnie w Bogu. O Prawdo, Boże, racz zjednoczyć mnie z sobą w miłości nieodmiennej. Jakże często mierzi mnie wiele z tego, co czytam i słyszę: w Tobie jest wszystko, czego chcę i pragnę. Niech umilkną mędrcy, niech ucichnie przed Tobą każde stworzenie; Ty jeden mów do mnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Im kto bardziej skupiony w sobie, a do głębi przepojony prostotą, tym więcej, tym wznioślejsze sprawy bez trudu pojmuje, bo otwiera się na przyjęcie z góry światła mądrości. Duch czysty, prosty i wytrwały nie rozprasza się w zbędnej krzątaninie, bo wszystko robi dla chwały Boga, a w głębi spoczywa bez żadnej osobistej zachłanności. Cóż bardziej ci przeszkadza i dręczy niż nieprzezwyciężony niepokój serca? Człowiek dobry i pobożny najpierw uporządkuje swoje wewnętrzne sprawy, zanim przejdzie do działania na zewnątrz. Wtedy nie odciągają go one ku pragnieniom zrodzonym ze zgubnych skłonności, lecz sarn skierowuje je na szlachetniejszą płaszczyznę rozumu. A któż dzielniej wojuje niż ten, kto stara się pokonać samego siebie? To winno być naszym zadaniem: pokonać naprawdę samego siebie, stawać się codziennie coraz mężniejszym, coraz lepszym w tej walce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do każdej doskonałości w życiu miesza się coś niedoskonałego, a żadne dociekanie nie jest wolne od cienia. Pokorne poznanie siebie pewniej prowadzi do Boga niż głębokie roztrząsania naukowe. Wiedza i proste poznawanie świata nie są naganne, bo są dobre same w sobie i dane nam od Boga, lecz zawsze ważniejsze jest czyste sumienie i życie prawe. Tymczasem ludzie częściej starają się o wiedzę niż o dobre życie, dlatego błądzą i tak mało albo wcale nie odnoszą wewnętrznej korzyści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[...] To pewne, że w godzinie Sądu nie zapytają nas, cośmy czytali, ale co robiliśmy; ani czyśmy dobrze przemawiali, lecz czy żyliśmy po Bożemu. No powiedz, gdzie są owi wszyscy mędrcy i profesorowie, których tak dobrze znałeś, póki żyli i chodzili w blasku swej wiedzy? Ich majętności dawno inni zabrali, a nie wiem, czy jeszcze ich wspominają. Za życia wydawali się wielcy, a oto już cicho o nich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O, jak szybko przemija chwała świata! Gdyby ich życie było zgodne z ich nauką! Wówczas można by rzec: dobrze, że badali i studiowali. Jak wielu tych, co mało troszczyli się o służbę Bożą, tonie w niepewnej wiedzy swego czasu. Wolą być wielcy niż pokorni, dlatego giną razem ze swymi myślami. Prawdziwie wielki jest ten, kto ma w sobie wielką miłość. Prawdziwie wielki jest ten, kto w głębi czuje się mały i za nic ma najwyższe godności. Prawdziwie mądry jest ten, kto wszystko, co ziemskie, uważa za śmiecie, byleby Chrystusa pozyskać. I prawdziwie uczony jest ten, kto pełni wolę Boga, a własnej woli się wyrzeka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tomasz a Kempis, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;O Naśladowaniu Chrystusa&lt;/span&gt;, Księga I, rozdz. 3; tłumaczenie: Anna Kamieńska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;oprac. JJW&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 5. (wrzesień - październik 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-1560018270504830402?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/1560018270504830402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/non-scholae-sed-vitae-discimus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/1560018270504830402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/1560018270504830402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/non-scholae-sed-vitae-discimus.html' title='NON SCHOLAE SED VITAE DISCIMUS'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-146362987119199271</id><published>2010-03-21T10:12:00.000+01:00</published><updated>2010-03-21T10:13:30.919+01:00</updated><title type='text'>Krucjata - Młodzi w Życiu Publicznym poleca</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S6XjNBxFGKI/AAAAAAAAACk/lhMYYYhcyKs/s1600-h/PLAKAT2-kolor.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 283px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S6XjNBxFGKI/AAAAAAAAACk/lhMYYYhcyKs/s400/PLAKAT2-kolor.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451012736953948322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-146362987119199271?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/146362987119199271/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/krucjata-modzi-w-zyciu-publicznym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/146362987119199271'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/146362987119199271'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/krucjata-modzi-w-zyciu-publicznym.html' title='Krucjata - Młodzi w Życiu Publicznym poleca'/><author><name>JJW</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S6XjNBxFGKI/AAAAAAAAACk/lhMYYYhcyKs/s72-c/PLAKAT2-kolor.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-2475951959633494240</id><published>2010-03-17T12:54:00.000+01:00</published><updated>2010-03-17T13:02:32.903+01:00</updated><title type='text'>Katolickie spojrzenie na gospodarkę</title><content type='html'>W swojej najnowszej encyklice Ojciec Święty napisał: „nauka społeczna Kościoła uważa, że można utrzymywać stosunki prawdziwie ludzkie, przyjaźni i zmysłu społecznego, solidarności i wzajemności, również w obrębie działalności ekonomicznej, a nie tylko poza nią albo po niej. Sfera ekonomiczna nie jest ani etycznie neutralna, ani ze swej natury nieludzka i antyspołeczna”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta myśl Papieża zakorzeniona jest głęboko w nauczaniu jego poprzedników, zwłaszcza Leona XIII i Piusa XI (a później także Pawła VI, do którego Benedykt XVI najczęściej w encyklice Caritas in veritate nawiązuje, i Jana Pawła II). Wokół katolickiej nauki społecznej narosło w ciągu ostatniego stulecia wiele nieporozumień; cytaty z poszczególnych papieży wykorzystywane są nagminnie przez zwolenników przeciwstawnych systemów – szczególnie wyraźnie było to widoczne w przypadku nauczania Jana Pawła II: socjaliści doszukiwali się w nim potępienia wolnego rynku, natomiast liberałowie – pochwały kapitalizmu. Jakie jest więc rzeczywiste nauczanie papieży, jaki jest stosunek Kościoła do zagadnienia wolności gospodarczej? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adolpho Lindenberg, kuzyn i jeden z najbliższych współpracowników Plinia Correi de Oliveira, jest nie tylko doktorem ekonomii, ale także odnoszącym sukcesy przedsiębiorcą. Co jednak ważniejsze, jest prawdziwym katolikiem, któremu interes doczesny nigdy nie przesłania właściwego celu człowieka. Tej perspektywy pozadoczesnej zawsze brakuje zwolennikom socjalizmu – i przeważnie zwolennikom kapitalizmu. Ziemia, od grzechu pierwszych rodziców, stała się padołem łez. Żaden więc system gospodarczy nie stanowi panaceum, nie prowadzi do realizacji odwiecznej lewicowej utopii: budowy raju na ziemi. Wszelki idealizm tego rodzaju należy kategorycznie odrzucić. Nie znaczy to jednak, że wszystkie ustroje są sobie równe. Wyzysk bliźniego, występujący niekiedy w warunkach wolnego rynku, nie wypływa bowiem z samego ustroju, a z ludzkich namiętności i grzechów, lub też z prymitywności nierozwiniętego jeszcze rynku (rynek rozwinięty – jak pisze autor – musi rządzić się etycznymi zasadami fair play). Odwrotnie jest natomiast w socjalizmie – wyzysk jest w nim warunkiem sine qua non. Gospodarka wolnorynkowa jest gospodarką najlepiej pasującą do katolicyzmu. Jednak to dopasowanie zależy od ludzi uczestniczących w niej. Nie możemy służyć dwóm panom – a kiedy człowiek zaczyna służyć mamonie, czyni wielką szkodę zarówno swojej duszy, jak i społeczeństwu. To ostatnie winno – według Lindenberga – być organiczne, a państwo powinno umożliwiać obywatelom praktykowanie cnót – na przykład cnoty miłosierdzia. Osobista odpowiedź na potrzeby bliźniego ma zaś znacznie wyższą wartość moralną niż dawanie cudzego – co praktykuje tzw. „państwo opiekuńcze”. Brazylijski ekonomista za słuszną uważa zasadę pomocniczności, a jako typowy przykład ciał pośredniczących chwali średniowieczne cechy i gildie. Szczególny nacisk kładzie na osobiste relacje pomiędzy ludźmi należącymi do różnych warstw społecznych – dzięki nim ustrzec się można przed bezsensowną niechęcią między nimi, na której swoją popularność budowali marksiści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lindenberg przygląda się nie tylko nauczaniu papieży, ale również rozmaitym wizjom gospodarki dominującym na świecie w ostatnim stuleciu. Omawia więc stanowisko socjalistyczne, postępowo-katolickie, ekologiczne (przesiąknięte duchem New Age), nacjonalistyczne i faszystowskie i neoliberalne, przeciwstawiając im ostatecznie tradycyjne stanowisko katolickie. Wolny rynek w społeczeństwie chrześcijańskim jest więc książką pozwalającą w gąszczu utopijnych ideologii lepiej zrozumieć katolickie spojrzenie na gospodarkę. Wobec nadużyć popełnianych przez rozmaite stronnictwa chcące bezprawnie wesprzeć się na autorytecie Kościoła, jest to bardzo pożyteczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;PTW&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Adolpho Lindenberg, Wolny rynek w społeczeństwie chrześcijańskim. Wyd. SKCh im. Ks. Piotra Skargi, Kraków 2006.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 5. (wrzesień - październik 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-2475951959633494240?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/2475951959633494240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/katolickie-spojrzenie-na-gospodarke.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2475951959633494240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2475951959633494240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/katolickie-spojrzenie-na-gospodarke.html' title='Katolickie spojrzenie na gospodarkę'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-5970596094202146498</id><published>2010-03-17T12:48:00.000+01:00</published><updated>2010-03-17T12:54:38.898+01:00</updated><title type='text'>Misericordias Domini in aeternum cantabo</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zrozumiałam, że największym przymiotem jest miłość i miłosierdzie. Ono łączy stworzenie ze Stwórcą. Największą miłość i przepaść miłosierdzia poznaję we Wcieleniu Słowa, w Jego odkupieniu, [...] tu poznałam, że ten przymiot jest największy w Bogu.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;- Św. Faustyna Kowalska &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, że Boże Miłosierdzie jest największym z boskich przymiotów pisał już św. Tomasz z   Akwinu. Potwierdziła to natomiast pokorna i prosta zakonnica ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia – Maria Faustyna Kowalska – znana na całym świecie i uważana za jedną z wybitniejszych mistyczek jakimi obdarowany został Kościół Święty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak uczy nas Kościół katolicki Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za zło karze a za dobro wynagradza. I możemy się spodziewać, że tak jak doskonałą jest nagroda Pana Zastępów dla tych, którzy wiernie przestrzegali jego praw, tak też niewyobrażalnie dotkliwa musi być wieczna kara dla wiarołomnego grzesznika. Stwórca pragnie jednak, aby jego stworzenie nie zapominało o niewyczerpanych łaskach płynących z Serca Pana Jezusa, które pozwalają osiągnąć zbawienie nawet największemu grzesznikowi. W spisywanym przez ostatnie 4 lata życia świętej, na wyraźne polecenia Pana Jezusa Dzienniczku, śledzimy bogactwo duchowego życia tej siostry. Ale przede wszystkim poprzez Dzienniczek, Zbawiciel pragnął przypomnieć Światu o nieskończonym Miłosierdziu Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przesłanie Pana Jezusa, przekazane świętej Faustynie jest niewątpliwie nową formą kultu Bożego Miłosierdzia. Lekarstwem na obecne czasy. Składa się ono z kilku elementów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W szczególny sposób grzesznicy mają dostąpić Bożego miłosierdzia poprzez odmawianie modlitwy którą, Pan Jezus podyktował s. Faustynie w Wilnie 13-14 września 1935 r. - Koronki do  Bożego Miłosierdzia. Oto słowa Naszego Pana, skierowane do św. Faustyny:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachęcaj dusze do odmawiania tej koronki. Przez nią podoba mi się dać wszystko, o co mnie prosić będą zatwardziali grzesznicy. Gdy ją odmawiać będą, napełnię dusze ich spokojem, a godzina ich śmierci będzie szczęśliwa. Napisz to dla dusz strapionych: gdy dusza ujrzy i pozna cieżkość swych grzechów, gdy się odsłoni przed jej oczyma cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona mojego Miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. Dusze te mają pierwszeństwo dla mojego litościwego Serca. One mają pierwszeństwo do mojego Miłosierdzia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedz, że żadna dusza, która wzywała Miłosierdzia mojego, nie zawiodła się, ani nie doznała zawstydzenia. Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci mojej. Napisz: gdy tę koronkę odmawiać będą przy konających, stanę pomiędzy Ojcem a duszą konającą nie jako sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel Miłosierny [Dzienniczek nr 1541]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odmawiaj nieustannie tę koronkę, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli tylko raz zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia mojego. [Dz. 687]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Jezus wielokrotnie powtarzał, iż to On sam znosi sprawiedliwy gniew Boga Ojca za wszystkich grzeszników:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdą duszę, która odmawiać będzie tę koronkę, bronię w godzinie śmierci jako swej chwały. (...) Kiedy przy konającym inni odmawiają tę koronkę, uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę. [Dz. 811]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez tę prostą modlitwę dusze zyskują nieskończenie wiele łask. Dlatego też Pan Nasz, Jezus Chrystus wielokrotnie przypominał świętej „Sekretarce” jak ważne jest, aby modlitwa ta była rozpowszechniania przez wszystkich kapłanów: Córko moja, nie ustawaj w głoszeniu miłosierdzia mojego, ochłodzisz przez to serce moje, które pała płomieniem litości dla grzeszników. Powiedz moim kapłanom, że zatwardziali grzesznicy kruszyć się będą pod ich słowami, kiedy będą mówić o niezgłębionym miłosierdziu moim, o litości, jaką mam dla nich w sercu swoim. Kapłanom, którzy głosić będą i wysławiać miłosierdzie moje, dam im moc przedziwną i namaszczę ich słowa, poruszę serca, do których przemawiać będą.[1521]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomnieć należy jeszcze, że Pan Nasz w słowach kierowanych do siostry Faustyny prosił o szczególne nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia także poprzez ustanowienie w pierwszą niedzielę po Wielkiej Nocy Święta Bożego Miłosierdzia: córko Moja, mów światu całemu o niepojętym miłosierdziu Moim. Pragnę, a święto miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla, biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i karę w dniu tym, otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat. Miłosierdzie Moje jest tak wielkie, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski. Wszystko co istnieje wyszło z wnętrzności miłosierdzia Mego.[...] Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do Źródła Miłosierdzia Mojego. [Dz. 699] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym elementem kultu Bożego Miłosierdzia z orędzia skierowanego do siostry Faustyny, jest szczególne nabożeństwo i cześć dla godziny śmierci Zbawiciela. Każda modlitwa skierowana do Pana Jezusa o godzinie 15:00, przez zasługi Jego męki i śmierci, zgodnie z Jego obietnicą ma być w szczególny sposób wysłuchana.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie można nie wspomnieć o obrazie Jezusa Miłosiernego, znanego i czczonego dziś na całym świecie. 22 lutego 1931 r., przebywając wieczorem w celi płockiego klasztoru, siostra Kowalska ujrzała Jezusa ubranego w białą szatę z jedną ręką wzniesioną do błogosławieństwa, a drugą dotykającą szaty na piersiach skąd wychodziły dwa promienie, jeden czerwony, a drugi blady . Oto jak Pan Nasz w słowach do swojej służebnicy opisuje symbolikę tego obrazu: te dwa promienie oznaczają Krew i Wodę, - blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; - czerwony promień oznacza Krew, która jest życiem duszy. Te dwa promienie wyszły z wnętrzności Miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające Serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca Mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga. [Dz 299] Pan Jezus chciał, aby obraz ten został namalowany, a następnie czczony, najpierw w kaplicy Zgromadzenia sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, a potem na całym świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrealizowanie całego przesłania przekazanego przez Pana Naszego nie było łatwe. Siostra Faustyna była siostrą niższego chóru, przeznaczoną do prac fizycznych na rzecz klasztoru, prostą i nie wykształconą. Wielokrotnie poniżaną z powodu swojego uduchowienia przez współsiostry. Zarzucano jej chorobę psychiczną. Łaska Boża jest jednak bezgraniczna. Polecenia apostołowania całemu światu Bożego Miłosierdzia udało się wypełnić między innymi dzięki zasługom beatyfikowanego w tym roku ks. Michała Sopoćko – wieloletniego spowiednika i kierownika duchowego Świętej, który doskonale współpracował z Bożą Łaską rozważnie kierując swoją córką duchową. Pan Jezus żądał od siostry Faustyny, swojej „sekretarki”, zupełnego posłuszeństwa względem spowiednika, podkreślając, że kapłani są Jego zastępcami na ziemi. Jest to prawda, o której w szczególny sposób powinniśmy pamiętać w Roku kapłańskim jaki przeżywamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełne zaufanie przesłaniu Pana Jezusa zobowiązuje nas, chrześcijan to tego aby naśladować go jak najdoskonalej. Także w okazywaniu miłosierdzia bliźnim. Zbawiciel, w orędziu skierowanym przez św. Faustynę do świata, pragnął, aby mówić światu o Bożym Miłosierdziu! Także i my możemy stać się Jego apostołami. Licząc na te wszystkie obfite łaskie obiecane przez Pana Naszego siostrze Faustynie, weźmy sobie głęboko pod rozwagę słowa Naszego Zbawiciela z kazania na górze: Beati misericordes: quoniam ipsi misericordiam consequentur - Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią [Mt V, 7].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jakub J. Wawrzyn&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 5. (wrzesień - październik 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-5970596094202146498?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/5970596094202146498/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/misericordias-domini-in-aeternum.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5970596094202146498'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5970596094202146498'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/misericordias-domini-in-aeternum.html' title='Misericordias Domini in aeternum cantabo'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-2742301127835457185</id><published>2010-03-17T12:44:00.000+01:00</published><updated>2010-03-17T13:00:35.435+01:00</updated><title type='text'>Wizytówki Politechniki Wrocławskiej</title><content type='html'>Te dwie budowle dzieli niespełna sto metrów – i tyleż lat (il. 1). Oba gmachy mieszczą  się we Wrocławiu przy Wybrzeżu Wyspiańskiego i oba należą do PolitechnikiWrocławskiej. Porównanie ich ze sobą daje nam obraz zmian, jakie w ciągu ostatniego stulecia zaszły w architekturze, ale jest także odbiciem dużo głębszych zmian kulturowych i cywilizacyjnych, które, mimo najszczerszych chęci, trudno nazywać postępem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główny gmach Politechniki powstawał w pierwszej połowie XX stulecia. Jego północną część zbudowano w latach 1905-1910 według projektu Georga Thüra przy współpracy Ludwiga Burgemeistra. Przestronny i funkcjonalny budynek przybrał historyzujące formy śląskiego renesansu. Budowę południowej części gmachu rozpoczęto dopiero w 1925 roku według projektu Maxa Schrimera i Heinricha Müllera. Architekci doskonale przystosowali nowy budynek do układu urbanistycznego okolicy. Dekoracja historyczna została co prawda uproszczona, ale budynki zostały połączone w sposób tak harmonijny, że dziś mało kto zauważa, że są dziełem różnych architektów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi budynek mieści w sobie Zintegrowane Centrum Studenckie Politechniki Wrocławskiej (ZCS). Powstał w ostatnich latach i w zamierzeniu miał być drugą wizytówką uczelni. Składa się z dwu skrzydeł, południowe ma przeszkloną dolną kondygnację, natomiast pozostałe pokryte zostały czarną blachą z okrągłymi dziurami na okna. Skrzydło północne jest znacznie niższe i niemal w całości przeszklone. Z pozoru budynek dobrze wpisuje się w urbanistyczny kształt okolicy, ale w rzeczywistości zasłonił widok z ulicy Norwida na wieżę wodociągową, która zamykała dotąd jej oś; jest to rozwiązanie fatalne, nie proponujące nic w zamian; najprawdopodobniej architekci w ogóle nie wzięli tego pod uwagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porównajmy teraz te dwie budowle. Gmach główny Politechniki jest wielki i dostojny. Pomimo swoich rozmiarów nie przytłacza; jest nieco surowy, oszczędny w dekoracji, ale nawiązuje do tradycji architektonicznej Śląska. Gmach ZCS jest wprawdzie mniejszy, ale za to przytłaczający; gdyż działa na przechodnia swoją wielką, szarą bryłą, trzymającą się „na szkle”, do niczego nie nawiązuje i budzi skojarzenia raczej dość odległe od architektury i funkcji jaką pełni (potocznie nazywa się go „serem”, a bywa brany np. za piętrowy parking). Elewacje głównego gmachu zakończone są eleganckimi, renesansowymi szczytami; bryła ma ciekawy kształt, urozmaicają ją wykusze i ryzality, wieńczy ją wysoki i stromy dach. Bryła ZCS jest toporna, monotonna i kanciasta, nie ma tu żadnych urozmaiceń, ani ciekawostek (il. 2).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Portale głównego budynku nie tylko wskazują wejście, ale i podnoszą jego rangę oraz inormują o funkcji budynku. Przykładowo portal zachodni zdobią personifikacje sztuki i techniki autorstwa Richarda Schipke. Wejścia do budynku ZCS nie są w żaden sposób podkreślone i równie dobrze mogłyby być w innym miejscu. Są to po prostu elementy monotonnej tafli szkła, które da się przesunąć, aby dostać się do środka (il. 3). Podobnie jest z oknami. W gmachu głównym okna zostały ujęte w obramienia, ponadto są wielkie i wygodne, można przez nie wyglądać, można je otwierać i wietrzyć pomieszczenie. Okna w ZCS to dziury w blasze (il. 4). Małe i niewygodne, nie ma z nich też dobrego widoku. Znajdują się wszędzie, to przy podłodze, to pod sufitem; nie da się ich otworzyć, co jest uciążliwe, szczególnie, kiedy nie działa klimatyzacja. Budynek zresztą pełen jest innych mankamentów, jak choćby wszechobecny kurz spowodowany pylącym się, nie otynkowanym, ale i nie wypalonym betonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrząc na gmach główny możemy wyobrazić sobie studenta przestępującego po raz pierwszy próg tej uczelni: czuje on zarazem dumę i obawę… Tak właśnie powinien wyglądać budynek politechniczny: barokowy przepych głównego gmachu Uniwersytetu byłby w tym wypadku niestosowny, podobnie jak prostactwo charakterystyczne dla drugiego z omawianych tu budynków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten ostatni jest pod każdym względem różny od szlachetnego sąsiada. Jego ogrom jest przytłaczający, nijak nie pasuje do otoczenia (zresztą trudno wyobrazić sobie otoczenie, do którego podobny potwór by pasował), a pomimo tego rozmiaru – żadnego respektu nie budzi; wręcz przeciwnie – patrząc nań trudno domyślić się, że należy on do jednej z najlepszych uczelni w kraju (kształcącej przecież także architektów!). Nasz student, wchodząc do tego budynku, czułby albo wstyd i zażenowanie (o ile byłby uczelnianym „patriotą”), albo też – lekceważenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawni architekci mieli za zadanie wznoszenie budowli zarazem pięknych i funkcjonalnych. Niektóre nurty architektury odrzuciły piękno na rzecz samego tylko funkcjonalizmu. Jednak budowanie gmachów zarazem brzydkich i bezużytecznych jest wynalazkiem stosunkowo nowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Filip Maria Muszyński&lt;br /&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 5. (wrzesień - październik 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-2742301127835457185?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/2742301127835457185/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/wizytowki-politechniki-wrocawskiej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2742301127835457185'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2742301127835457185'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/wizytowki-politechniki-wrocawskiej.html' title='Wizytówki Politechniki Wrocławskiej'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-142715917956453430</id><published>2010-03-17T12:39:00.000+01:00</published><updated>2010-03-17T12:44:23.696+01:00</updated><title type='text'>Akademicka kontrrewolucja</title><content type='html'>Korporacje akademickie przez szereg dziesięcioleci kształtowały serca i umysły polskiej młodzieży, wpływając równocześnie na topos życia studenckiego. Organizacje te trwale wpisywały się w obraz przedwojennych uniwersytetów rzeźbiąc charaktery korporantów. Ruch korporacyjny po blisko pięćdziesięciu latach niewoli zaczął ponownie się rozwijać, dzięki czemu upatrywać w nim można zalążka kontrrewolucji na polskich uczelniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korporacjami akademickimi zwykło się nazywać studenckie organizacje „ideowo-wychowawcze (mające) charakter elitarnych, męskich klubów towarzyskich”1. Ich początków szukać można już w średniowieczu, kiedy to studenci grupowali się w tzw. nacje, jednak podwalin dla rodzącego się na ziemiach polskich ruchu korporacyjnego upatrywać należy w  tzw. niemieckich „Burschenschaftach”, od których w dużym stopniu przejęta została struktura oraz zwyczaje2.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polskie korporacje akademickie powstawać zaczęły w pierwszej połowie XIX w. Za pierwszą z nich uznać można wrocławską Polonię powołaną do życia w 1816 r., skupiającą w swych szeregach polskich burszów. Ostateczny kres jej działaniom przyniósł jednak już rok 1830, kiedy to wyrok sądu akademickiego skazał Polaków walczących w Powstaniu Listopadowym na wydalenie z uczelni3. Za następcę wrocławskiej Polonii uznać można Konwent Polonia powołany do życia jeszcze w 1828 r. w Dorpacie (warto wspomnieć, że jest to obecnie najstarsza działająca polska korporacja, siedzibę swoją mająca w Trójmieście). Lata zaborów to okres dalszego powstawania korporacji. Nadmienić w tym miejscu należy powstanie w Rydze Arkonii i Welecji (korporacje te działają obecnie w Warszawie). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdziwy rozkwit dla polskiego ruchu korporacyjnego przyniosło jednak odzyskanie niepodległości. To właśnie w okresie dwudziestolecia międzywojennego na uczelniach lwowskich, warszawskich, wileńskich, poznańskich lawinowo powstawać zaczęły nowe korporacje (szacuje się, że przynależność do nich deklarowało ok. 7% przedwojennych studentów). Warto podkreślić również fakt, że trudno znaleźć zasłużoną dla dobra Polski osobę, która nie byłaby w jakiś sposób związana z korporacjami (w tym miejscu autor wymieni jedynie nazwiska ks. abp. Józefa Teodorowicza [K! Obotritia], Romana Dmowskiego [K! Baltia], Józefa Hallera [K! Baltia] oraz Ignacego Mościckiego [K! Welecja]).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kres złotego okresu rozwoju polskiego ruchu korporacyjnego przyniosła II Wojna Światowa, kiedy to wielu korporantów złożyło daninę krwi, oraz lata sowieckiej okupacji. Zmianę sytuacji przyniosły tak naprawdę dopiero lata dziewięćdziesiąte, kiedy to z jednej strony powstawać zaczęły nowe korporacje (m.in. wrocławska Magna Polonia Vratislaviensis, której autor niniejszego artykułu ma zaszczyt być członkiem) oraz reaktywowana została część korporacji przedwojennych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korporacje akademickie posiadają szereg cech odróżniających je od pozostałych organizacji studenckich. Uwagę zwrócić należy przede wszystkim na dożywotność członkostwa, wyłącznie męski charakter, przestrzeganie zasad postępowania honorowego, ustaloną zasadę hierarchiczności oraz bogatą symbolikę wyróżniającą poszczególnych korporantów. Przynależność do korporacji akademickiej objawia się również w atrybutach zewnętrznych. Podstawowym elementem stały się barwy korporacyjne, a ich wybór przez poszczególne korporacje nie był przypadkowy ze względu na bogatą symbolikę  z nimi związaną. Barwy korporacyjne widoczne są m.in. na tradycyjnym nakryciu głowy zwanym „deklem”, „bandach” – czyli szarfach korporacyjnych, czy wreszcie na sztandarach. Jak podkreślają sami korporanci noszenie barw wywodzi się bezpośrednio z tradycji rycerskiej4. Za równie ważny atrybut korporanta uznać należy rapier, który dziś posiada już wartość głównie symboliczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadania jakie stawia korporacja są dość szerokie. Warto wspomnieć m.in. o Deklaracji Ideowej Związku Polskich Korporacji Akademickich stwierdzającej, iż Celem życia każdego korporanta jest praca dla dobra Polski, dla Jej wielkości i potęgi. Dobro Narodu i Państwa jest dla niego najwyższym prawem, miarą wartości moralnych i drogowskazem postępowania5.  Korporanci powinni akceptować wytyczne wynikające z etyki katolickiej (warto nadmienić, że wielu z nich przywiązanych jest do Klasycznego Rytu Rzymskiego). Dodatkowo niezwykle ważny jest aspekt samokształcenia oraz stawiania przed sobą wysokich wymagań. Nie można pominąć również faktu, że korporacje budować powinny silne więzy pomiędzy poszczególnymi korporantami umilając tym samym zarówno lata studenckiej młodości, jak i filisterskiej dojrzałości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor niniejszego artykułu zdaje sobie sprawę, że rzeczą niemożliwą jest w pełni przedstawić temat polskich korporacji akademickich w tak krótkim opracowaniu. Głównym zadaniem było jedynie zaprezentowanie  tematu. Jako podsumowanie niech posłuży teza, że korporacje akademickie stać się powinny istotnym elementem akademickiego pejzażu, dzięki czemu wartości korporacyjne, bliskie z pewnością wielu Czytelnikom, będą coraz szerzej propagowane, stanowiąc swoistą studencką kontrrewolucję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Łukasz Stręk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezes Polskiej Korporacji Akademickiej Magna Polonia Vratislaviensis&lt;br /&gt;lukasz.strek@magnapolonia.wroc.pl&lt;br /&gt;www.magnapolonia.wroc.pl&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 5. (wrzesień - październik 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-142715917956453430?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/142715917956453430/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/akademicka-kontrrewolucja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/142715917956453430'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/142715917956453430'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/akademicka-kontrrewolucja.html' title='Akademicka kontrrewolucja'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-8977729115913126437</id><published>2010-03-17T12:34:00.000+01:00</published><updated>2010-03-17T12:39:47.191+01:00</updated><title type='text'>Uniwersytet dziś</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wraz z upadkiem nauk i oświaty musi nieuchronnie nastać taki czas, że rządy przypadną niekoniecznie najmądrzejszym. Jakie w tym wielkie niebezpieczeństwo dla państwa, nie trzeba długo wywodzić! A pośród ciemnego ogółu będą się podobały hasła także coraz mniej mądre.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; – Feliks Koneczny&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Uczelni wyższych w Polsce, podobnie jak na całym świecie, permanentnie przybywa, osób z dyplomami ich ukończenia oczywiście także. Entuzjaści zachodzących zmian twierdzą, że dokonał się skok jakościowy: oto mamy dzisiaj w Polsce kilkakrotnie więcej studentów niż w dwudziestoleciu międzywojennym – licealistów. Nikt jednak przy zdrowych zmysłach nie porówna niegdysiejszej matury do matury dzisiejszej, a i porównanie obecnych magistrów z międzywojennymi abiturientami (!) nie doprowadziłoby do optymistycznych wniosków. Podajmy prosty przykład: w międzywojennym gimnazjum klasycznym uczniowie mieli znacznie więcej zajęć z łaciny i greki niż obecnie na studiach filologii klasycznej! Podobna hiperinflacja ma miejsce na całym świecie; pewien amerykański profesor literatury zauważył, że w połowie XX wieku semestralny kurs Szekspira wymagał od uczestników przeczytania wszystkich 39 sztuk tego autora – natomiast dzisiaj dziesiąta część tego stanowi granicę studenckich możliwości…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróćmy jednak do sytuacji w Polsce. Drugiej wojny światowej nie przeżyła ogromna część naszej inteligencji. O ile na Zachodzie lewica zrealizowała plan Antonia Gramsciego (a później Rudiego Dutschke) i dokonała „długiego marszu przez uniwersytety”, o tyle w Polsce marsz ten był krótki i zdecydowany, a jego pierwszy etap stanowił mord katyński. Przez kolejne pięć dekad karierę naukową można było zrobić kosztem co najmniej bierności wobec czerwonego smoka, jeżeli nie całkowitej (jawnej lub „świadomej i tajnej”) kolaboracji z nim. Co jednak znacznie gorsze, kolejnym pokoleniom studentów, późniejszych (także dzisiejszych!) wykładowców, kładziono do głów Marksa i Lenina i wymagano obszernego ich cytowania przy każdej okazji – a nawet bez okazji. Zmarły przed rokiem wielki myśliciel o. prof. Mieczysław A. Krąpiec OP stwierdzał dobitnie, że pokutuje to po dziś dzień: „Wszyscy nasi profesorowie musieli zdawać egzamin z marksizmu – i to wszystko zostało, czego człowiek nauczy się za młodu, tym w dużej mierze żyje. Dlatego uciekają obecnie z marksizmu… w postmodernizm, a więc w pseudorozwiązania – i ostatecznie uciekają w wieloznaczność, a więc sprzeczność”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Straszną rzeczą jest oczywiście usunięcie z uniwersytetów ich pierwszego i najważniejszego fakultetu – katolickiej teologii. Jest to jednak problem znacznie wykraczający poza mury uczelni: oto bowiem „religia Boga, który uczynił siebie człowiekiem, spotkała się z religią człowieka, który czyni z siebie boga” (Paweł VI) – wskutek czego Boga prawdziwego i jedynego próbuje się wyrugować ze wszystkich sfer życia. Tak oto prawdziwa królowa nauk, teologia, poza nielicznymi wyjątkami, nie ma swoich fakultetów na polskich uniwersytetach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Studentom brakuje szacunku dla swoich uczelni, swoich „matek karmiących” (łac. Alma mater) – a co gorsza, niejednokrotnie uczelnie wiele robią, by na szacunek nie zasługiwać. Pomijając już fakt, czym owe matki karmiące studentów karmią, czy można na przykład dziwić się, że studenci samym ubraniem (zapewne nieświadomie) manifestują brak szacunku dla profesorów i uniwersytetów, skoro profesorowie czynią to samo? Czy można dziwić się, że studenci lekceważą reguły życia akademickiego, skoro nie brak „szanowanych” profesorów, którzy pomimo udowodnionego plagiatu ani nie zostali wyrzuceni z pracy, ani nie zapadli się ze wstydu pod ziemię? Najpopularniejszym przejawem dbania o dobre imię uczelni – strzeżenie którego jest wszak jednym z punktów studenckiej przysięgi – jest bodaj wznoszenie wulgarnych okrzyków pod adresem innych uczelni podczas juwenaliów. Uniwersytet nie potrafił obronić się przed „kulturą masową” (albo raczej: masowym brakiem kultury); onegdaj bywał on zainfekowany błędnymi doktrynami, bywał źródłem wielkich nieszczęść społecznych – do niedawna jednak nie przestawał być elitarny. Mógł studiować na nim człowiek niskiego stanu, ale wstępując w mury uczelni dostępował swoistej nobilitacji; a wiadomo, że szlachectwo zobowiązuje. Współcześnie wyższe wykształcenie „należy się” każdemu; mało kto za nie płaci bezpośrednio z własnej kieszeni, a do tego, co „darmowe” rzadko miewa się szacunek… Na Zachodzie od roku 1963 popularność zdobywała postawiona przez Clarka Kerra teza, jakoby wzrost liczby absolwentów wyższych uczelni znajdował przełożenie na wzrost PKB. Trafnie pogląd ten – i rezultaty jego realizacji – skomentował Paul Johnson: „Wiedza nie jest wytwarzanym towarem. Istnieje wiedza dobrego i wiedza złego, jak mówi Księga Rodzaju. Lata sześćdziesiąte, w których większość państw zachodnich podwoiła, a niektóre potroiły liczbę miejsc na wyższych uczelniach, nie utwierdziły swobód demokratycznych, nie przyczyniły się do wzrostu PKB ani nie wzmocniły wolnej przedsiębiorczości. Lata te przyniosły rewolty studenckie, zapoczątkowane w 1968 roku w Paryżu. Zdetonowały konflikt północnoirlandzki, dotąd [1980] nękający Wielką Brytanię. Wydały gang Bader-Meinhof w Niemczech Zachodnich, Czerwone Brygady we Włoszech, lewicowy faszystowski terroryzm w Japonii. Zrodziły potężną eksplozję studiów marksistowskich ześrodkowanych wokół nauk społecznych, a zwłaszcza socjologii, zrodziły także nowe pokolenie nauczycieli akademickich i szkolnych, z wiarą i czymś w rodzaju wynaturzonej religijnej czci oddających się upowszechnianiu marksistowskich idei” (Odzyskiwanie wolności).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powszechnie zanikła relacja uczeń-mistrz, zastępowana przez egalitaryzm, a niekiedy wręcz fraternizację. Niewielu profesorów w ogóle chce być mistrzami. Przecież mistrz to nie tylko fachowiec od wąskiego wycinka rzeczywistości; mistrz powinien być dla ucznia prawdziwym wzorem. Wielkie pokolenie wrocławskich matematyków (tych, którzy cudem przeżyli wojnę, jak Hugo Steinhaus, Bronisław Knaster czy nieco młodszy Stanisław Hartman) to nie tylko świetni badacze, ale także dydaktycy. Stali się oni bohaterami wielu anegdot; słynęli z dbałości o akademicki obyczaj i w ogóle o dobre obyczaje (wspomnijmy Hartmana, który ilekroć w upalne dni zdejmował w czasie wykładu kamizelkę – marynarkę wkładając z powrotem! – prosił o zgodę obecne na sali panie…), a także o polski język – co może wydawać się podwójnie dziwne: raz, że wszyscy byli z pochodzenia Żydami, a dwa – nie byli przecież humanistami… Mistrz powinien być człowiekiem o nieposzlakowanej opinii, ale także szerokich horyzontach (o co w nowoczesnej nauce bardzo trudno, zgodnie ze słowami Jose Ortegi y Gasseta sprzed ośmiu dekad: „specjalista wie wszystko o swoim malutkim wycinku wszechświata, ale co do całej reszty jest absolutnym ignorantem”). Jest jeszcze jedna, nie mniej istotna dla zaistnienia relacji „uczeń-mistrz” kwestia. W tym wypadku umasowienie studiów wyższych odgrywa szczególnie negatywną rolę – otóż wykładowcy nie znają swoich studentów! Brazylijski ekonomista, Adolpho Lindenberg, dowodzi, że dla działania przedsiębiorstwa ogromne znaczenie mają – tak ostatnimi czasy zaniedbywane – „rodzinne więzy” łączące pracodawcę z pracownikami, na których istnienie wpływ ma z kolei „obecność właścicieli w firmie – nie tylko w sensie zarządzania, lecz również w sensie zwyczajnej fizycznej obecności w miejscu pracy, na spotkaniach, na firmowych imprezach i tym podobnych. Komplement ze strony właściciela, krótka rozmowa, nawet uwaga uczyniona w przejściu, jego ulubione przysłowia czy powiedzonka, nawet zmiany nastroju, stanowią część codziennego życia w biurze, w fabrycznej hali czy na farmie” (Wolny rynek w społeczeństwie chrześcijańskim). Podobnie jest z rolą profesorów na uczelniach – nie bez powodu przez stulecia profesorowie nawet mieszkali pośród burszów! Jednak w obliczu wielkiej rzeszy studentów, wykładowca może mieć ogromne problemy z nawiązywaniem kontaktu ze studentami (w okolicznościach innych niż podpisywanie indeksu). Coraz częściej rezygnuje się nawet z ustnej formy egzaminu, natomiast łacińskie słowo colloquium (rozmowa) dawno straciło swoje znaczenie. Niektórzy nauczyciele akademiccy narzekają, że znają właściwie tylko najmniej zdolnych studentów: ci bowiem najczęściej przychodzą na konsultacje, żeby wielokrotnie poprawiać nie zaliczone kartkówki. Tymczasem studenci najzdolniejsi „przemykają niepostrzeżenie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą, jak wiele zmieniło się także w życiu samego uczonego (toż dzisiaj nawet nie mówi się „uczony”, ale… „pracownik nauki”)! Zmieniło się i od dwudziestolecia międzywojennego, i od lat sześćdziesiątych nawet. Spójrzmy jednak, jak wyglądało ono jeszcze dawniej, bo w średniowieczu. Była to praca zaszczytna (choć uczony cieszył się prestiżem w oczach niewielkiego tylko grona – kolegów, uczniów i wąskich elit), lecz nie przynosiła fortuny1. Taki opis krakowskiej profesury na początku piętnastego wieku daje Feliks Koneczny (Święci w dziejach narodu polskiego): „Było ich życie nadzwyczaj skromne. Pamiętajmy, że wciąż jeszcze nie było uczonych świeckich; wszyscy profesorowie byli księżmi, nie mając tedy rodzin, nie byli zmuszeni ubiegać się o znaczniejsze dochody. Regułą było, że uniwersytet dostarczał swemu profesorowi całego utrzymania w gmachu uniwersyteckim. Dostawali mieszkanie (niewielkie pokoiki) i strawę przy wspólnym stole. Było to w gmachu (…) przerobionym później na bibliotekę uniwersytecką. Tam pokazują dotychczas, gdzie była tak zwana izba wspólna, tj. jadalnia i (jak dziś powiedziano by) bawialnia zarazem, gdzie i sami schodzili się na rozmowy, i odwiedziny przyjmowali”. Skromny pokoik, cela właściwie, i ów wspólny stół – jakże to warunki przerażające dla osoby nie mającej naukowego powołania. Ale zarazem: jakże sprzyjające uprawianiu nauki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko, są przecież wciąż (nieliczni) wielcy profesorowie, w pełni zasługujący na nazywanie ich mistrzami przez nielicznych prawdziwych studentów. Ogólna tendencja jest jednak przerażająca. Wniosek płynie stąd – zarówno dla profesorów, jak i studentów – dwojaki. Po pierwsze – brońmy resztek tradycji i obyczajów akademickich; brońmy (także przed sobą samymi!) szacunku dla naszych matek karmiących. Po drugie zaś – kształćmy się, przede wszystkim poza ich murami. Nie zaniedbując uczelnianych obowiązków, zdobywajmy prawdziwą wiedzę, nie tylko (choć to oczywiście najważniejsze) z zakresu nauki Kościoła świętego. Zawsze aktualne pozostają słowa powiedzenia „człowiek albo jest samoukiem, albo nieukiem”2.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wątpimy, że uniwersytet – jedno ze wspaniałych dzieł świata chrześcijańskiego – powróci kiedyś do swoich czcigodnych korzeni. Dzieło, które jest do wykonania, rewolucjonista nazwałby „długim marszem”. Dla kontrrewolucjonisty odpowiedniejszym terminem jest powolna rekonkwista – na podobieństwo tej, która w przeciągu ośmiu stuleci dokonała się w Hiszpanii – od  jaskini Covadonga, po zdobycie Granady w roku 1492.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 5. (wrzesień - październik 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-8977729115913126437?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/8977729115913126437/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/uniwersytet-dzis.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8977729115913126437'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8977729115913126437'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/uniwersytet-dzis.html' title='Uniwersytet dziś'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-5239348936046457112</id><published>2010-03-09T08:34:00.000+01:00</published><updated>2010-03-09T08:42:03.624+01:00</updated><title type='text'>Od redakcji</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Szanowny Czytelniku!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piąty numer „Kontrrewolucji” ukazuje się po dłuższej przerwie wakacyjnej – mniej więcej w tym samym czasie około dwóch milionów polskich studentów rozpoczyna rok akademicki. Wrocław szczyci się, obok kilku innych uczelni wyższych, założonym w 1702 roku uniwersytetem. Czy nie jest jednak sporym nieporozumieniem nawiązywanie do tej historycznej daty, kiedy to cesarz  Leopold swoją Złotą bullą ufundował – pośrodku silnie sprotestantyzowanego miasta – jezuicki uniwersytet? W ciągu tych trzystu lat zmieniło się bardzo wiele – studiowanie nie jest już tym, czym było onegdaj; profesor nie jest mistrzem, a szereg pięknych zwyczajów i tradycji akademickich zdaje się być zredukowany do śpiewu Gaudeamus igitur na inaugurację roku akademickiego. Tej właśnie tematyce poświęcamy znaczną część niniejszego numeru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trwa proklamowany przez Ojca Świętego rok kapłański. Jego swoiste apogeum przypadło na liturgiczne wspomnienie św. Jana Marii Vianney, patrona kapłanów – czyli 4 sierpnia (a w kalendarzu tradycyjnym 8 sierpnia). Świętość księży jest ściśle związana z wiernymi: z jednej strony, kapłan potrzebuje ich wsparcia, a zwłaszcza modlitwy, z drugiej zaś – postawa księdza zawsze silnie na nich oddziałuje. Jak pisał św. Pius X, „nie ma bowiem takiego kapłana, któryby mógł być dobrym lub złym tylko dla siebie samego, ale postępowanie jego i sposób życia wywiera na lud wpływ bardzo wielki. Gdziekolwiek znajdzie się kapłan prawdziwie dobry, jakiż to jest dar i jakiej wartości!” (encyklika Haerent animo: o świętości kapłańskiej). Z drugiej strony, jakże boleśnie przekonują nas nieprzychylne Kościołowi św. media o słuszności zdania św. Bernarda: „Albo lepszymi od innych mają być kapłani, albo dla wszystkich stają się pośmiewiskiem”. Dlatego módlmy się wiele za naszych księży i biskupów, aby byli święci – wówczas wiara rozkwitnie także pośród katolików świeckich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 5. (wrzesień - październik 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-5239348936046457112?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/5239348936046457112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/od-redakcji_08.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5239348936046457112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5239348936046457112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/od-redakcji_08.html' title='Od redakcji'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-7787152336006753514</id><published>2010-03-08T10:09:00.000+01:00</published><updated>2010-03-08T10:14:03.280+01:00</updated><title type='text'>Wstępniak numeru piątego</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Laudetur Iesus Christus!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jedną z przerażających cech naszych czasów jest niezwykły upadek zdrowego rozsądku, przejawiającego się w konsekwentnym rozumowaniu i działaniu. Uwidacznia się on na każdym kroku: najprostsze sylogizmy nie przemawiają do ludzi, zdania wewnętrznie sprzeczne i rozumowania fałszywe w sposób najbardziej jawny – uchodzą za prawdę. Schopenhauer pisał: „Okropnem byłoby sądzić, że logika może mieć korzyść praktyczną i może nauczyć prawidłowego myślenia; wówczas należałoby przypuścić, że ten, kto się jeszcze nie uczył logiki, znajduje się w niebezpieczeństwie myślenia zawsze sprzecznie, zgadzania się na to, że pomiędzy tezami przeciwnemi możliwą jest trzecia, lub też przyznania słuszności wnioskowi w rodzaju takiego, jak następujący: Wszystkie gęsi mają dwie nogi; Cajus ma dwie nogi – Cajus jest gęsią”. Dzisiaj niestety (i być może należy powiązać to z odejściem od nauczania logiki), tego rodzaju sylogizmy przyjmowane są przez przytłaczającą większość społeczeństwa bez żadnego oporu. Posłużmy się przykładem sprzed pół roku: świat obiegła wówczas „sensacyjna wiadomość” z Wielkiej Brytanii o trzynastoletnim chłopcu mającym dziecko z piętnastoletnią dziewczyną. W komentarzu do tej informacji dziennikarze jednej z popularniejszych stacji telewizyjnych stwierdzili, że „w Wielkiej Brytanii wychowanie seksualne obowiązuje już sześciolatków. Jeśli zatem nie chcemy, żeby u nas zdarzały się podobne sytuacje, powinniśmy także wprowadzić tak wczesne wychowanie seksualne”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niniejszym numerze „Kontrrewolucji” sporo uwagi poświęcamy kwestii nauczania; zapewne jego kryzys po części wpływa na to zdumiewające zgłupienie ludzkości. Jest to jednak problem znacznie szerszy: żyjemy w czasach rozmazania pojęć prawdy, dobra i piękna. Bohomazy odurzonego narkotykami pseudoartysty (które mogą przez pół roku wisieć w galerii do góry nogami, zanim się ktokolwiek zorientuje) stawiane są na równi z arcydziełami Rembrandta czy Giotta. Kakofonia współczesnych kompozytorów – na równi z mszami Palestriny. Uczynki haniebne stają się zaszczytnymi (spójrzmy choćby na dumne manifestacje homoseksualistów), zbrodnie nazywa się realizacją „podstawowych praw człowieka”. W dyskusjach docieczenie prawdy przestało być celem; celem stała się sama dyskusja, a konkretnie – możliwie jak najsłodsze – „dialogowanie”. Zanegowane zostało w ogóle istnienie czegoś takiego jak obiektywna prawda, a na pytanie Poncjusza Piłata udziela się dzisiaj odpowiedzi, że „każdy ma swoją prawdę”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten brak konsekwencji w sposób szczególnie dotkliwy uderza w wiarę. Jak smutny widok stanowią ludzie, którzy uważają siebie za katolików, ale nic nie robią dla własnego zbawienia! Ludzie ci żyją w tak radykalnej sprzeczności, że bez żadnej przesady należy nazywać ich szaleńcami. Jak można uznawać podstawowe prawdy wiary, a jednocześnie wieść „jak gdyby nigdy nic” beztroski żywot człowieka światowego? Wywrócenie do góry nogami hierarchii wartości, wskutek czego Pana Boga ruguje się z miejsca należnego tylko Jemu, stanowi prostą drogę do piekła. Jest bowiem ohydnym przewinieniem przeciwko pierwszemu przykazaniu uznawać istnienie Boga, a jednocześnie nie kochać Go z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto o tej ściśle racjonalnej konsekwencji pamiętać w czasach, w których wiara i rozum zwalczane są z równą zawziętością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;PTW&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 5. (wrzesień - październik 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-7787152336006753514?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/7787152336006753514/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/laudetur-iesus-christus-jedna-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/7787152336006753514'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/7787152336006753514'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/laudetur-iesus-christus-jedna-z.html' title='Wstępniak numeru piątego'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-5920686463095797065</id><published>2010-03-08T09:27:00.000+01:00</published><updated>2010-03-12T22:58:29.009+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cnota'/><title type='text'>SPRAWIEDLIWOŚĆ</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q48nQaqmI/AAAAAAAAAB8/8XK8oYZXWbI/s1600-h/sprawiedliwo%C5%9B%C4%87.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 327px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q48nQaqmI/AAAAAAAAAB8/8XK8oYZXWbI/s400/sprawiedliwo%C5%9B%C4%87.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447870050727537250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sprawiedliwość jest chyba najgłośniejszą z cnót kardynalnych, bo jedyną mającą w większości państw swoje ministerstwa, departamenty i urzędy. Najwięcej się o niej mówi i najbardziej doskwiera jej brak. O ile bowiem brak roztropności bywa niezauważany, brak męstwa – nazywany roztropnością, a brak umiaru chwalony jako umiejętność korzystania z życia; o tyle niesprawiedliwość wydaje się być dla większości ludzi nie do zaakceptowania. Ale czy jest tak w istocie? Byłaby sprawiedliwość ostatnią z cnót kardynalnych powszechnie rozumianą, szanowaną i docenianą?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim należy uzmysłowić sobie czym jest sprawiedliwość i czy mamy o niej należyte pojęcie. Oto jak ją tłumaczy Katechizm Kościoła Katolickiego (1807): „Sprawiedliwość jest cnotą moralną, która polega na stałej i trwałej woli oddawania Bogu i bliźniemu tego, co im się należy“. Tylko w świetle tego zdania możemy zrozumieć w pełni sens i istotę cnoty sprawiedliwości; gdyż często zapominamy o fundamentalnej prawdzie, że sprawiedliwość w pierwszym rzędzie odnosi się do Boga. Jak czytamy dalej w Katechizmie: „Sprawiedliwość w stosunku do Boga nazywana jest cnotą religijności”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek niereligijny nie może być sprawiedliwym, gdyż to Bogu należy się pierwszeństwo we wszystkim, chwała, wypełnianie przykazań, posłuszeństwo względem ustanowionego przez Niego Kościoła Świętego, a przede wszystkim bezgraniczna miłość. Dopiero wtedy, gdy te warunki zostaną spełnione możemy przejść do rozpatrzenia następnego aspektu tej cnoty, jaką jest sprawiedliwość względem bliźniego. Katechizm poucza, że „w stosunku do ludzi uzdalnia ona do poszanowania praw każdego i do wprowadzania w stosunkach ludzkich harmonii, która sprzyja bezstronności względem osób i dobra wspólnego. Człowiek sprawiedliwy, często wspominany w Piśmie Świętym, wyróżnia się stałą prawością swoich myśli i prawością swojego postępowania względem bliźniego“.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na naszej drodze często spotykamy ludzi postępujących sprawiedliwie względem współbraci, ale negujących istnienie Boga. Nie możemy zapominać, że – przy wszystkich swoich dobrych cechach – nie spełniają oni warunków, aby być nazwanymi sprawiedliwymi. Dlatego powinniśmy otoczyć ich tym szczególniejszą troską i modlitwą, aby pomóc im dojść do źródła sprawiedliwości, jakim jest wiara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musimy powiedzieć sobie otwarcie: nie może być mowy o sprawiedliwych ateistach, czy w ogóle: niekatolikach, gdyż nie oddają oni Bogu należnej Mu chwały, choć często okazują sprawiedliwość względem bliźniego. Powinniśmy jednak pamiętać, że aby oddać im sprawiedliwość, winniśmy ich miłować i tym gorliwiej modlić się o ich nawrócenie. Gdyż nie może być również mowy o sprawiedliwych katolikach, którzy bliźnich pozostających poza Kościołem mają w nienawiści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Filip Maria Muszyński&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 4. (maj - czerwiec 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-5920686463095797065?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/5920686463095797065/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/sprawiedliwosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5920686463095797065'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5920686463095797065'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/sprawiedliwosc.html' title='SPRAWIEDLIWOŚĆ'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q48nQaqmI/AAAAAAAAAB8/8XK8oYZXWbI/s72-c/sprawiedliwo%C5%9B%C4%87.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-6868055631973851853</id><published>2010-03-08T09:22:00.000+01:00</published><updated>2010-03-12T22:59:42.320+01:00</updated><title type='text'>Ty jesteś Opoka...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q5RuGKAkI/AAAAAAAAACE/LH5B3iulcTo/s1600-h/Petrus1tr.gif"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 153px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q5RuGKAkI/AAAAAAAAACE/LH5B3iulcTo/s320/Petrus1tr.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447870413340803650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tu est Petrus, et super hanc petram, aedificabo Ecclesiam meam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzialna głowa Kościoła i Namiestnik Jezusa Chrystusa na ziemi – papież. Katolik z synowskim oddaniem i miłością powinien posłusznie poddać się Biskupowi Rzymu. Wszak to z woli Chrystusa do Papieża należy najwyższa władza w Kościele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zechciejmy zatrzymać się nad słowami św. Efrema Syryjczyka - doktora Kościoła, do Ewangelii św. Mateusza (rozdz. XVI, 18-19) i św. Jana ( r. XXI, 15. 17):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szymonie, uczniu mój, Ja ciebie ustanowiłem fundamentem Kościoła świętego. Przedtem nazwałem cię opoką, bo ty będziesz na sobie dźwigał wszystkie gmachy; ty jesteś dozorcą tych, którzy budować Mi będą Kościół na świecie; gdyby chcieli zbudować coś niewłaściwego, ty, opoko, powstrzymaj ich; ty jesteś początkiem źródła, z którego czerpie się nauka Moja, ty jesteś głową uczniów Moich; przez ciebie będę poił wszystkie narody; twoją jest owa życiodajna słodycz, której udzielam; ciebie wybrałem, abyś był w nauce Mojej jakby pierworodny i abyś został dziedzicem skarbów Moich; klucze królestwa Mego dałem tobie. Oto księciem cię ustanowiłem nad wszystkimi skarbami Moimi” (z mowy Na Wielki Tydzień)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak pięknie św. Efrem podkreśla to, czego o prymacie piotrowym uczy nas Ewangelia! Mowa ta świadczy też doskonale o tym, że Kościół już od swoich początków ( św. Efrem żył w IV w. ) interpretował Słowa Zbawiciela jednoznacznie, przydając Biskupowi Rzymu należne mu miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katechizm Piotra kardynała Gaspariego uczy (p. 130), że papież w Kościele posiada z mocy prawa Bożego nie tylko pierwszeństwo honorowe, lecz najwyższą władzę rządzenia zarówno w sprawach wiary i obyczajów, jak i zachowania porządku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym bardziej słuszne, zgodnie z tym co już zauważyliśmy, są słowa prof. Plinio Correi de Oliveira:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Prawdziwy wierny wie, iż papież uosabia cały Kościół katolicki – ubi Petrus, ibi Ecclesia – gdzie św. Piotr, tam Kościół. Związek ów jest tak prawdziwy i tak nierozerwalny, że nawet gdyby za sprawą jakiegoś absurdu, wszyscy biskupi świata, wszyscy księża i wszyscy wierni opuścili Ojca świętego, to i tak prawdziwi katolicy zgromadziliby się wokół niego." („O Legionario” nr 610, 16 IV 1944)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powinniśmy pamiętać o tym zwłaszcza ilekroć podważany jest autorytet Ojca św. Chciejmy z pokorą wsłuchiwać się w słowa Piotra naszych czasów i umieć odważnie Go bronić kiedy tylko zajdzie taka potrzeba – jest to nasz synowski obowiązek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;oprac. JW&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 4. (maj - czerwiec 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-6868055631973851853?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/6868055631973851853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/ty-jestes-opoka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6868055631973851853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6868055631973851853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/ty-jestes-opoka.html' title='Ty jesteś Opoka...'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q5RuGKAkI/AAAAAAAAACE/LH5B3iulcTo/s72-c/Petrus1tr.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-1837837587010825698</id><published>2010-03-08T09:16:00.000+01:00</published><updated>2010-03-08T09:20:08.000+01:00</updated><title type='text'>Defensor familiae – obrońca rodziny</title><content type='html'>Na temat społeczeństw i państw istnieje wiele poglądów szkodliwych, złych czy wręcz pozbawionych sensu. Istniały one zawsze, jednak dopiero po upadku średniowiecza zaczęły zyskiwać obecnie zajmowane przez siebie miejsce. Chcąc poznać zdrowy pogląd na te kwestie i dostać broń przeciwko złudnym teoriom snutym przez rozmaitych nowożytnych myślicieli warto sięgnąć po książkę księdza Delassusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głównym celem, jaki stawia sobie autor Ducha rodzinnego w domu, społeczeństwie i państwie jest pokazanie naczelnej roli rodziny w funkcjonowaniu wszelkich ludzkich wspólnot. Nie jest to wprawdzie teza nowa, gdyż już Arystoteles ją głosił, jednak w porewolucyjnym świecie nigdy dość przypominania tej prawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z ważnych zagadnień poruszanych w omawianej książce jest to, że podstawowym społecznym podmiotem nie jest jednostka, lecz rodzina. Od wieków było na przykład tak, że podając liczebność jakiejś zbiorowości podawało się ilość ognisk (a więc rodzin), a nie poszczególnych osób. Dawniej rodziny wspólnie podejmowały rozmaite przedsięwzięcia, a ich członkowie mocno wspierali się tak w złej jak i w dobrej doli. Dobrze zorganizowana, hierarchicznie ukształtowana katolicka rodzina była wzorem dla wszelkich wspólnot, ludzie w rodzinie właśnie uczyli się prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie i państwie. Innymi słowy: tradycyjna rodzina była „kuźnią” wartościowych i po prostu dobrych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również państwo było ukształtowane w rodzinnym duchu. Na jego czele, na wzór ojca rodziny, stał król (czy też inny monarcha), całe zaś państwo było uformowane w hierarchiczny sposób, lecz nie było w związku z tym „aparatem ucisku” jak chcieliby to widzieć komuniści, gdyż było przesycone duchem rodzinnym, duchem miłości. Przy tej okazji ksiądz Delassus rozprawia się z wieloma rozpowszechnionymi w nowożytnej filozofii mitami dotyczącymi pochodzenia państw, w tym przede wszystkim z mitem umowy społecznej, który legł u podstaw koncepcji Locke'a i Hobbesa. Wskazuje on na to, że państwo powstało w wyniku organicznego wzrostu potęgi poszczególnych rodzin, które stopniowo rozszerzały swe wpływy i obejmowały swą opieką inne rody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inną grupą zagadnień poruszanych w tej książce jest ukazanie przyczyn dla których wszystkie rewolucje walczyły (i walczą) z rodziną i w jaki sposób to czynią. Tak właśnie podważa kolejne mity rozpowszechnione dziś; jak na przykład pokazuje, że wychwalany powszechnie jako wielka zdobycz ludzkości kodeks cywilny Napoleona (i inne na nim wzorowane) w głównym zamierzeniu pomysłodawcy służy zniszczeniu siły i jedności rodziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W świetle tych niewesołych wywodów staje się jasne, że droga do odbudowy tradycyjnego porządku i budowy na nowo katolickiej cywilizacji wieść musi przez odbudowę tradycyjnych, mocnych katolickich rodzin rodowych z silnie zaakcentowanymi: autorytetem ojca, świętością matki i szacunkiem do przodków. Autor nie poprzestaje na takich suchych konstatacjach, ale podaje konkretne środki praktyczne, które mają pożądany cel przybliżyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka ta została napisana dobrze, bez zbędnego rozciągania wywodów i z niemałą erudycją (która jest widoczna, ale nie przytłacza). Może świetnie posłużyć jako podręcznik dla nowo powstających rodzin, jak i dla rodzin z większym stażem. Warto zaznaczyć, że książka ta – mimo iż została wydana przed stuleciem – nie straciła nic ze swej aktualności. Wydaje się wręcz, że trafność spostrzeżeń w niej zawartych dziś jest bardziej jaskrawa i oczywista niż w czasie gdy powstała, co zresztą świadczy tylko o tym, że tendencje destruujące umocniły się od tamtych czasów.  Po raz kolejny „Biblioteka Kontrrewolucji” wydaje naprawdę wartościową książkę, którą warto mieć w swoim księgozbiorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ks. Henri Delassus, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Duch rodzinny w domu, społeczeństwie i państwie&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, przeł. T. Fernandes Świątkiewicz, Kraków: SKCh im. Ks. Piotra Skargi 2005.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Włodzimierz Jan Ziółkowski&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 4. (maj - czerwiec 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-1837837587010825698?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/1837837587010825698/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/defensor-familiae-obronca-rodziny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/1837837587010825698'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/1837837587010825698'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/defensor-familiae-obronca-rodziny.html' title='Defensor familiae – obrońca rodziny'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-5292749929253276991</id><published>2010-03-08T09:09:00.000+01:00</published><updated>2010-03-12T23:01:45.678+01:00</updated><title type='text'>Totus tuus ego sum et omnia mea tua sunt</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q5weNCtoI/AAAAAAAAACM/nrT9u7gq0dg/s1600-h/ludwik+maria+grignion.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 280px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q5weNCtoI/AAAAAAAAACM/nrT9u7gq0dg/s400/ludwik+maria+grignion.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447870941650663042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W artykule tym pragniemy przybliżyć Czytelnikowi wspaniałe nabożeństwo maryjne, które opisał w Traktacie o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny św. Ludwik Maria Grignion de Montfort. Sylwetkę tego świętego przybliżamy, zamieszczając w niniejszym numerze „Kontrrewolucji” artykuł Plinia Correa de Oliveiry. Twórczość św. Ludwika Marii ma tak doniosłe znaczenie, że mamy nadzieję wrócić do niej także w przyszłych numerach naszego pisma. Tym niemniej, zacząć wypada właśnie od przesłania zawartego w najsławniejszym i najdonioślejszej wagi dziele świętego zwanego „Trubadurem Maryi”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już sam początek Traktatu streszcza najważniejszą jego myśl: „Przez Najświętszą Maryję Pannę przyszedł na świat Jezus Chrystus i przez Nią też chce On w świecie panować”. Jak wielkie potwierdzenie znalazły te słowa w tym, co działo się w dłuższy czas po śmierci Świętego! – mamy tu na myśli objawienia w Lourdes, a zwłaszcza w Fatimie, gdzie sama Matka Boża obiecała nam tryumf Jej Niepokalanego Serca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święty Ludwik Maria zaleca całkowite oddanie się Maryi w niewolę – oddanie Jej wszelkich swoich myśli, modlitw, zasług. Matka Boża, jako ta, która jest najbliżej Boga, najlepszy zrobi z naszych mizernych zasług użytek. Mało tego – Maryja przez Swoje ogromne zasługi i przywileje nieskończenie powiększy to, co my Jej dać możemy. Ilekroć bowiem my myślimy o Maryi – Ona, pełna łaski, myśli za nas o Bogu. „Ilekroć wielbisz Maryję, Maryja wraz z tobą wielbi i czci Boga (…) Jeśli powiesz Maryja, Ona powie Bóg. Gdy św. Elżbieta wygłosiła pochwałę Maryi, zwąc Ją błogosławioną, za to, że uwierzyła, Maryja wierne echo Boga, zaintonowała: Wielbi dusza moja Pana. Maryja czyni nadal każdego dnia to, co uczyniła wtedy. Gdy Ją chwalisz, miłujesz, czcisz lub coś Jej ofiarowujesz, wówczas chwalisz, miłujesz i czcisz Boga i Bogu dajesz przez Maryję i w Maryi”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. ks. de Montfort uczy, że święci kształtują się w Maryi jak w przepięknej formie. Ileż człowiek musi napracować się, żeby bez pomocy Najświętszej Maryi Panny (jeżeli, co wątpliwe, jest to w ogóle możliwe) dojść do świętości! Trubadur Maryi stwierdza: „wielka jest różnica pomiędzy wyrzeźbieniem posągu za pomocą uderzeń młota i dłuta a odlaniem go w formie. Rzeźbiarze wiele napracować się muszą i wiele zużyć czasu, zanim zdołają wyciosać posąg, natomiast niewiele potrzeba czasu i trudu, by odlać go w gotowej formie”. Za św. Augustynem do „formy Bożej” porównuje św. Ludwik Maria Matkę Bożą. „Wydaje mi się, iż tych kierowników duchowych i te pobożne osoby, które usiłują w sobie lub w innych ukształtować Chrystusa za pomocą innych ćwiczeń niż to, które wyłożyłem, mogę śmiało przyrównać do rzeźbiarzy, co ufając własnej wprawie, umiejętności i sztuce, usiłują nieskończoną ilością uderzeń młota i dłuta obrobić twardy kamień lub kawał sękatego drzewa, by w nim wyrzeźbić wizerunek Chrystusa Pana. Przeważnie nie udaje się oddać podobieństwa Jezusa, bądź dlatego, iż nie znają naprawdę i nie przeżyli w sobie postaci Chrystusa, bądź na skutek jakiegoś niezręcznego uderzenia, które całą robotę popsuło. Natomiast tych, co pojęli tajemnicę łaski, którą im przedstawiłem, przyrównywanym słusznie do odlewników i ludwisarzy, którzy znalazłszy piękną formę Maryi, w której Jezus został ukształtowany na sposób zarówno przyrodzony, jak boski, nie ufają własnej zręczności, a wyłącznie doskonałości formy i zatapiają się w Maryi, by stać się wiernym odbiciem Jezusa Chrystusa”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż zatem ma, według autora Traktatu czynić wierny pragnący służyć Matce Bożej? Najważniejsze jest nastawienie wewnętrzne, ale zalecane są także pewne praktyki zewnętrzne: odbycie swoistych rekolekcji przygotowujących do złożenia aktu całkowitego oddania się Najświętszej Maryi Pannie, codzienne odmawianie małej koronki do Najświętszej Panny, składającej się z trzech Pater noster i dwunastu Ave Maria, noszenie żelaznego łańcuszka jako znaku niewoli maryjnej. Jak napisał Święty – „te zewnętrzne oznaki nie są co prawda bynajmniej rzeczą istotną i można się bez nich obejść, mimo poświęcenia się temu nabożeństwu. Jednak nie mogę się powstrzymać od wyrażenia uznania tym, którzy – zrzuciwszy z siebie kajdany haniebnej niewoli szatańskiej, w które zostali zakuci przez grzech pierworodny, a zapewne i niejeden grzech uczynkowy – oddają się dobrowolnie w chwalebną niewolę Chrystusową, chlubiąc się wraz ze św. Pawłem z tego, iż znajdują się w okowach dla Jezusa Chrystusa, w okowach, które – choć żelazne i pozbawione blasku – są stokroć bardziej kosztowne i chwalebne, aniżeli złote naszyjniki cesarzy”. To, co jest najważniejsze, to świadome i dobrowolne złożenie aktu ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi przez ręce Maryi – a później życie w świadomości, że ta słodka niewola zobowiązuje – bardziej niż jakiekolwiek ziemskie szlachectwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mariologia św. Ludwika Marii budziła sprzeciw u wielu ludzi. Sam święty znakomicie odpierał szereg ataków w Traktacie – zacytujemy tu jego odpowiedź na jeden, być może najczęściej podnoszony dzisiaj przeciwko kultowi maryjnemu, zarzut: „Czciciele skrupulanci są to ludzie, którzy obawiają się, by czcząc Matkę nie ubliżyć Synowi, by wynosząc Maryję, nie poniżyć Jezusa. Nie mogą ścierpieć, by oddawano Najświętszej Pannie chwałę najsłuszniejszą, jaką Jej oddawali Ojcowie Kościoła. Nie mogą ścierpieć widoku większej liczby ludzi klęczących przed ołtarzem Matki Bożej niż przed Najświętszym Sakramentem, jak gdyby jedno drugiemu przeczyło, jak gdyby ci, co modlą się do Matki Najświętszej, nie modlili się przez Nią do Chrystusa Pana. (…) To, co mówią, jest poniekąd słuszne, ze względu jednak na użytek robiony z tego, to jest przeszkadzanie w nabożeństwie do Najświętszej Panny, jest to bardzo niebezpieczne, jako sidła zastawiane podstępnie przez złego ducha, pod pozorem większego dobra. Nigdy bowiem nie czcimy lepiej Chrystusa, niż kiedy czcimy Jego Najświętszą Matkę, gdyż czcimy Ją tylko po to, by tym większą oddać cześć Chrystusowi Panu; gdyż idziemy do Niej jako do szlaku wiodącego do kresu naszej wędrówki, a kresem tym jest Jezus Chrystus”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zakończenie, do naszej gorącej rekomendacji dzieła świętego Ludwika Marii oraz nabożeństwa w nim opisanego, dołączmy głosy kilku Papieży – niech one uspokoją tych, których tak krótkim artykułem niesposób przekonać – i niech zachęcą do sięgnięcia po sam Traktat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojciec Święty Leon XIII, który beatyfikował księdza Grignion de Montfort, udzielił odpustu zupełnego tym, którzy uczynią akt poświęcenia się Najświętszej Maryi Pannie według niego. Sam na łożu śmierci akt ten odnowił. Św. Pius X polecał Traktat słowami: „Z całego serca polecam Doskonałe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, tak cudownie napisane przez bł. Ludwika z Montfort, a tym, którzy będą o nim czytać, udzielam apostolskiego błogosławieństwa”. Także Ojciec Święty Benedykt XV pozytywnie wyrażał się o tym dziele, nazywając je „książką wielkiego autorytetu i namaszczenia”. Pius XI sam praktykował to nabożeństwo od młodości. Jego następca, Pius XII, w odniesieniu do św. Ludwiku Marii (którego kanonizował) wyznał: „Siła i namaszczenie słów sługi Maryi nie tylko dotknęła moją duszę, ale zdobyła i nawróciła”. Gorliwie praktykował doskonałe nabożeństwo także Jan Paweł II, który właśnie z Traktatu zaczerpnął maryjne hasło swojego pontyfikatu. Podkreślał też wielokrotnie znaczenie tego dzieła dla własnego rozwoju duchowego: „Lektura tej książki stała się dla mnie momentem przełomowym. Nazywam w tym wypadku momentem cały proces wewnętrzny, który trwał dość długo, łączy się on zaś z okresem konspiracyjnego przygotowania do kapłaństwa. Wtedy dotarł do moich rąk właśnie ów przedziwny Traktat: jedna z tych książek, których nie wystarczyło tylko przeczytać. Pamiętam, że chodziłem z nią długo, zabierałem ją z sobą nawet do pracy w fabryce sody (tak, że piękna okładka została poplamiona wapnem) – i z różnych stron wracałem do poszczególnych jej fragmentów”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;oprac. JT&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;cytaty ze św. Ludwika Marii pochodzą z następującego wydania:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny&lt;/span&gt;, tłum. Jan Rybałt, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2008.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 4. (maj - czerwiec 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-5292749929253276991?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/5292749929253276991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/totus-tuus-ego-sum-et-omnia-mea-tua.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5292749929253276991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5292749929253276991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/totus-tuus-ego-sum-et-omnia-mea-tua.html' title='Totus tuus ego sum et omnia mea tua sunt'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q5weNCtoI/AAAAAAAAACM/nrT9u7gq0dg/s72-c/ludwik+maria+grignion.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-2968882146880305568</id><published>2010-03-08T09:02:00.000+01:00</published><updated>2010-03-08T09:08:35.941+01:00</updated><title type='text'>DWA KOŚCIOŁY</title><content type='html'>Budynek sakralny powinien odrywać myśl od spraw ziemskich i kierować ją ku Bogu. Powinien sprzyjać modlitwie – a zarazem sam  być niejako modlitwą: hymnem ku czci Boga i Kościoła. Mając to na uwadze, spójrzmy na dwa wrocławskie kościoły, których budowę dzieli zaledwie 110 lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kościół św. Michała Archanioła na Ołbinie powstał w miejscu dawnego opactwa benedyktyńskiego, zniszczonego w XVI w. przez protestantów. Przez trzysta lat zamiast wielkiego opactwa stał tam nieduży kościół drewniany – w drugiej połowie XIX w. bp Heinrich Förster zaczął zabiegać u protestanckiej rady miasta o zgodę na wybudowanie nowego kościoła. Udało mu się przekonać nieprzychylnych rajców dzięki pewnemu podstępowi – otóż zgodzili się oni na zamianę kościoła drewnianego na „większy, murowany“ – nie przypuszczali jednak, że oznacza to budowę kościoła wielkości wrocławskiej katedry. Bp Förster budowę świątyni zlecił wybitnemu architektowi, Alexisowi Langerowi, który kilka lat wcześniej przeszedł na katolicyzm. Biskup ufał, że głęboko wierzący twórca, przepełniony wdzięcznością dla Boga i Kościoła zaprojektuje naprawdę piękną świątynię. Langer tego zaufania nie zawiódł. Budowa trwała niespełna 10 lat (1862-1871); tak duże tempo prac stało się niestety przyczyną katastrofy budowlanej: w roku 1868 zawaliła się północna wieża kościoła. Rada miasta skwapliwie wykorzystała to potknięcie, nie wydając zgody na jej odbudowę według oryginalnego projektu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kościół św. Wawrzyńca przy ul. Bujwida miał historię pod wieloma względami podobną. Powstał z rozbudowy kaplicy cmentarnej; także w tym wypadku trzeba było uciec się do podstępu, z powodu nieprzychylności władz – tym razem komunistycznych. Architekt Zenon Prętczyński stwierdził, że z oszukiwania urzędników (pod przykrywką „magazynu“ powstała kaplica) rozgrzeszył go ks. Henryk kard. Gulbinowicz. Kościół ten budowany był w latach 1976-1981.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjrzyjmy się teraz, w jak forma tych świątyń mówi o ich przeznaczeniu. W jaki sposób ten sam temat został zrealizowany przez architektów w odstępie stulecia. Pamiętajmy, że architektura wyraża w jakiś sposób ducha epoki, w której powstaje; jest świadectwem nie tylko poczucia estetyki współczesnych sobie, ale również ich wiary, przekonań i wartości. Co więc zmieniło się w ciągu tych 110 lat i czy była to zmiana na lepsze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kościół Św. Michała Archanioła jest pięknym przykładem typowej świątyni katolickiej. Zbudowany na planie krzyża, skierowany prezbiterium ku wschodowi, smukły i strzelisty wyciąga swoje wieże ku niebu. Liczne rzeźby i witraże realizują bogaty program teologiczny. Cała świątynia jest więc wielką manifestacją wiary i przywiązania do Kościoła Świętego. Wszystko zostało wykonane z kunsztem i finezją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kościół Św. Wawrzyńca również jest świątynią katolicką i składa się tych samych elementów: ma wieżę, korpus, prezbiterium, a jego przeznaczeniem jest gromadzenie w sobie kapłana i wiernych dla sprawowania ofiary Eucharystycznej. Ale jak przedstawia się jego forma? Pierwszym znakiem rozpoznawczym dla każdej katolickiej świątyni jest krzyż. Ale czym jest krzyż wieńczący wieżę kościoła Św. Wawrzyńca? Skomplikowaną i powyginaną bryłą, złożoną z przenikających się płaszczyzn – nie ma on w obie prostoty ani powagi charakteryzującej prawdziwy krzyż katolicki. Wieża, smutna i szara, wyrasta z ziemi zwężając się ku górze i budzi skojarzenia z formami organicznymi, nie ma jednak szlachetności, ani majestatu, jakie biją z wieży kościoła Św. Michała. Główne wejście do świątyni ustawione jest pod kątem do osi korpusu, tak że wierni wchodzący do kościoła widzą w pierwszej kolejności żelbetonowy słup, dźwigający oryginalną skądinąd konstrukcję, a nie ołtarz i tabernakulum, którym wszystko powinno być podporządkowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porównajmy oba kościoły patrząc na nie z oddali, kościół Św. Michała jest pomnikiem wiary, nawiązującym do najpiękniejszych tradycji architektury sakralnej, natomiast kościół Św. Wawrzyńca swoją powyginaną sylwetką budzi zdziwienie, niepokój, a może nawet zażenowanie. Natomiast jego prezbiterium, wznoszące się nad cmentarzem, jest przez okolicznych mieszkańców nazywane silosami. Przedstawia ono widok ponury i przytłaczający, zupełnie odwrotnie niż w przypadku fasady kościoła Św. Michała majestatycznie wznoszącej się ku niebu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto w przypadku obu kościołów zwrócić również uwagę na detal. Jest on u Św. Michała starannie dopracowany. Spójrzmy choćby na ażurową konstrukcję wieży i porównajmy ją, do szarej i powyginanej wieży kościoła Św. Wawrzyńca, której jedyny ornament stanowi siatka złożona z powyginanych blaszek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ks. kard. Ruini wyjawił kiedyś opinię Jana Pawła II na temat współczesnej architektury sakralnej. Według relacji kardynała, papież miał stwierdzić, że „nie przepada za architekturą nowych kościołów, często pokracznych budowli z żelbetu, w których człowiek współczesny nie może odnaleźć sacrum“. Kościół św. Wawrzyńca jest smutnym przykładem takiej architektury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawostką jest to, że we Wrocławiu już wcześniej istniał kościół (a właściwie kaplica cmentarna) pod wezwaniem św. Wawrzyńca. Jest to piękny, najstarszy we Wrocławiu, kościół neogotycki. Powstał, według projektu Alexisa Langera, w roku 1858, tj. w roku jego konwersji na katolicyzm. Niestety, po drugiej wojnie światowej najpierw był wykorzystywany jako stajnia, a następnie trafił w ręce heretyków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Filip M. Muszyński, &lt;br /&gt;Piotr T. Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-2968882146880305568?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/2968882146880305568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/dwa-koscioy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2968882146880305568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2968882146880305568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/dwa-koscioy.html' title='DWA KOŚCIOŁY'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-4653905743730259017</id><published>2010-03-08T08:52:00.000+01:00</published><updated>2010-03-08T09:01:11.217+01:00</updated><title type='text'>ŚWIĘTY LUDWIK MARIA GRIGNON DE MONTFORT</title><content type='html'>Wielu jest dzisiaj – oczywiście poza tzw. środowiskami postępowymi – katolików, którzy znają i podziwiają dzieło wielkiego, żarliwego i popularnego misjonarza z XVIII wieku – św. Ludwika Marii Grignion de Montfort.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Urodził się on w miejscowości Montfort-La-Cane (francuska Bretania) w roku 1673. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1700 r. Całe swoje życie – aż do śmierci w 1716 r. – poświęcił działalności misyjnej w miejskich i wiejskich ośrodkach Bretanii, Normandii, Poitou, Wandei, Aunis, Saintonge, Andegawenii, Maine. Mieszkańcy tych miast, w których nauczał, żyli przeważnie z rolnictwa i byli głęboko naznaczeni wiejskim sposobem życia. To dlatego św. Ludwika Marię, mimo że jego kazania były przeznaczone nie tylko dla chłopów, można uważać za apostoła głównie ludności wiejskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W swoich kazaniach, które wtedy można by było określić jako bardzo współczesne i nowoczesne, nie ograniczał się do nauczania doktryny katolickiej słowami odpowiednimi dla każdej epoki i każdego miejsca, lecz również potrafił zwrócić uwagę wiernych, którzy go słuchali, na problemy najistotniejsze. To jego nadzwyczaj nowoczesne podejście do spraw wiary prawdopodobnie zaskoczyłoby niezmiernie obecnych zwolenników „unowocześnienia” (aggiornamento) Kościoła. Nie patrzył on bowiem na błędy swojej epoki jako na zwykłe owoce intelektualnych pomyłek, będących wytworem ludzi działających w dobrej wierze i pozostających poza wszelkim podejrzeniem. Błędy, które przeto mógłby zawsze rozproszyć po prostu łagodny i zręczny dialog. Zdolny do takiego dialogu, przyciągającego wiernych, jednocześnie nie tracił z oczu wielkiego wpływu grzechu pierworodnego i grzechów osobistych, jak również działań księcia ciemności, stojących u źródeł i rozwoju gigantycznej walki rozpętanej przez bezbożność przeciwko Kościołowi i Cywilizacji Chrześcijańskiej. Za jeden z elementów niezbędnych do rozpoznania problemów swojego wieku uważał on słynną triadę: świat-ciało-szatan, obecną w rozważaniach wszystkich teologów i misjonarzy z prawdziwego zdarzenia. I tak oto, zależnie od okoliczności, umiał być spokojny i łagodny jak anioł-posłaniec Boskiego umiłowania, innym razem z kolei niezwyciężony jak anioł-wojownik, wysłany, aby przestrzegać zatwardziałych grzeszników przed wyrokami Bożej Sprawiedliwości. Ten wielki apostoł umiał na przemian prowadzić dialog i polemikę, ale temperament polemisty nie przeszkadzał mu w okazywaniu słodyczy Dobrego Pasterza. Z kolei łagodność duszpasterza nie tłumiła w nim świętego rygoru polemisty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podając ten przykład, jesteśmy daleko od pewnych progresistowskich środowisk, dla których wszyscy nasi bracia odłączeni, heretycy lub schizmatycy, odznaczają się nieodzownie dobrą wolą, zwiedzeni przez zwykłą pomyłkę, przez co polemika z nimi jest zawsze błędem i grzechem przeciwko miłosierdziu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Światowość” i jansenizm zjednoczone&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Społeczeństwo francuskie wieków XVII i XVIII było trawione poważną chorobą. Wszystko przygotowywało je do biernego przyjęcia i zaszczepienia na swoim gruncie zalążków encyklopedyzmu, a następnie pogrążenia się w katastrofie Rewolucji Francuskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedstawiając w tym miejscu ogólny (a więc z konieczności bardzo uproszczony) obraz tej epoki, niezbędny jednak, aby zrozumieć dzieło kaznodziejskie św. Ludwika – można powiedzieć, że u przedstawicieli trzech ówczesnych klas społecznych: duchowieństwa, szlachty i ludu, przeważały dwa typy duchowości: pobłażliwy i rygorystyczny. Ludzie o typie duchowości pobłażliwym skłaniali się ku życiu wypełnionemu przyjemnościami, które prowadziło do rozwiązłości i sceptycyzmu. Rygoryści zaś byli przychylni sztywnemu, formalistycznemu i posępnemu moralizmowi, prowadzącemu do desperacji, a nawet do buntu. To zainteresowanie głównie sprawami tego świata i jansenizm z drugiej – były dwoma biegunami, które wywierały fatalny wpływ nawet na najbardziej pobożnych i wartościowych członków ówczesnego społeczeństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obie błędne skrajności prowadziły do tego samego rezultatu. W rzeczywistości bowiem każde z nich na swój sposób oddalało dusze od świętej równowagi duchowej Kościoła, który głosi nam w godnej podziwu harmonii zarazem łagodność i rygor, sprawiedliwość i miłosierdzie. Z jednej strony naucza on o naturalnej i autentycznej wielkości człowieka, uwznioślonej przez jej wyniesienie do godności ponadziemskiej i włączenie do Mistycznego Ciała Chrystusa, a z drugiej strony – pokazuje nam nędzę, w jaką wtrącił nas grzech pierworodny z całym szeregiem jego zgubnych konsekwencji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tych warunkach zrozumiałym jest fakt, że te dwie skrajne i ze sobą sprzeczne postawy życiowe – „światowość” i jansenizm – zjednoczyły się przeciwko apostołowi, który głosił autentyczną doktrynę katolicką, ponieważ prawdziwym przeciwieństwem braku równowagi nie jest jakiś inny brak równowagi, lecz właściwa równowaga. Tym samym nienawiść, która ożywia zwolenników dwóch przeciwstawnych błędnych idei nie nastawia jednych przeciwko drugim, lecz przeciwko apostołom Prawdy. Zwłaszcza jeśli ta Prawda głoszona jest z dobitną szczerością i kładzie nacisk na wszystko to, co pozostaje w jaskrawej sprzeczności z błędami będącymi właśnie w modzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Surowa powaga i tkliwa łagodność w kazaniach św. Ludwika&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie takie było nauczanie św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Jego kazania, wygłaszane w obecności rzeszy wiernych, głównie ludzi prostych, nierzadko kończyły się szczerymi aktami skruchy, żalu za grzechy i religijnego entuzjazmu. Jego słowa – jasne, logiczne, a zarazem płomienne i głębokie, poruszały dusze osłabione rozwiązłością i zmysłowością, które to grzechy w tamtej epoce rozpowszechniały się począwszy od najwyższych klas dochodząc do innych grup społecznych. Bardzo często się zdarzało, iż pod koniec jego kazań słuchacze gromadzili na placu publicznym stosy frywolnych i zmysłowych przedmiotów oraz bezbożnych książek, a następnie je podpalali. Gdy tylko stos zaczynał płonąć, nasz niezmordowany misjonarz ponownie zabierał głos, wzywając lud do surowości obyczajów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dzieło odnowy moralnej miało znaczenie przede wszystkim nadprzyrodzone i pobożne. Jezus Chrystus ukrzyżowany, Jego Krew, Jego Przenajświętsze Rany, Ból Maryi były punktem wyjścia, a także punktem kulminacyjnym jego kazań. Dlatego też promował w Pontchateau budowę wielkiej Kalwarii, która miała stać się centrum jedności, scalającym cały powołany przezeń ruch duchowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Krzyżu widział nasze święte źródło mądrości najwyższej, mądrości chrześcijańskiej, która uczy człowieka widzieć i kochać w stworzonych rzeczach przejawy i symbole Boga; przedkładać Wiarę nad pyszny rozum, Wiarę i prawy rozum nad zbuntowane zmysły. Moralność zaś nad rozwiązłą wolę, duchowość nad cielesność, a wieczność nad doczesność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednakże ten żarliwy głosiciel chrześcijańskiej surowości w jej najczystszej postaci nie miał w sobie nic z posępnej surowości Savonaroli czy Kalwina. U św. Ludwika była ona złagodzona przez niezwykle wzruszające oddanie Matce Bożej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można powiedzieć, że nikt tak jak on nie poświęcił się z takim zapałem krzewieniu kultu Matki Bożej Miłosiernej. Najświętsza Panna, jako niezbędna pośredniczka – z Boskiego wyboru – pomiędzy Jezusem Chrystusem a ludzkością, była celem jego nieustannego zachwytu, który sprowokował go do wielce oryginalnych i głębokich rozważań. Żaden krytyk nie może odmówić im genialności. Wokół Powszechnego Wstawiennictwa Maryi, które dzisiaj jest prawdą wiary, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort zbudował całą mariologię, która jest największym pomnikiem wszechczasów wzniesionym Dziewiczej Matce Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Takie są główne rysy jego godnej podziwu misji kaznodziei.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieło to zostało zawarte w trzech głównych pracach napisanych przez św. Ludwika:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Miłość Przedwiecznej Mądrości”, „Traktat o prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” i „List do Przyjaciół Krzyża”, niezwykle znaczącej swego rodzaju trylogii złota i ognia, w której jako „arcydzieło pomiędzy arcydziełami” wyróżnia się „Traktat o prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”*.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na podstawie tych dzieł możemy wyrobić sobie pogląd na temat tego, co było prawdziwą substancją kazań św. Ludwika Marii Grignion de Montfort.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Przygotował reakcję przeciwko Rewolucji Francuskiej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Ludwik Maria był wielkim prześladowanym. Ten rys podkreślają wszyscy jego biografowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeciwko jego działaniom rozpętała się prawdziwie wściekła burza, a to za sprawą obozu libertynów, sceptyków rozwścieczonych w obliczu takiej wiary i takiej surowości, a także za sprawą jansenistów, oburzonych wielkim kultem Matki Bożej, z którego emanowała niewyrażalna słodycz. Stąd zamęt i wrogość wobec niego w całej Francji. Nierzadko, tak jak to się stało w 1705 r. w Poitiers, jego wspaniałe „auto-da-fé” przeciwko niemoralności były przerywane przez władze kościelne, które unikały w ten sposób niszczenia przedmiotów prowadzących do zguby. W prawie wszystkich diecezjach Francji zabroniono mu wykonywania posługi kapłańskiej. Po roku 1711 tylko biskupi La Rochelle i Luçon udzielili mu pozwolenia na prowadzenie dalszej działalności misyjnej. Warto też pamiętać o tym, że w 1710 r. król Ludwik XIV nakazał zburzenie Kalwarii w Pontchateau.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wobec tej ogromnej potęgi zła, nasz święty okazał się prorokiem. W ognistych słowach wskazywał pojawienie się zalążków zła, które podkopywało ówczesną Francję i przepowiedział katastrofalny przewrót, który miał być ich następstwem. Wiek, w którym żył św. Ludiwk Maria Grignion de Montfort, jeszcze się nie zakończył, gdy Rewolucja Francuska potwierdziła w złowieszczy sposób jego przepowiednie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zakończenie odnotujmy jeszcze jeden fakt, jednocześnie znamienny i wzbudzający entuzjazm: to właśnie w tych regionach, w których św. Ludwik mógł bez przeszkód głosić swoją doktrynę, z  którą identyfikował się pobożny lud, zbrojnie powstali „szuani” walczący z rewolucyjną bezbożnością. Byli to potomkowie tych samych chłopów, których nauczał wielki św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, ocalonych od zarazy Rewolucji Francuskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Plinio Corrêa de Oliveira&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przedruk za:&lt;br /&gt;„Przymierze z Maryją”, nr 9/2003&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Wszystkie trzy traktaty zostały wydane w jednym tomie przez Wydawnictwo Księży Marianów:&lt;br /&gt;Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, Pisma wybrane, tłum. Aleksandra Frej, Agnieszka Kuryś, Warszawa 2008, www.wydawnictwo.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się w numerze 4. (maj - czerwiec 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-4653905743730259017?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/4653905743730259017/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/swiety-ludwik-maria-grignon-de-montfort.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4653905743730259017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4653905743730259017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/swiety-ludwik-maria-grignon-de-montfort.html' title='ŚWIĘTY LUDWIK MARIA GRIGNON DE MONTFORT'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-8250767985630277602</id><published>2010-03-07T22:52:00.000+01:00</published><updated>2010-03-12T23:03:43.304+01:00</updated><title type='text'>LEON I WIELKI</title><content type='html'>W dziejach Kościoła Świętego, Matki naszej, trzech było papieży, którzy u potomnych zasłużyli sobie na przydomek „Wielki”. Byli to Leon I, Grzegorz I i Mikołaj I. W tym miejscu przedstawiona zostanie sylwetka pierwszego z nich, Leona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była to postać wielkiego formatu. Jest uznawany za jednego z Ojców Kościoła, a od roku 1754 przysługuje mu tytuł Doktora Kościoła. Niektórzy zaliczają go do grona czterech Wielkich Doktorów Kościoła.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q6H7n6B3I/AAAAAAAAACU/8MczhdCT3R0/s1600-h/016LeoI.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 272px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q6H7n6B3I/AAAAAAAAACU/8MczhdCT3R0/s320/016LeoI.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447871344684959602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Urodził się on w Toskanii, był synem Kwityniana, data urodzenia jest jednak nieznana (z całą pewnością urodził się około przełomu IV i V w.), zmarł zaś 10 listopada 461 r. Od samego początku działalności w Kościele wykazywał się wielkimi talentami. Był znakomitym kaznodzieją i wytrawnym dyplomatą. Wielokrotnie powierzano mu odpowiedzialne misje. Został m.in. wysłany przez papieża Celestyna I z poufną misją do św. Augustyna do Afryki Północnej. W 440 roku po śmierci papieża Sykstusa III kolejnym papieżem został wybrany właśnie Leon I, który w tym właśnie czasie był legatem papieskim w Galii. Jego pontyfikat przypadł na trudne tak dla Kościoła jak i cesarstwa czasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szerzyły się wówczas bardzo groźne herezje, które musiał zwalczać. Były to: pelagianizm, manicheizm i pryscylianizm. Najgorszą jednak herezją z którą musiał się zmierzyć był monofizytyzm. Głosił ją Eutyches i zdołał przekonać do swoich błędów wielu ważnych biskupów. Twierdził on, że natura boska w Chrystusie w jakiś sposób zdominowała czy wręcz wchłonęła naturę ludzką. Wraz ze swymi zwolennikami zwołał fałszywy sobór w Efezie, na którym usankcjonował tę przewrotną naukę. Leon I energicznie przystąpił do uleczenia sytuacji w Kościele. Zdrową katolicką naukę wyłożył w bardzo ważnym liście do patriarchy Konstantynopola Flawiana. Doprowadził do zwołania soboru w Chalcedonie i za pośrednictwem swoich wysłanników kontrolował jego przebieg. Sobór ten zdefiniował ortodoksyjną naukę, że w osobie Chrystusa są dwie niezmieszane natury boska i ludzka. Nie była to jednak jedyna błędna tendencja, jakiej wielki papież musiał się przeciwstawić. Musiał on również walczyć o uznanie należnego miejsca biskupa Rzymu. Przede wszystkim sprzeciwił się próbom podporządkowania patriarchów Antiochii, Aleksandrii i Jerozolimy patriarchatowi Konstantynopola. Nauczał on, że rola zwierzchnia przysługuje papieżowi rzymskiemu. Wyrażało się to nie tylko w kwestiach dyscypliny kościelnej, lecz także doktrynalnych, jak choćby w tym, że – jak pisze ks. Skarga - „Kościół Rzymski nigdy się kacerstwem nie pomazał”. Posunięcia Leona Wielkiego uchroniły prymat papieski przed niegodziwymi zakusami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kłopoty natury doktrynalnej nie były jedynymi, jakie musiał ten papież pokonać. W jego czasach odbywała się także tzw. wielka wędrówka ludów, podczas której rozmaite hordy barbarzyńskie zagrażały ludności. Papież dwukrotnie osobistym zaangażowaniem zażegnał niebezpieczeństwo grożące Rzymowi: najpierw w roku 452 przekonał wodza Hunów Attylę do tego, by nie plądrował Wiecznego Miasta, lecz się wycofał, zaś 455 wpłynął na Genzeryka, który dowodził Wandalami, by nie niszczył Rzymu i nie krzywdził jego mieszkańców. Tak też się stało, jednak barbarzyńcy nie mogli całkiem w spokoju miasta zostawić, toteż złamali umowę i je złupili (lecz ograniczyli się tylko do tego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak więc widać, Leon I podczas swego pontyfikatu zasłużył sobie niewątpliwie na uznanie, jakim obdarzyli go potomni. Pokonał herezje, umocnił prymat papiestwa, pertraktował z barbarzyńcami chroniąc Rzym od zniszczenia. Do naszych czasów zachowało się kilkaset listów i mów tego wielkiego papieża, które świadczą o jego niezwykłej wiedzy teologicznej, zdolnościach pisarskich a także o przykładnej pobożności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Włodzimierz Jan Ziółkowski&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 4. (maj - czerwiec 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-8250767985630277602?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/8250767985630277602/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/leon-i-wielkileon-i-wielki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8250767985630277602'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8250767985630277602'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/leon-i-wielkileon-i-wielki.html' title='LEON I WIELKI'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q6H7n6B3I/AAAAAAAAACU/8MczhdCT3R0/s72-c/016LeoI.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-8997369059351261489</id><published>2010-03-07T22:46:00.000+01:00</published><updated>2010-03-07T22:51:41.519+01:00</updated><title type='text'>Od redakcji</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Szanowny Czytelniku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Zachęcamy serdecznie do zapoznania się z czwartym numerem „Kontrrewolucji”. Jest on o cztery strony obszerniejszy, poprawiliśmy się także pod względem edytorskim. Dziękujemy wszystkim, którzy w rozmaity sposób pomagają nam. Dzięki życzliwości tych, którzy nasze pismo rozpowszechniają, bywamy zaskakiwani tym, jak wiele osób już się z nim zetknęło. Fakt, że udaje się nam nie tylko trwać, ale nawet rozwijać się, wskazuje, że nie myliliśmy się, licząc na wsparcie modlitewne – Bóg zapłać! Będziemy wdzięczni również za inny rodzaj pomocy – mając nadzieję na utrzymanie nowej objętości pisma, liczymy na poszerzenie grona naszych autorów. Zachęcamy do współpracy na tym polu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki czterem dodatkowym stronom, wprowadzamy do naszego pisma nową stałą (taką mamy nadzieję) rubrykę – w której komentować będziemy elementy sztuki, urbanistyki czy architektury, głównie wrocławskiej. Wzorujemy się tutaj na redagowanej przez Plinia Correa de Oliveira kolumnie Środowiska, Zwyczaje, Cywilizacje brazylijskiego miesięcznika „Catolicismo”; stąd też jego słowami pragniemy zamysł ten wytłumaczyć. Autor Rewolucji i Kontrrewolucji pisał: „Biorąc pod uwagę fakt, iż Bóg ustanowił tajemnicze i godne podziwu relacje pomiędzy z jednej strony pewnymi kształtami, kolorami, dźwiękami i woniami a pewnymi stanami duszy z drugiej, jest oczywiste, że poprzez sztukę można głęboko wpływać na mentalność i nakłaniać jednostki, rodziny i narody do ukształtowania głęboko rewolucyjnego stanu ducha”. To dlatego Doktor Plinio porównywał w „Catolicismo” różne okresy historyczne przez pryzmat ich wytworów. „Ludzie tworzyli środowiska na swój wzór i podobieństwo, środowiska odbijające ich zwyczaje i cywilizacje. Ale w ogromnej mierze prawdziwa jest również sytuacja odwrotna: środowiska tworzyły – na własny wzór i podobieństwo – ludzi, zwyczaje i cywilizacje” – pisał. Naszą nową rubrykę inaugurujemy porównaniem dwóch wrocławskich kościołów – będących wytworami podobnych okoliczności – lecz dwóch całkowicie różnych epok…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo uwagi poświęcamy w tym numerze postaci i dziełu św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Jest to postać dla Kontrrewolucji szczególnie ważna – to on przygotował grunt pod heroiczne kontrrewolucyjne powstania wandejskie. To on, co znacznie ważniejsze, napisał dzieło, które – ze względu na ogromną siłę rażenia – nazwane zostało bombą atomową katolicyzmu. „Bombą powstałą nie po to, by zabijać, lecz by prowadzić do zmartwychwstania”, jak pisał latem 1945 roku prof. Correa de Oliveira.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzedni numer „Kontrrewolucji” otwieraliśmy artykułem poświęconym Ojcu Świętemu i stosunkowi katolika do głowy Kościoła Świętego. Ze smutkiem pisaliśmy o napaściach na Wikariusza Chrystusowego i, z tym głębszym smutkiem, o udziale w tych napaściach rzekomych katolików. Od tamtego czasu fala ataków na Benedykta XVI bynajmniej nie osłabła. O sprawie ks. bp. Williamsona mało kto jeszcze pamięta – mniej lub bardziej świadomi słudzy Szatana napadli na Ojca Świętego po Jego, całkowicie zgodnej z prawdą, wypowiedzi nt. prezerwatyw. Widać wyraźnie, że świat dzisiejszy nie może ścierpieć mocnego głosu sprzeciwu wobec jego zepsucia – a Ojciec Święty jest takim głosem. I znów, niestety, w szeregach tych, którzy wręcz okrzyknęli Papieża „mordercą”, nie zabrakło „katolików”. Tym bardziej powinniśmy stać przy Ojcu Świętym, modlić się za Niego i wspierać we wszelki możliwy sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kolejny numer „Kontrrewolucji” ukaże się we wrześniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SPROSTOWANIA&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przepraszamy za dwa błędy zawarte w poprzednich numerach: w numerze trzecim omyłkowo podaliśmy złą datę ogłoszenia przez papieża Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Wydarzenie to miało miejsce 8 grudnia roku 1854, a nie 1850. Z kolei w numerze pierwszym cytowaliśmy „św. Tomasza á Kempis”. W rzeczywistości Tomasz á Kempis nie został wyniesiony na ołtarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Redakcja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 4. (maj - czerwiec 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-8997369059351261489?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/8997369059351261489/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/od-redakcji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8997369059351261489'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8997369059351261489'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/od-redakcji.html' title='Od redakcji'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-3398608126534490464</id><published>2010-03-07T21:59:00.001+01:00</published><updated>2010-03-07T22:10:15.436+01:00</updated><title type='text'>Wstępniak numeru czwartego</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Laudetur Iesus Christus!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas gdy w Indiach i wielu innych państwach trwają krwawe prześladowania chrześcijan (można było niedawno przeczytać, że rocznie sto siedemdziesiąt tysięcy ludzi ginie za Chrystusa), Europa – a z nią razem także Polska – pogrążyła się w niezdrowym marazmie. Kościół cieszy się tak zwaną wolnością, tolerancją, nikogo się za wiarę nie zabija. Któryś z kardynałów afrykańskich bardzo mądrze powiedział, że jest to sytuacja dla samych Europejczyków niebezpieczna – zapominają bowiem o tym, że bycie chrześcijaninem to dźwiganie krzyża Chrystusowego. W Europie – nie należy się łudzić – trwa równie nieprzejednana walka z Kościołem Świętym, jak w innych zakątkach świata. Niestety jednak, jest ona przez bezbożników prowadzona z dużo większą przebiegłością. Ilekroć chrześcijanie byli mordowani, ich krew użyźniała glebę Kościoła. Świadectwo męczenników zazwyczaj cuciło katolików „letnich”. Oczywiście – byli apostaci. Nie brakowało jednak także bohaterów – a siłą rzeczy wzniosłość męczenników pozostawiała większe wrażenie niż nikczemność judaszów. Nie brak w dziejach przypadków, kiedy to kat pod wpływem odwagi męczennika przyjmował wiarę chrześcijańską. Dobrym przykładem jest chrzest św. Romana – żołnierza rzymskiego, którego poruszył heroizm, z jakim św. Wawrzyniec znosił prześladowania. Przyjąwszy chrzest, zdążył św. Roman ponieść śmierć męczeńską jeszcze przed swoim nauczycielem. Zapewne zdarza się dzisiaj podobnie w Indiach czy Afryce. U nas krwi chrześcijan się nie przelewa – za to rozmywa się naukę świętego Kościoła, demoralizuje młodzież, naucza o rzekomej równości wszystkich religii, poucza się Wikariusza Chrystusowego. Prześladowania polegają na lansowaniu „autorytetów” pokroju z jednej strony wojujących ateistów, a z drugiej – egzotycznych pogan (jak goszczący przed półroczem w Polsce dalajlama), na ośmieszaniu wierzących i oczernianiu kapłanów. Słusznie zwracał uwagę już Chateaubriand, że tego rodzaju walka z Kościołem jest dlań szczególnie niebezpieczna: „za panowania cesarza Juliana Kościół był narażony na prześladowania najgroźniejszego rodzaju. Przeciw chrześcijanom nie używano przemocy, lecz okazywano im wzgardę”. Podobnie jak dzisiaj, działo się w czasach Woltera, posiadającego „zgubny dla kapryśnego i żądnego pochlebstw ludu dar czynienia z niedowiarstwa mody”. Warto pamiętać, że skutkiem tamtej mody i tak stały się w końcu krwawe prześladowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno oczekiwać, żeby w chwili, w której odważne wyznanie wiary zaowocować może śmiercią, odwagę tę okazywali ci, którym brak jej w obecnych okolicznościach. Jeżeli ktoś nie umie znieść dla Pana naszego Jezusa Chrystusa błahej kpiny – czy kiedy przyjdzie taka potrzeba, zniesie kamienowanie? Św. Josemaria Escriva pisał: „Powiadasz mi: gdy nadarzy się okazja dokonania czegoś wielkiego… wtedy! – Wtedy? Usiłujesz na serio wmówić mnie i sobie samemu, że potrafisz zwyciężyć na nadprzyrodzonej Olimpiadzie bez codziennego przygotowania, bez treningu?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego właśnie w naszej sytuacji winniśmy być odważni w wyznawaniu i bronieniu świętej wiary. Od drobiazgów poczynając. Wszak „kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie“ („qui fidelis est in minimo et in maiori fidelis est et qui in modico iniquus est et in maiori iniquus est“ – Łk 16,10).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 4. (maj - czerwiec 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-3398608126534490464?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/3398608126534490464/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/wstepniak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/3398608126534490464'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/3398608126534490464'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/03/wstepniak.html' title='Wstępniak numeru czwartego'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-944137932381055616</id><published>2010-01-12T16:24:00.000+01:00</published><updated>2010-03-12T23:05:30.621+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cnota'/><title type='text'>ROZTROPNOŚĆ</title><content type='html'>Konieczny u każdego katolika zapał do zdobywania dusz dla Chrystusa łączyć się musi z pracą nad samym sobą. Cóż z tego, że chcemy otworzyć serca na Łaskę Bożą, skoro nie staramy się jej potem utrzymać? Skoro często nawet o nią nie prosimy, uważając, że się nam po prostu należy, gdyż nie robimy nic złego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aby nie popełniać tych błędów i wykorzystywać w życiu każdą chwilę do służby Bogu, codziennie winniśmy pracować nad własną formacją. To natomiast wiąże się ze zdobywaniem i pielęgnowaniem w sobie cnót chrześcijańskich. Jak poucza Katechizm Kościoła Katolickiego: „Cztery cnoty odgrywają kluczową rolę i dlatego nazywa się je cnotami kardynalnymi; wszystkie inne grupują się wokół nich. Są nimi: roztropność, sprawiedliwość, męstwo i umiarkowanie“ (KKK 1805).&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q6kGESLKI/AAAAAAAAACc/CLCdVl0xvnw/s1600-h/roztropnosc.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 262px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q6kGESLKI/AAAAAAAAACc/CLCdVl0xvnw/s320/roztropnosc.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447871828524674210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niniejsze rozważanie poświęcimy więc roztropności. Każdy z nas powinien sobie zadać pytanie, czy wie, czym jest roztropność, czy dba o tę cnotę oraz czy stara się nią kierować w swoim życiu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katechizm w kolejnym punkcie tak ją określa: „Roztropność jest cnotą, która uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia. „Człowiek rozumny na kroki swe zważa" (Prz 14, 15). „Bądźcie [...] roztropni i trzeźwi, abyście się mogli modlić" (1 P 4, 7). Roztropność jest prawą zasadą działania, jak za Arystotelesem pisze św. Tomasz (Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, 47, 2). Nie należy jej mylić ani z nieśmiałością czy strachem, ani z dwulicowością czy udawaniem. Jest nazywana auriga virtutum: kieruje ona innymi cnotami, wskazując im zasadę i miarę. Roztropność kieruje bezpośrednio sądem sumienia. Człowiek roztropny decyduje o swoim postępowaniu i porządkuje je, kierując się tym sądem. Dzięki tej cnocie bezbłędnie stosujemy zasady moralne do poszczególnych przypadków i przezwyciężamy wątpliwości odnośnie do dobra, które należy czynić, i zła, którego należy unikać“ (KKK 1806).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest więc roztropność odpowiedzialna za koordynację innych cnót, jest taką cechą umysłu, która pozwala trafnie ocenić sytuację i podjąć mądrą decyzję. Jako że dotyczy umysłu, łączy się z wiedzą i inteligencją, ale bezpośrednio z nich nie wynika. Są to cechy bardzo pomocne w roztropnym postępowaniu, a jednak niektórych ludzi wbijają w pychę, ta natomiast jest z roztropnością nie do pogodzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Roztopność jest nam przydatna w każdej sytuacji życiowej i pomaga poznać, co powinniśmy czynić. Aby kierować się nią, powinniśmy jednak nie tylko przemyśleć i przeanalizować każdą sytuację, w której się znajdujemy, ale przede wszystkim rozpatrzyć ją w duchu modlitwy, a do tego konieczna jest pokora i świadomość własnej nędzy wobec Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewangelia, w przypowieści o pannach roztropnych i nierozsądnych (Mt 25, 1-13) doskonale ilustruje ostateczny cel roztropności, jakim jest gotowość na ponowne przyjście Chrystusa: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny“.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli za jej pomocą mamy rozeznać sytuację, w jakiej się znajdujemy, to w pierwszym rzędzie powinniśmy pojąć, jaka jest nasza rola na tym świecie: naszym głównym celem jest zbawienie. Każdego z nas czeka śmierć i wszystko, co czynimy na ziemi, ma sens tylko wtedy, gdy zbliża nas do Boga. Pamiętając o tym, powinniśmy przede wszystkim regularnie korzystać z Sakramentów Świętych i modlić się; ale w dalszej kolejności możemy uświęcać się także przez naszą pracę i w ogóle przez wszystko, czym się zajmujemy, o ile tylko czynimy to ad maiorem Dei gloriam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taka więc jest istota roztropności: wierność Bogu i posłuszeństwo względem Kościoła Świętego, który został ustanowiony przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, aby prowadzić do zbawienia wszystkich ludzi na całej ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Filip Maria Muszyński&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 3. (marzec - kwiecień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-944137932381055616?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/944137932381055616/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/roztropnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/944137932381055616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/944137932381055616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/roztropnosc.html' title='ROZTROPNOŚĆ'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S5q6kGESLKI/AAAAAAAAACc/CLCdVl0xvnw/s72-c/roztropnosc.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-1931681482361876677</id><published>2010-01-12T16:17:00.000+01:00</published><updated>2010-01-12T16:23:49.511+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nabożeństwa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sakramentalia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='papież'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cudowny Medalik'/><title type='text'>CUDOWNY MEDALIK</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Maryja dała Cudowny Medalik, więc to nasza kulka, by trafić w serca"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;św. Maksymilian Maria Kolbe&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg na swoje narzędzia wybiera częstokroć stworzenia najbardziej niepozorne. Dzięki prostej nowicjuszce ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia – św. Katarzynie  Labouré, Najświętsza Maryja Panna zesłała światu  lekarstwo na jego bolączki – najpopularniejszy medalik świata, do tego stopnia wsławiony łaskami, że zyskał sobie miano Cudownego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wigilię św. Wincentego, 18 lipca 1830 roku, w Paryżu, przy Rue du Bac, Maryja objawiła się siostrze Katarzynie zapowiadając wiele nieszczęść jakie dotknąć miały niebawem Francję, ciągle żywo pamiętającą okrucieństwa, jakie przyniosła ze sobą „Wielka Rewolucja Francuska“. Ostatecznie upaść miała monarchia. Niestety niedługo trzeba było czekać na wypełnienie się przepowiedni. Wkrótce wybucha rewolucja lipcowa, król Karol X udaje się na emigrację, pogrzebane zostają wszelkie nadzieje na powrót &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ancien régime'u&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niepokalana ponownie objawia się Katarzynie cztery miesiące później – 27 listopada. Oto jak relacjonuje to wydarzenie sama Święta: „Była sobota przed pierwszą niedzielą Adwentu, godzina 17.30. W czasie modlitwy po przeczytaniu tekstu rozmyślania wydało mi się, że słyszę szmer od strony chóru. Spojrzawszy w tym kierunku zauważyłam Najświętszą Pannę. Stała w jedwabnej sukni w kolorze jutrzenki. Stopy jej spoczywały na kuli, której widziałam zaledwie połowę, w rękach wzniesionych na wysokości piersi trzymała lekko kulę, oczy wzniesione ku niebu. Jej postać była niezwykle piękna, nie umiałabym jej opisać“.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwagę świętej Katarzyny zwróciły zwłaszcza promienie, jakie wychodziły z dłoni Maryi Panny: „Nie potrafię wyrazić tego, czego doświadczyłam i co widziałam: piękna i niezwykłego blasku promieni. Matka Boża wyjaśniła zaś: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Te promienie to symbole łask, jakie udzielam osobom, które mnie o nie proszą. Dziecko moje, lubię udzielać łask.&lt;/span&gt; Następnie wokół Najświętszej Panny utworzył się jakby owalny obraz, gdzie widniały słowa, wypisane złotymi literami: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej Siostra Katarzyna pisze: „W jednej chwili wydało mi się, że obraz się odwrócił. Zobaczyłam drugą stronę Medalika: litera M z krzyżem powyżej, niżej dwa serca, jedno otoczone koroną, a drugie przebite mieczem“. Matka Boska sama zaprojektowała wzór medalika, o którego wybicie św. Katarzyna miała się postarać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maryja objawi się siostrze Katarzynie raz jeszcze, w grudniu 1830 roku, aby przynaglić do wypełnienia jej próśb. Najświętsza Panienka zapowiedziała, że naszej Szarytce przyjdzie wiele wycierpieć z powodu misji, jaką wybrał dla niej Bóg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze problemy pojawiły się bardzo wcześnie. Gdy św. Katarzyna powiadomiła o swoich objawieniach spowiednika, księdza Aladela, ten z niedowierzaniem przyjął jej relację.  Przypuszczał, że nowicjuszka może mieć jedynie przewidzenia. Zmienił jednak zdanie, kiedy  nieoczekiwanie wybuchła zapowiedziana przez Najświętszą Maryję Pannę rewolucja. Ksiądz Aladel zaczął się wahać. Polecił siostrze sumiennie spełniać swoje obowiązki i nie wracać myślami do objawień. Siostra zaś przynaglała swojego kierownika duchowego do działań, mówiąc, ża Matka Boża jest niepocieszona zwlekaniem. Ostatecznie ks. Aladel postanowił powiadomić o wszystkim arcybiskupa Paryża, Hiacynta Ludwika de Quelen. Arcypasterz okazał swoją przychylność, widział bowiem w Medaliku sposobność do ożywienia pobożności maryjnej. W czerwcu 1832 roku wybito pierwsze medaliki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Medalik „zaprojektowany” przez samą Matkę Bożą rozpowszechnił się  w nieprawdopodobnie – wręcz cudownie – krótkim czasie. Matka Boża obiecała, iż wszystkie osoby, które będą nosić Cudowny Medalik na szyi, „otrzymają wiele łask. Łaski będą obfite dla tych, którzy będą go nosić z ufnością“. Dokonywały się za jego pośrednictwem niezliczone nawrócenia (m.in. głośne nawrócenie zagorzałego wroga Kościoła, późniejszego jezuity, Alfonsa Ratisbonne) i uzdrowienia; ludzie doznawali szczególnej opieki Matki Bożej. Wobec tych nadzwyczajnych faktów, arcybiskup  de Quelen, wydał oficjalne zarządzenie przeprowadzenia badań dotyczących pochodze-*nia Medalika oraz zjawisk, jakie się za jego przyczyną dokonywały. Oto końcowy wniosek z przeprowadzonego dochodzenia:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nadzwyczajna szybkość z jaką ten medalik się rozpowszechnił, ogromna liczba wybitych i rozprowadzonych medalików, zadziwiające dobrodziejstwa i specjalne łaski, jakie wierni otrzymali dzięki pokładanej w nim ufności, wydają się być znakami, poprzez które Niebo chciało potwierdzić rzeczywistość objawień, prawdziwość zeznań św. Katarzyny Labouré oraz potrzebę rozpowszechnienia medalika“.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Olbrzymim nabożeństwem darzył Cudowny Medalik św. Maksymilian Maria Kolbe. W styczniu 1917 r., podczas zakonnego seminarium Ojców Franciszkanów w Rzymie, młody Maksymilian Kolbe usłyszał historię o Cudownym Medaliku, który przyczynił się do nawrócenia wspomnianego już Alfonsa Ratisbonne. Relacja ta zainspirowała go do uznania szczególnej łaski, którą Bóg dał Maryi Najświętszej w pracy prowadzącej ludzi do nawrócenia i do wzrostu świętości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten święty męczennik miłości, który oddał swoje życie za współwięźnia w obozie koncentracyjnym Auschwitz, pisał na łamach „Rycerza Niepokalanej”, czasopisma założonej przez siebie Milicji Niepokalanej: „Medalik Niepokalanej niech będzie bronią, a raczej kulką, którą każdy rycerz Niepokalanej się posługuje. Choćby kto był najgorszy, jeśli tylko zgodził się nosić na sobie. Cudowny Medalik - dać mu go i modlić się za niego, a przy sposobności, dobrym słowem i przykładem, starać się powoli przywieść go do ukochania Niepokalanej całym sercem i uciekania się do Niej we wszystkich trudnościach i pokusach. Kto się szczerze do Niepokalanej zacznie modlić, ten niebawem, a zwłaszcza w Jej święto, da się namówić do spowiedzi. Dużo jest zła na świecie, ale pamiętajmy, że Niepokalana potężniejsza“. To także w oparciu o modlitwę z Cudownego Medalika stworzył własną, którą polecał odmawiać Rycerzom Niepokalanej: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do ciebie uciekamy i za tymi, którzy się do ciebie nie uciekają a zwłaszcza za masonami i poleconymi tobie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cudowny Medalik, obok Różańca i Szkaplerza karmelitańskiego stał się jednym z trzech uprzywilejowanych w Kościele sakramentaliów. Jego żarliwymi czcicielami byli papież Grzegorz XVI, który umieścił go u stóp swojego krzyża papieskiego, papież Leon XIII, czy Pius XI, który udzielił noszącym go na szyi 300 dni odpustu za każdorazowe odmówienie modlitwy wypisanej na nim. Zaś za przyczyną abpa de Quelen do Litanii Loretańskiej dodano wezwanie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta, módl się za nami.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Najważniejszym wydaje się być jednak fakt, że Cudowny Medalik, stał się podstawą do ogłoszenia przez papieża Piusa IX, 8-go grudnia 1850 roku, dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, który dla rzesz katolików funkcjonował, naturalnie, w świadomości już od wieków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;oprac. JJW&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 3. (marzec - kwiecień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-1931681482361876677?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/1931681482361876677/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/cudowny-medalik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/1931681482361876677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/1931681482361876677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/cudowny-medalik.html' title='CUDOWNY MEDALIK'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-377518924585818212</id><published>2010-01-12T13:40:00.000+01:00</published><updated>2010-01-12T13:42:25.783+01:00</updated><title type='text'>TOLKIEN: ANGLIK KATOLIK</title><content type='html'>John Ronald Reuel Tolkien urodził się 3 stycznia 1892 r. w  Bloemenfontein w Oranii (Południowa Afryka) w angielskiej rodzinie, zmarł 2 września 1973 r. w Bournemouth w Anglii. Gdy miał cztery lata zmarł jego ojciec, zaś osiem lat później zmarła jego matka. Po śmierci matki wraz z bratem Hilarym wychowywany był przez o. Francisa Morgana. W roku 1911 rozpoczął studia w Oxfordzie (początkowo studiował języki klasyczne, szybko to jednak zmienił na języki północno-zachodniej Europy – tak współczesne jak i martwe). W 1916 ożenił się ze swoją pierwszą i jedyną miłością – Edith Bratt. Również w 1916, rok po ukończeniu studiów, udał się na front (wziął udział m.in. w bitwie pod Sommą), jednak dość szybko wrócił, gdyż zaraził się tyfusem plamistym. Odtąd jego życie (z pewnymi perturbacjami) było życiem akademika. W roku 1925 został zatrudniony na Uniwersytecie Oxfordzie i z tą uczelnią był związany aż do końca pracy zawodowej. Miał czwórkę dzieci: Johna, Michaela, Christophera i Priscillę. Wraz ze zmarłą dwa lata wcześniej niż on żoną spoczywają w Oxfordzie na cmentarzu Wolvercote. Sławę zawdzięcza nie swojej pracy naukowej, lecz przede wszystkim wydanemu w 1937 Hobbitowi i Władcy Pierścieni wydanemu w 1954.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten krótki rys biograficzny na potrzeby tego artykułu musi wystarczyć. Czytelnik z pewnością wie już dość dużo o Tolkienie, a gdyby chciał wiedzieć więcej, może sięgnąć do jednej z licznych biografii tego pisarza. Pragniemy się tu przyjrzeć katolickim i kontrrewolucyjnym (reakcyjnym) wątkom w życiu i twórczości autora Hobbita, które są chyba rzadziej eksponowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że J.R.R. Tolkien był rzymskim katolikiem. W roku 1900 jego matka, Mabel, przeszła na katolicyzm i w tej wierze wychowywała swoich dwóch synów. Decyzja ta była trudna do zaakceptowania dla dziadków Tolkiena, zarówno dla państwa Tolkienów jak i Suffieldów – rodziców jego matki, w związku czym sytuacja majątkowa tej rodziny przedstawiała się dość źle. Mimo to także po śmierci matki Tolkien pozostał wierny Kościołowi. Jego wiara była silna i grała dużą rolę w jego życiu. Przejawiało się to choćby w tym, że chcąc ożenić się z Edith Bratt wymógł na niej zmianę wyznania (wcześniej była anglikanką) na długo przed ślubem – zamiast tuż przed nim, jak chciała ona. Swoje dzieci wychowywali po katolicku, pierwszy z ich synów – John – został księdzem. Prócz tego Tolkien przez całe życie uczestniczył w życiu Kościoła. Bywały okresy, w których codziennie uczestniczył we mszy św. i przystępował do komunii; niejednokrotnie też służył do mszy. Jego troska o dusze dzieci przejawiała się nie tylko podczas ich dzieciństwa. Także gdy już dorosły, zwracał ich uwagę na sprawy wiary, czego świadectwem są jego listy, zwłaszcza do najmłodszego syna – Christophera. Warto również zauważyć, że autor Hobbita był bardzo przywiązany do tradycyjnego obrazu i tradycyjnych praktyk Kościoła. Toteż obserwując decyzje podejmowane na Soborze Watykańskim II był bardzo zaniepokojony i dawał swemu zaniepokojeniu wyraz m.in. w listach. Mimo tego niepokoju pozostał do końca wierny Kościołowi rzymskiemu i nie przystąpił do żadnego ze schizmatyckich ruchów, które powstały po Vaticanum II. Do końca życia także dawał wyraz swej postawie poprzez odmawianie różańca wyłącznie po łacinie, podobno także odpowiedzi wiernych w Novus Ordo wygłaszał po łacinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugim niezwykle istotnym elementem jego światopoglądu było to, że był reakcjonistą. W jednym ze swych listów do Christophera nazywa siebie i jego reakcjonistami i zastanawia się, czy w nadchodzących czasach dla takich ludzi będzie jeszcze miejsce. Reakcyjność Tolkiena polegała oczywiście nade wszystko na jego przywiązaniu do Kościoła i tradycji (szeroko pojętej). Nigdy nie krył swego niezadowolenia z nowoczesnych projektów politycznych takich jak Imperium Brytyjskie. Zawsze czuł się Anglikiem, a nigdy obywatelem brytyjskim, o czym wspomniał przyjmując Order Imperium Brytyjskiego. Nigdy też nie korzystał ze związanego z tym odznaczeniem tytułu szlacheckiego. Mimo tej niechęci był monarchistą a także wyrażał swe głębokie przywiązanie do brytyjskiej monarchii i osoby królowej (co w kontekście legitymizmu katolickiego stawia Tolkiena w nie najlepszym świetle, bo dobrze wiadomo, że od 1707 roku władcy zasiadający na tronie w Londynie zasiadają na nim nielegalnie, czyli mówiąc wprost – są uzurpatorami). Dość dużo o reakcyjności Tolkiena mówi też jego sympatia do generała Franco. Pisarz dobrze wiedział, że dla Kościoła i cywilizacji zachodniej nastały trudne czasy, zdawał sobie też sprawę, że za jego czasów jednym z najważniejszych pól bitwy między starym porządkiem a nowym nieporządkiem (chaosem) jest właśnie Hiszpania, a wodzem sił dobra może w tej bitwie być generał Franco. Tym intuicjom dawał wyraz w swoich listach, przy okazji utyskując na propagandę, jaką uprawiały angielskie gazety, przedstawiając Generała i całą wojnę w Hiszpanii tendencyjnie, z lewicowych pozycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katolickie i reakcyjne wątki są widoczne także jego twórczości. Sam Tolkien przyznawał, że Władca Pierścieni jest powieścią z gruntu katolicką, w taki sposób właśnie pisaną. Szczególnie widoczne jest to w postaci Galadrieli, która wiele swych rysów zawdzięcza osobie Matki Boskiej. Również kwestia religii w dziełach Anglika została podporządkowana nauczaniu Kościoła. W świecie Tolkiena (który de facto jest naszym światem) jest tylko jeden Bóg, który stworzył Valarów i Majarów, którzy są odpowiednikami archaniołów i aniołów (kwestia nazewnictwa jest drugorzędna). Mamy tu także bunt części Majarów pod wodzą Melkora i stworzenie świata przez Jedynego. W świecie stworzonym istnieją istoty rozumne, elfowie i ludzie, które wiedzą o Bogu, ale go nie czczą (z wyjątkiem królów Numenoru i Gondoru). Byłoby to niemożliwe, gdyż żyją one jeszcze przed Abrahamem, Mojżeszem i przed Panem naszym Jezusem Chrystusem – w każdym razie tak to z grubsza przedstawiał sam Tolkien.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawym aspektem jego twórczości są także elementy monarchistyczne. Są one doskonale widoczne we Władcy Pierścieni. Jeden z głównych bohaterów, Aragorn, jest potomkiem i następcą królów, prawowitym pretendentem do tronu Gondoru, pretendentem, gdyż przez tysiąc lat jego przodkowie tułali się po pustkowiach walcząc z siłami zła i wyczekując momentu, w którym będą mogli upomnieć się o swoje prawa. Pod tym względem jest niezwykle podobny do Ludwika XX Burbona, legitymistycznego pretendenta do tronu Francji, z tą jednak różnicą, że przodkowie tego ostatniego tronu zostali pozbawieni nieco ponad dwieście lat temu. Również majestatyczna scena koronacji i królewskich zaślubin pod koniec powieści jest do cna monarchistyczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak widać, Tolkien był wzorowym katolikiem, a w dodatku reakcjonistą. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że większą część życia spędził w kraju  kojarzonym od czasów Henryka VIII Tudora z protestantyzmem. Należał także do narodu, który w większej części należy do którejś wspólnoty protestanckiej. Jednakże do tego samego narodu należeli i w tym samym kraju mieszkali św. Tomasz Morus, św. Jan Fisher i inni święci męczennicy umęczeni na polecenie wspomnianego Henryka VIII i innych protestanckich władców Anglii. Jak widać, posiew krwi męczeńskiej nigdy nie pozostaje bezowocny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Włodzimierz Jan Ziółkowski&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 3. (marzec - kwiecień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-377518924585818212?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/377518924585818212/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/tolkien-anglik-katolik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/377518924585818212'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/377518924585818212'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/tolkien-anglik-katolik.html' title='TOLKIEN: ANGLIK KATOLIK'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-5306757273881764475</id><published>2010-01-12T13:36:00.000+01:00</published><updated>2010-01-12T13:38:39.984+01:00</updated><title type='text'>POENITENTIAM AGITE!</title><content type='html'>Pokuta jest mozolnym odrywaniem się od zła i zwracaniem ku Bogu. Zaczyna się od uznania własnej winy i odkrycia Bożego miłosierdzia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteśmy grzesznikami na mocy samego urodzenia (Ps 51, 7), bo od kiedy z winy Adama grzech wszedł na świat, wszyscy ponosimy jego konsekwencje. Jakkolwiek chrzest powoduje, że na nowo odzyskujemy godność dzieci Bożych, to jednak skutki grzechu pozostają. Nasza ludzka natura jest zraniona. Łatwo nam jest ponownie popaść w grzech, który zawsze zrywa więź z Bogiem. Aby ją przywrócić koniecznie jest „nawrócenie” oraz pokuta – i tak praktycznie przez całe życie, bo niestety wciąż upadamy. „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” pisze św. Jan (1 J 1,8). Wielki Post przypomina nam, jak bardzo pokuty potrzebujemy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgodnie z nauką św. Tomasza z Akwinu na pokutę możemy patrzeć dwojako: jako na sakrament i jako na cnotę. Skupmy się na pokucie jako na cnocie (virtus). Akt cnoty, jakim jest pokuta, stosuje się do wymagań Nowego Prawa. Zadaniem pokuty jest wzbudzenie nienawiści do grzechów przeszłych oraz postanowienie poprawy swojego życia. Taki jest cel pokuty – ponieważ zaś uczynki moralne określamy według celu, przeto należy rozróżnić różne rodzaje pokuty, zależnie od różnych rodzajów poprawy, jaką mamy na względzie. Otóż można wyróżnić trzy rodzaje poprawy swego życia: pierwszy – odrodzenie się do nowego życia przez chrzest i to jest właśnie przedmiotem pokuty przez chrzest, drugi – poprawę swego życia przeszłego, już zepsutego i to jest celem pokuty za grzechy śmiertelne popełnione po chrzcie, trzeci – udoskonalenie swego działania i życia przez pokutę za grzechy powszednie, które są odpuszczone dzięki aktowi żarliwej miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba pokutować i wydać permanentną walkę złu w naszym życiu. Bo grzech nieustannie czai się u naszych stóp, a my mamy nad nim panować. Pamiętajmy, że nie tylko bezpośrednie złe uczynki uczynione rozmyślnie są grzechem, ale także zaniechanie dobra, zgodnie ze słowami Apostoła Jakuba: „Kto zaś umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy” (Jk 4,17)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;x. G.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 3. (marzec - kwiecień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-5306757273881764475?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/5306757273881764475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/poenitentiam-agite.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5306757273881764475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5306757273881764475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/poenitentiam-agite.html' title='POENITENTIAM AGITE!'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-6135942072988773076</id><published>2010-01-12T13:07:00.000+01:00</published><updated>2010-01-12T13:35:45.621+01:00</updated><title type='text'>KATOLICKI HISTORYK</title><content type='html'>Warren Hasty Carroll to doktor nowojorskiego Uniwersytetu Columbia i fundator katolickiej uczelni Christendom College w Front Royal (stan Virginia). Do roku 1985 kierował tą uczelnią, a później – do 2002 – jej wydziałem historycznym. Od przeszło trzydziestu lat pracuje nad sześciotomową Historią chrześcijaństwa (pięć tomów już zostało opublikowanych; prawdopodobnie niebawem Historia zacznie się ukazywać także w Polsce); w swoim dorobku ma też kilka książek dotyczących szczególnie ważnych dla Kościoła i świata fragmentów historii. Niektóre z nich, za sprawą wydawnictwa Wektory, doczekały się już publikacji w Polsce. Są to: Gilotyna i Krzyż, 1917: czerwone sztandary, biała opończa oraz Ostatnia krucjata: Hiszpania 1936. W przedmowie do jednej z nich Carroll napisał: „Opowieść musi być przedstawiona uczciwie, z pełnym szacunkiem dla prawdy historycznej – ale niech nikt nie wymaga, by była neutralna”. Pozostaje wierny tej zasadzie, dzięki czemu nie wykonuje tak popularnego w naszych czasach manewru „pozostawiania swojego światopoglądu w przedpokoju wykonywanego zawodu”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warren H. Carroll jest nie tylko historykiem-katolikiem, ale także historykiem katolickim; nie boi się na kartach swoich książek poruszać tematów, od których wielu innych badaczy ucieka. Jak stwierdził, „Rewolucja nieustannie powstaje przeciwko Wierze. Jest uzbrojona i śmiertelnie niebezpieczna: potęga ludzka i potęga Szatana sprzymierzyły się przeciw władzy Boga i dziełom Jego łaski. Bywa, że fronty tej walki są wytyczone wyraźnie (…) czasem bywa jednak i tak, że są one dla nas ledwo uchwytne”. Można rzec, że wspomniane książki opisują trzy konkretne rozdziały tych zmagań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rewolucja francuska to jedno z najtragiczniejszych ale i najważniejszych wydarzeń historii nowożytnej. Wszystkie późniejsze totalitaryzmy wyrosły właśnie z niej. Okres „Wielkiej Rewolucji Francuskiej” (trafniej zwanej antyfrancuską) to nie tylko czas bezprecedensowego terroru i okrucieństwa (republikańscy generałowie paradujący w spodniach z ludzkiej skóry są jego dobrą egzemplifikacją). To również czas bohaterskiej walki francuskich kontrrewolucjonistów, zwłaszcza w niezłomnej Wandei. To czas walki, która toczyła się także na płaszczyźnie zupełnie niedostrzeganej przez „normalnych” (a w istocie: zaślepionych) dziejopisów. Kościoły były zamknięte, księża mordowani – a mimo to Opatrzność działała, czego przykładem jest nawrócenie jednego z krwawych tyranów rewolucji, Dantona. Tysiące męczenników dały chwalebne świadectwo swej wiary. Carroll oddaje doskonale zdumiewający dynamizm czasów, w których rewolucyjna huśtawka wynosiła na szczyty coraz nowe osoby, po czym błyskawicznie ściągała je na dół i posyłała na szafot. Pokazuje wielkie osoby, czyny i uczucia, które wywierały wpływ na bieg historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok 1917 to również czas niezwykły. Z jednej strony, trwał krwawy kataklizm pierwszej wojny światowej, w Rosji upadła monarchia, a potem doszło do rewolucji październikowej, wskutek której kilka lat później powstał Związek Radziecki, zaś widmo komunizmu mogło zmaterializować się w bodaj najstraszliwszym totalitaryzmie dwudziestego wieku. Upadał stary ład; ład podkopany wcześniej wieloma potężnymi ciosami (jak bunt Lutra, czy rewolucja francuska i szereg rewolucji dziewiętnastego wieku). Swoistym symbolem tego upadku była śmierć Franciszka Józefa pod koniec roku 1916. Cnoty jego następcy, wyniesionego przed kilkoma laty na ołtarze cesarza Karola, nie mogły już powstrzymać rewolucji (już dwa lata później orzeł z austriackiego godła zaczął w szponach dzierżyć sierp i młot). Trwał zatem tragiczny moment w dziejach Europy i świata (skądinąd tragiczny także dla rozmaitych laickich projektantów raju na ziemi, którzy wieszczyli, że wiek XX będzie wiekiem pokoju…) – jednocześnie jednak, obok zwiastunów licznych klęsk, świat otrzymał także obietnicę lepszych czasów. 13 maja tego roku trojgu dzieci w Fatimie ukazała się Najświętsza Maryja Panna; wracała następnie co miesiąc, aż wreszcie, w październiku, Swoje obietnice potwierdziła spektakularnym cudem, oglądanym przez dziesiątki tysięcy świadków. Z roku 1917 katolicy czerpią nadzieję, a nawet pewność, triumfu Niepokalanego Serca Maryi. Z tego samego roku pochodzą liczne choroby trawiące świat po dziś dzień. Nieobszerna, znakomicie napisana książka prof. Carrolla pokazuje oba te aspekty doskonale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całkiem niedawno doszło do dwóch znamiennych wydarzeń w Hiszpanii – wydarzenia te miały miejsce w tak niewielkim odstępie czasu, że trudno mieć to za przypadek. Ojciec Święty wyniósł na ołtarze hiszpańskich męczenników z czasów hiszpańskiej wojny domowej oraz okresu poprzedzającego ją. Z drugiej strony, jawnie antykatolicki premier Zapatero przeforsował kolejny etap rugowania z historii Hiszpanii generała Franco i jego zwolenników. Siedemdziesiąt lat po zakończeniu wojny domowej wciąż budzi ona ogromne emocje – czemu trudno się dziwić. Wojny domowe zawsze są wojnami szczególnie okrutnymi, taką była również wojna w Hiszpanii – niewątpliwie dochodziło w trakcie jej trwania do zbrodni, dokonywanych przez obie strony. Nie oznacza to jednak, że żadna ze stron nie miała racji. Carroll opisuje tylko jeden rok wojny – a nawet zaledwie półrocze (wojna wybuchła w lecie) oraz to, co działo się tuż przed jej wybuchem, a co pozwoliło papieżowi Piusowi XI stwierdzić, że w Hiszpanii do głosu doszła „prawdziwie szatańska nienawiść do Chrystusa”. Można rzec, że Ostatnia krucjata jest dobrą książką sensacyjną – tym lepszą, że prawdziwą. Opisuje momenty wzniosłe (jak obrona twierdzy w Toledo) i tragiczne, a nawet haniebne; opisuje zawiłość tamtej wojny (po obu stronach konfliktu stały koalicje najróżniejszych stronnictw) i tragizm podejmowanych wówczas wyborów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warren H. Carroll,&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gilotyna i Krzyż&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, Wektory, Wrocław © 2006&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;1917: czerwone sztandary, biała opończa&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, Wektory, Wrocław © 2007&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ostatnia krucjata: Hiszpania 1936&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, Wektory, Wrocław © 2007&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 3. (marzec - kwiecień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-6135942072988773076?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/6135942072988773076/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/katolicki-historyk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6135942072988773076'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6135942072988773076'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/katolicki-historyk.html' title='KATOLICKI HISTORYK'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-1927349756348299221</id><published>2010-01-09T11:18:00.000+01:00</published><updated>2010-01-12T12:13:42.680+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pacelli'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='papież'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pius XII'/><title type='text'>PAPIEŻ PIUS XII</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S0w01tRL3HI/AAAAAAAAABc/1jK_foyQzos/s1600-h/gl_02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 206px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S0w01tRL3HI/AAAAAAAAABc/1jK_foyQzos/s320/gl_02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425769748363992178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Drugiego marca 1939 roku, w dniu swoich 63. urodzin, powołany został na Stolicę Piotrową Eugeniusz kardynał Pacelli, który przyjął imię Piusa XII.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1899, wkrótce potem zaczął pracę w watykańskim Sekretariacie Stanu. W roku 1914 został sekretarzem Kongregacji Nadzwyczajnych Spraw Kościoła. Sakrę biskupią otrzymał w dniu pierwszego objawienia fatimskiego, 13 maja 1917 roku. Następnie pracował jako nuncjusz papieski w Niemczech – najpierw w Monachium, a następnie w Berlinie. Ojciec Święty Pius XI darzył go ogromnym zaufaniem; w 1929 mianował Pacellego kardynałem, rok później powołał go na stanowisko Sekretarza Stanu (zastąpił na nim kard. Gasparriego). Pacelli był legatem papieskim na Kongresie Eucharystycznym w Buenos Aires (1934), na uroczystości zamknięcia Jubileuszu Odkupienia w Lourdes (1935), na poświęceniu bazyliki św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Lisieux (1937) i na Kongresie Eucharystycznym w Budapeszcie (1938).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po śmierci Piusa XI po bardzo krótkim konklawe został wybrany papieżem. Do sierpnia 1939 roku podejmował szereg inicjatyw dyplomatycznych mających zapobiec wybuchowi wojny. W encyklice &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Summi Pontificatus&lt;/span&gt; potępił jej rozpętanie przez totalitaryzmy niemiecki i sowiecki. Publicznie potępiał także zbrodnie dokonywane ze względu na pochodzenie ofiar.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego odpowiedzią na zepsucie obyczajów było wyniesienie na ołtarze „św. Agnieszki XX wieku”, Marii Goretti, która w 1902 roku zginęła męczeńską śmiercią, broniąc swego dziewictwa. Ogłosił także encyklikę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sacra Virginitas&lt;/span&gt; (o świętym dziewictwie). Łącznie, w ciągu niespełna dwudziestoletniego pontyfikatu, wydał czterdzieści encyklik. Najważniejszym dziełem pontyfikatu Piusa XII był ogłoszony w 1950 roku dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny, a także uznanie objawień fatimskich. Zmarł 9 października 1958.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od kilkudziesięciu lat rozpowszechniane są obrzydliwe kłamstwa na temat Piusa XII. Kłamstwa nie mające żadnego – najlichszego nawet – potwierdzenia w faktach. Papieża, ku którego czci naczelny rabin Rzymu, Israel Zolli, przyjął na chrzcie świętym imię Eugeniusz , oskarża się o współudział w prześladowaniu Żydów. Człowieka, którego Hitler rozkazał porwać, oskarża się o współpracę z nazistami. Niezłomnego orędownika pokoju, którego papieska dewiza brzmiała „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Opus iustitiae pax&lt;/span&gt;“ („pokój – dziełem sprawiedliwości”), który przez cały straszliwy okres drugiej wojny światowej zabiegał o jej zakończenie, nieomal czyni się współodpowiedzialnym za tę wojnę. Rozmaite łajdactwa wybacza się Churchillowi, Roosveltowi, nawet Stalinowi – jednak prawości i odwagi papieżowi wybaczyć nie można.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nienawiść, jaką żywi do Piusa XII świat liberalny jest tylko potwierdzeniem jego wielkości. Rozpętana przez KGB operacja kompromitowania papieża spowodowana była, jak przyznał Ion Pacepa, były szef wywiadu rumuńskiego, potęgą Kościoła i papieża. Ojciec Święty, niezłomny wróg komunizmu, był dla czerwonego imperium śmiertelnym zagrożeniem. Trudno się temu dziwić – wiadomo wszak, kto tak naprawdę pociągał za sznurki komunistycznej machiny…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 3. (marzec - kwiecień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-1927349756348299221?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/1927349756348299221/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/papiez-pius-xii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/1927349756348299221'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/1927349756348299221'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/papiez-pius-xii.html' title='PAPIEŻ PIUS XII'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S0w01tRL3HI/AAAAAAAAABc/1jK_foyQzos/s72-c/gl_02.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-2770386281995833235</id><published>2010-01-08T15:48:00.000+01:00</published><updated>2010-01-08T15:50:48.559+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wstępniak'/><title type='text'>Wstępniak numeru trzeciego</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Laudetur Iesus Christus!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawna radosna nowina o zdjęciu ekskomuniki z czterech biskupów należących do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X wywołała powszechną napaść na Ojca Świętego. Wszelkiej maści heretycy, poganie, ateusze oraz „postępowi katolicy” zgodnym chórem zaczęli potępiać i pouczać „Stolicę nie mogącą być przez żadną inną sądzoną” (św. Leon). Cztery lata temu zmarł Ojciec Święty Jan Paweł II; dzisiaj milkną oklaski, jakimi świat za jego pontyfikatu obdarzał papieża. Wydawać by się mogło, że wiele się zmieniło – lecz papież nie zmienia się nigdy; „wszyscy papieże rzymscy powinni być uważani za jedną i tę samą osobę św. Piotra” (Bossuet). Każdemu papieżowi, niezależnie od noszonego przezeń imienia, katolik jest winien miłość i posłuszeństwo. Jakkolwiek więc dalecy jesteśmy od ferowania lekkomyślnych wyroków w „sprawie lefebrystów”, tym dalsi jesteśmy od pochopnego usprawiedliwiania aktu nieposłuszeństwa Papieżowi. Tym bardziej jednak boli nas tak widoczne w ostatnich tygodniach nieposłuszeństwo wobec Ojca Świętego, który decyzją z 21 stycznia zdał się wobec lefebrystów powtórzyć słowa skierowane przez Piusa XI do „wszystkich chrześcijan odłączonych”: „Niechajże powrócą do wspólnego Ojca, który ich przyjmie z całą miłością, nie pomnąc krzywdy, jaką wyrządzili poprzednio Stolicy Apostolskiej”. Wielu jest takich, którzy nie uradowali się z owego powrotu do wspólnego Ojca! Gniew jawnych wrogów Kościoła jest zrozumiały – obłudne oburzenie rzekomych katolików pokazuje jednak głębokość kryzysu, z którym zmaga się Kościół święty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie w obliczu tego kryzysu tym gorętsza winna być nasza miłość i tym ofiarniejsze nasze posłuszeństwo wobec Ojca Świętego. „Twoja największa miłość, największe poważanie, twoja najgłębsza cześć, najbardziej uległe posłuszeństwo, twoje najgłębsze uczucie winny obejmować Zastępcę Chrystusa na ziemi – Papieża. My, katolicy, powinniśmy pamiętać, że w hierarchii miłości i autorytetu po Bogu i naszej Matce, Najświętszej Maryi Pannie, znajduje się Ojciec Święty” (św. Josemaria).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj zwracamy się z całą synowską miłością i poddaniem do ukochanego Ojca Świętego, którym jest Benedykt XVI: Ty jesteś Wikariuszem Chrystusowym, naszym Ojcem i Pasterzem! Żarliwie podpisujemy się pod słowami Plinio Correa de Oliveiry: „proszę Matkę Bożą, aby sprawiła, że miłość ta będzie wzrastać we mnie nieustannie aż do ostatniego tchnienia. Pragnę, aby ostatni akt mego umysłu był aktem wiary w papiestwo. Aby mój ostatni akt miłości był aktem miłości do papiestwa. Bowiem wówczas umrę w pokoju wybranych, połączony z Maryją moją Matką, a poprzez Nią z Jezusem, moim Bogiem, moim Królem i moim tak dobrym Zbawicielem”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 3. (marzec - kwiecień 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-2770386281995833235?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/2770386281995833235/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/wstepniak-numeru-trzeciego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2770386281995833235'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2770386281995833235'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/wstepniak-numeru-trzeciego.html' title='Wstępniak numeru trzeciego'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-8954439692608826568</id><published>2010-01-08T14:54:00.000+01:00</published><updated>2010-01-08T21:57:30.656+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 2'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cnota'/><title type='text'>POKORA</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S0ecKHziS_I/AAAAAAAAABU/dXpnxjYZ0OQ/s1600-h/pokora.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 257px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S0ecKHziS_I/AAAAAAAAABU/dXpnxjYZ0OQ/s320/pokora.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5424475973898882034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pokora jest cnotą tak cenną, jak niedocenianą, nierozumianą i lekceważoną. Dlatego tym bardziej warto poświęcić jej chwilę refleksji. Tak często zupełnie o niej zapominamy i nawet jej nie zauważamy. Rzeczywiście trudno ją dostrzec, skoro sama z siebie stara się być niewidoczna, a w dzisiejszych czasach jest szczególnie zwalczana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno przygotowywaliśmy się do świętowania Bożego Narodzenia. Okres Adwentu powinien być dla każdego czasem skupienia, refleksji i pracy nad sobą; tymczasem dla wielu jest to jedynie czas zabawy i robienia zakupów. W sklepach roi się od przebierańców rozdających cukierki, wszędzie słychać wesołe piosenki świąteczne (raczej nie są to kolędy), a nasze oczy są wciąż atakowane przez coraz bardziej natrętne reklamy. Te natomiast szczególnie silnie rozbudzają w nas pychę: Musisz to mieć, musisz to zjeść, musisz się w to ubrać, pokaż się, baw się, pomyśl wreszcie o sobie! Jesteśmy wręcz zasypywani tego typu hasłami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pycha jest źródłem i przyczyną wszystkich grzechów i całego zła na świecie. Pierwszym jej aktem było wypowiedzenie posłuszeństwa Bogu przez szatana: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Non serviam&lt;/span&gt; (Nie będę służył). Oznaczało to odrzucenie Miłości Boga w imię miłości własnej. Jest to istota pychy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pycha jest również przyczyną grzechu pierworodnego. Ewa nie zaufała Bogu i dała się zwieść wężowi, gdyż mówił: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gdy spożyjecie owoc z tego drzewa otworzą wam się oczy u tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło&lt;/span&gt; [Rdz 3,5]. Adam nie posłuchał słów Boga, ale skosztował owoc podany mu przez żonę. Brak zaufania do Stwórcy i stawianie się samemu na Jego miejscu, lekceważenie Jego praw – oto właśnie pycha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeciwieństwem pychy jest pokora. Tak jak pycha stała się powodem wszelkiego zła, tak dzięki pokorze przyszło na świat Zbawienie. Wzorem pokory jest dla nas Najświętsza Maryja Panna. Jej odpowiedź na zwiastowanie - Fiat (Bądź wola Twoja) - oznacza zaufanie Bogu i oddanie się Jemu w zupełności. Maryja cała była pełna Bożej Łaski, ale było to możliwe tylko dzięki jej pokorze. Jak pięknie wyrażają to pierwsze wersy hymnu Magnificat:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wielbi dusza moja Pana&lt;br /&gt;i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.&lt;br /&gt;Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.&lt;br /&gt;Oto błogosławić Mnie będą odtąd wszystkie pokolenia.&lt;/span&gt; [Łk 1, 46-48]&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Pokora jest również cechą naszego Pana, Jezusa Chrystusa,&lt;br /&gt;który &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie skorzystał ze sposobności&lt;br /&gt;aby na równi być z Bogiem,&lt;br /&gt;lecz ogołocił samego siebie,&lt;br /&gt;przyjąwszy postać sługi,&lt;br /&gt;i stał się  podobnym do ludzi.&lt;br /&gt;A w tym, co zewnętrzne uznany tylko za człowieka,&lt;br /&gt;uniżył samego siebie&lt;br /&gt;gdy stał się posłusznym aż do śmierci -&lt;br /&gt;i to śmierci krzyżowej.&lt;/span&gt; [Flp 2, 6-8]&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Pokora jednak nie jest uległością i nie powinna być z nią mylona. Jako że Bóg jest jedynym dawcą prawa, pokora oznacza wierne trwanie przy religii i przestrzeganie przykazań. Uległość wobec ludzi walczących z religią nie jest pokorą, lecz pychą i tchórzostwem; podobnie jak wygłaszanie opinii o równości wszystkich wyznań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy słysząc chrześcijan mówiących o tym, że wszystkie religie prowadzą do zbawienia, uważają to za akt pokory. Nic bardziej błędnego! Jest to przejaw pychy, oznacza bowiem odrzucenie prawdy podanej nam przez Chrystusa, że jest On jedynym Zbawicielem i przyjęcie własnych kategorii. Oznacza kwestionowanie prawdy objawionej nam przez Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak więc rozpoznać niezłomność od pychy, jak rozróżnić pokorę od uległości i tchórzostwa? Św. Josemaria Escriva mówi: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nie zapominaj, że w sprawach ludzkich inni mogą mieć rację: widzą ten sam problem co ty, ale z odmiennego punktu widzenia, w innym świetle, z innym odcieniem, w innym tle. Jedynie w sprawach wiary i moralności istnieje bezdyskusyjne kryterium: kryterium naszej Matki Kościoła.&lt;/span&gt; [Bruzda 275]&lt;br /&gt;I niech te słowa będą dla nas drogowskazem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Filip Maria Muszyński&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 2. (styczeń - luty 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-8954439692608826568?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/8954439692608826568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/pokora.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8954439692608826568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/8954439692608826568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/pokora.html' title='POKORA'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S0ecKHziS_I/AAAAAAAAABU/dXpnxjYZ0OQ/s72-c/pokora.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-6230865826187773812</id><published>2010-01-08T14:52:00.000+01:00</published><updated>2010-01-12T12:18:55.811+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='papież'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 2'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pius XI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Achilles Ratti'/><title type='text'>SIEDEMDZIESIĄTA ROCZNICA ŚMIERCI OJCA ŚWIĘTEGO PIUSA XI</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S0xZBF0aq3I/AAAAAAAAABk/D4Mg6lCq2wM/s1600-h/papa+Pio+XI.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 226px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S0xZBF0aq3I/AAAAAAAAABk/D4Mg6lCq2wM/s320/papa+Pio+XI.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425809526351375218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ten wielki papież jest dzisiaj w Polsce prawie nieznany – co dziwi i boli tym bardziej, że bezpośrednio po Jego śmierci naród nasz przyrzekał Mu pamięć wieczną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miała Polska dług wdzięczności wobec tego, który jako nuncjusz apostolski, nie opuścił (jak uczynili inni dyplomaci) Warszawy, do której zbliżała się bolszewicka nawała. Ufał, „że Bóg, który w tak cudowny sposób wrócił wolność polskiemu narodowi, chce przez niego swoje przeprowadzić plany i przeprowadzi je mimo wszystko”. Już jako papież zlecił namalowanie w kaplicy w Castel Gandolfo bitwy warszawskiej, natomiast na Jego biurku stał wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej. Jego więź z Polską była bardzo silna. „Ukochałem waszą piękną ojczyznę. – mówił – Z racji Polski zostałem biskupem, w Polsce zostałem konsekrowany na biskupa przez biskupów polskich”. Powołany na Stolicą Piotrową, zwrócił się do polskich kardynałów z prośbą: „Powiedzcie Polakom, że kochałem i nadal kochać będę drogą Polskę, za którą nigdy modlić się nie przestanę”. Nic dziwnego, że kiedy 10 lutego 1939 roku umarł, pisano z głębokim żalem: „Naprawdę: Umarł nasz Papież Polski”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieło siedemnastoletniego pontyfikatu Piusa XI jest ogromne i niesposób w tak krótkim tekście je ogarnąć. W encyklikach poruszał wszelkie ważne dla Kościoła tematy – od wielkich rocznic (jak 1500-lecie soboru efeskiego, 700-lecie śmierci św. Franciszka z Asyżu), poprzez  najnowsze zjawiska masowe (encyklika „Vigilanti Cura” o filmie), sytuację Kościoła na świecie (prześladowania w Meksyku i Hiszpanii, ale także encykliki wymierzone w nazizm i komunizm: „Mit brennender Sorge” i „Divini Redemptoris”), po sakramenty święte (kapłaństwo, małżeństwo) i głębokie prawdy teologiczne (m.in. encyklika „Quas primas”, o królewskiej godności Chrystusa Pana)… Co znamienne, Jego ostatnie encykliki, pisane w roku 1937, kiedy Ojciec Święty był już śmiertelnie chory i bardzo cierpiący (pisano o Jego pracy ówczesnej: „po apostolstwie czynu przychodzi kolej na apostolstwo cierpienia”), traktują głównie o największych zagrożeniach – lecz ostatnia z nich wskazuje na Różaniec święty – jako oręż w walce ze złem opanowującym świat. Był organizatorem prac misyjnych i odnowicielem Biblioteki Watykańskiej. Wiele uwagi poświęcał angażowaniu osób świeckich w działania na rzecz Kościoła świętego. Kanonizował m.in. wspaniałą karmelitankę z Lisieux – Teresę od Dzieciątka Jezus, Proboszcza z Ars – Jana Marię Vianney, wizjonerkę z Lourdes – Bernadettę Soubirous, Tomasza Morusa, Jana Bosco, Piotra Kanizjusza, Andrzeja Bobolę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelników zachęcić pragnę do odpowiedzi na zawołanie nuncjusza Achillesa Rattiego, późniejszego papieża, które z głębokim wzruszeniem przypominał po Jego śmierci ks. Prymas August kardynał Hlond: „Jesteście rycerzami wiary; w tej roli będziecie najlepszymi rycerzami Polski!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 2. (styczeń - luty 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-6230865826187773812?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/6230865826187773812/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/siedemdziesiata-rocznica-smierci-ojca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6230865826187773812'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/6230865826187773812'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/siedemdziesiata-rocznica-smierci-ojca.html' title='SIEDEMDZIESIĄTA ROCZNICA ŚMIERCI OJCA ŚWIĘTEGO PIUSA XI'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_tyluf1bYmos/S0xZBF0aq3I/AAAAAAAAABk/D4Mg6lCq2wM/s72-c/papa+Pio+XI.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-9084575164114194975</id><published>2010-01-08T14:49:00.001+01:00</published><updated>2010-08-31T18:11:51.763+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 2'/><title type='text'>LEKARSTWO PRZECIWKO WSPÓŁCZESNOŚCI</title><content type='html'>Każdy niemal konserwatysta, nie wspominając już o kontrrewolucjonistach czy reakcjonistach dostrzega, że współcześnie w medialnym i intelektualnym obiegu mamy do czynienia z pewnym dominującym zestawem poglądów. Ideologia ta ma poniekąd charakter ortodoksji i to ortodoksji bezwzględnie nietolerancyjnej (co jest paradoksalne, gdyż tolerancja należy do pojęć fundamentalnych w obrębie tego zestawu poglądów). Jeśli ktoś ośmieli się wyznawać czy wręcz głosić zdania odmienne może być pewien, że spotka się z ostracyzmem i wykluczeniem z głównego nurtu życia towarzyskiego i kulturalnego. W sytuacji tej nawet ludzie nie zgadzający się z dominującą ideologią o pewnych rozsądnych pomysłach dobrze znanych w przeszłości często po prostu nie wiedzą, a nawet jeśli wiedzą, to nie wyobrażają sobie, by dziś można było tak myśleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znakomitym remedium na taki stan rzeczy jest zapoznanie się z twórczością Nicolása Gómeza Dávili, której część została w ostatnich latach udostępniona polskim czytelnikom w znakomitym przekładzie Krzysztofa Urbanka. Gómez Dávila powiedział kiedyś o sobie: „to, co we współczesnych budzi entuzjazm, we mnie, gdy nie wywołuje odrazy, wywołuje nieufność”. Obcując z jego myślą mamy do czynienia ze wspaniałym ekstraktem z dzieł dawnych mistrzów, dzieł, które częstokroć dawno poszły w zapomnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scholia z całą pewnością nie zawierają wykładu, który dałoby się streścić w kilku słowach. Ich mocą jest raczej to, że w krótkim, dowcipnym zdaniu zwracają uwagę na jakiś ważny problem. Czasem mają one naturę ogólną, czasem zaś dotyczą spraw partykularnych, szczegółów, które decydują o jakości życia społeczności bądź jednostek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcąc jednak podjąć próbę powiedzenia o myślach zawartych w książce Gómeza Dávili, ryzykując wiele uproszczeń, można stwierdzić, że był on bardzo sceptycznie nastawiony do demokracji i mas. W demokracji widział wielkie zagrożenie dla wolności i dla zwykłego życia, jest ona dla niego niezgrabnie zamaskowanym totalitaryzmem. Demokracja wraz ze wzrostem umasowienia prowadzi do degradacji wszystkich niemal możliwych dziedzin ludzkiej działalności. Warto zaznaczyć, że to, czym jest masa zostało przez autora Scholiów określone ściśle i dość restrykcyjnie (choć zarazem dowcipnie): „Każde zgromadzenie przekraczające piętnaście osób to pospólstwo”. Jedynie religia może być popularna bez popadnięcia w wulgarność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie religii, a zwłaszcza Kościołowi katolickiemu poświęca Gómez Dávila dużo miejsca w swej refleksji. Uważa on tę sferę po pierwsze za ważną, a po drugie za mającą wartość pozytywną tak dla życia jednostek jak i społeczeństw. Warto jednocześnie zaznaczyć, że jest on katolikiem i w katolicyzmie widzi depozytariusza pełni religijnej prawdy, dlatego gorzko wypowiada się o najrozmaitszych herezjach, nie zawsze zresztą wymienianych z imienia. Sądzi, że największym zagrożeniem dla Kościoła współcześnie nie są wielkie herezje jawnie występujące przeciwko jego nauczaniu, ale członkowie Kościoła, którzy chcąc zapobiec rzeczywistym lub urojonym zagrożeniom, czy też chcąc Kościół dostosować do współczesności doprowadzają do zagubienia tożsamości, zapomnienia o prawdzie zbawczej misji Chrystusa i jego mistycznego Ciała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwagi te nawet w drobnej części nie oddają sprawiedliwości Scholiom. Bogactwo Scholiów, ich głębia i inteligencja są niemożliwe do ujęcia w jakimkolwiek streszczeniu ani nawet w wielkim opracowaniu. Do książki tej w pełni odnosi się myśl w niej samej wyrażona: „Książka jest mierna, gdy można określić, na czym polega jej wspaniałość”. W przypadku Następnych scholiów określenie takie jest niemożliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z całą pewnością jednak książka ta spełnia zadanie, którego najchętniej bym w niej upatrywał. Jest znakomitym lekarstwem dla duszy udręczonej współczesnością. O czasach współczesnych, a zwłaszcza o ludziach tych czasów Gómez Dávila wielokrotnie wypowiadał się niepochlebnie. Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć jedno z moich ulubionych scholiów mówiących o tym zagadnieniu: „Doktryna współczesnego człowieka: jak najwięcej kupować, jak najwięcej podróżować, jak najwięcej kopulować”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, że myśl ta jest ważna i potrzebna świadczy jej odbiór na Zachodzie. Nie zdobyła sobie może wielkiej popularności (byłaby to zresztą ironia losu!), ma za to wiernych i stałych czytelników. Także w Polsce, gdzie wciąż jest mało znana, zdobywa serca. Świadczy o tym choćby fakt, że pierwsze wydanie Następnych scholiów ukazało się w roku 2006, zaś dwa lata później wydawca przygotował i opublikował jego poprawioną edycję. Miejmy nadzieję, że zarówno wydawca jak i czytelnicy nie zniechęcą się chwilowymi trudnościami, i że będziemy sukcesywnie zapoznawani z twórczością Samotnika z Bogoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Nicolás Gómez Dávila, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Następne scholia do tekstu implicite&lt;/span&gt;, przeł. K. Urbanek, Warszawa: Furta Sacra 2008.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Włodzimierz Jan Ziółkowski&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 2. (styczeń - luty 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-9084575164114194975?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/9084575164114194975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/lekarstwo-przeciwko-wspoczesnosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/9084575164114194975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/9084575164114194975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/lekarstwo-przeciwko-wspoczesnosci.html' title='LEKARSTWO PRZECIWKO WSPÓŁCZESNOŚCI'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-2015054063328125408</id><published>2010-01-08T12:49:00.001+01:00</published><updated>2010-08-31T18:11:39.544+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 2'/><title type='text'>NICOLÁS GÓMEZ DÁVILA – PRAWDZIWY REAKCJONISTA</title><content type='html'>O tym, że cywilizacja Zachodu, cywilizacja chrześcijańska, przeżywa kryzys nie trzeba nikogo przekonywać. Odpowiedzi na pytanie o to, na czym ten kryzys polega, jakie są jego przyczyny i przejawy były rozmaite. Niewiele z tych diagnoz co do przenikliwości, dogłębności i wieloaspektowości może się równać z tą, jaką postawił Nicolás Gómez Dávila. W swej krytyce obecnego stanu naszej cywilizacji uwzględnił bardzo wiele dziedzin życia naukowego i kulturalnego. Był bezkompromisowy, toteż jego myśl jest trudna do zaakceptowania w całości przez kogokolwiek. Mimo to jest ona bardzo cenna i może stanowić poważne źródło inspiracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nicolás Gómez Dávila przyszedł na świat 18 maja 1913 roku w Kolumbii, w Santafé de Bogotá jako syn bogatego kupca i przemysłowca. W wieku sześciu lat wyjechał wraz z rodzicami do Europy. W Paryżu uczył się w kolegium benedyktyńskim, a pod koniec wieku młodzieńczego przeszedł ciężką chorobę płuc, po której przez dwa lata przechodził rehabilitację. Podczas tej rehabilitacji nauki pobierał w domu u prywatnych nauczycieli. Z wielkim zapałem uczył się języków klasycznych (greki i łaciny) oraz kilku nowożytnych, a także poznawał literaturę tych języków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po siedemnastu latach wrócił do Kolumbii. W roku 1937 poślubił Emilię Nieto Ramos, z którą miał troje dzieci: dwóch synów – Nicolása i Juana Manuela oraz córkę – Rosę Emilię. W 1948 przeszedł wypadek – spadł z konia – w wyniku którego złamał nogę, na którą do końca życia lekko utykał. W 1949 roku pojechał z żoną do Europy. Podróż ta trwała pół roku, w jej trakcie zwiedzali tę część Starego Kontynentu, która była dostępna dla przybyszy z Ameryki Południowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie do kraju osiadł już na stałe w Bogocie, a czas w coraz większym stopniu spędzał w swojej bibliotece, gdzie czytał – przeważnie nocą – i robił notatki. Efektem – ubocznym poniekąd – tego życia były książki, wydawane głównie przez jego bliskich. Sam Gómez Dávila miał wstręt do publikowania, w jednym ze swych scholiów powiedział wszak „Pisanie często jest nieuniknione; publikowanie – prawie zawsze bezwstydne”. W 1954 roku jego brat wydał Notas. Tomo I. W 1959 roku ukazała się książka Textos I, w 1977 Scholia do tekstu implicite, w 1986 Nowe scholia do tekstu implicite, w 1992 Następne scholia do tekstu implicite. Prócz tego  wydano jeszcze dwa jego krótkie eseje. W 1988 tekst De iure, zaś pośmiertnie, w 1995 El reaccionario auténtico.  Nicolás Gómez Dávila zmarł 17 maja 1994 roku w Bogocie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O życiu Samotnika z Bogoty trudno byłoby powiedzieć więcej. Jest to zresztą zgodne z jego intencją, gdyż on sam z rozmysłem swe prywatne sprawy utrzymywał w tajemnicy. Nigdy nie przyjął żadnych publicznych urzędów, a stykał się przede wszystkim z ludźmi, których sam wybrał. Podobna selekcja dotyczyła także jego biblioteki, która i tak rozrosła się do przeszło trzydziestu tysięcy tomów. O człowieku tym najwięcej powiedzieć nam mogą jego lektury, a nade wszystko scholia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już zaznaczyłem, Gómez Dávila swe lektury poddawał surowej selekcji. Próżno by szukać w jego bibliotece choćby książek noblisty Gabriela Garcíi Márqueza (przyjaciela Fidela Castro). Pozostaje to w zgodzie z myślą wyrażoną w jednym z jego scholiów: „Nie dawajmy głupim opiniom przyjemności oburzania nas.” Czytał zaś książki fundamentalne dla cywilizacji Zachodu, jego zainteresowania były bardzo szerokie, starał się czytać o wszystkim, co dla naszej kultury istotne. Charakterystyczne było także to, że z dziełami, które czytał, starał się zapoznawać w oryginale: „Często napotykamy się na ludzi przekonanych, że przeczytali jakąś książkę, ponieważ zapoznali się z jej tłumaczeniem.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nicolás Gómez Dávila nigdy nie stworzył całościowego systemu myślowego. Jego niechęć do systemów była programowa, wyrażał ją zresztą explicite. Cała niemal twórczość Samotnika z Bogoty miała postać scholiów – notatek na marginesach. Dość rozpowszechnioną wśród znawców i rozsądną (jak się zdaje) opinią jest przekonanie, że zapiski te odnoszą się do naszej cywilizacji, a ściślej do wielkich tekstów tej cywilizacji i (jak sądzę) procesów zachodzących w niej tak w przeszłości jak i współcześnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osią, wokół której koncentrują się refleksje Gómeza Dávili jest kryzys cywilizacji Zachodu. Wynika on z dominacji techniki nad kulturą, w efekcie której ta ostatnia ulega zniszczeniu. Receptą na ten kryzys jest roztropny powrót do źródeł, lecz bez zaślepienia przeszłością. Wielką rolę ma tu do odegrania katolicyzm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W myśli Samotnia z Bogoty &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pars destruens&lt;/span&gt; zajmuje poczesne miejsce. Myśliciel krytykuje właściwie wszystkie popularne prądy epoki; reakcjonista musi jego zdaniem sprzeciwiać się ideom równości, niczym nieskrępowanej wolności, demokracji, socjalizmu i kapitalizmu, a nade wszystko chyba rewolucji. Przeciwstawiając się zaś tym poglądom musi konspirować, by nie pogłębiać rewolucyjnego chaosu. Konspirowanie to ma polegać na przechowywaniu dziedzictwa kulturowego i cywilizacyjnego, by je potem przekazać następnym pokoleniom. Dzięki temu, po Boskiej interwencji – która zdaniem Gómeza Dávili jest nieuchronna – będzie można odbudować porządek, cywilizację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niebagatelne znaczenie ma też dla  Nicolása Gómeza Dávili krytyka przemian, które nastąpiły w Kościele katolickim po Soborze Watykańskim II. Przemiany te dotyczyły zarówno liturgii jak i nauczania. W obu wypadkach mamy do czynienia z protestantyzacją, msza posoborowa jest bardzo podobna do nabożeństw protestantów, przez co ociera się wedle Gómeza Dávili o bluźnierstwo. Gdy zaś chodzi o nauczanie, to – zdaniem Samotnika z Bogoty – Kościół zapomniał o tym, że winien dążyć do przemiany świata, do tego by świat nawrócić i nauczać go Ewangelii. Zamiast tego zaczął się zmieniać tak, by podobać się światu. Wszystkie te zmiany postawiły w bardzo niekorzystnym położeniu reakcjonistów. Tworzą one także bezpośrednie zagrożenie dla Kościoła, który jest dla reakcjonisty przedmiotem wielkiej i bezpośredniej troski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Światu współczesnemu przeciwstawia feudalizm, zwłaszcza z wieków V-XII. Wtedy to prądy historyczne zmierzały w dobrym kierunku. Przewaga tamtych czasów polegała nade wszystko na tym, że nie istniała wówczas demokracja. Władza spoczywała w rękach naturalnych elit, arystokracji, która sprawowała rządy kierując się wielowiekowym, przekazywanym z pokolenia na pokolenie doświadczeniem. Prócz tego istniała wówczas nienaruszona hierarchia społeczna; jest ona przeciwieństwem panującego współcześnie egalitaryzmu, panował wówczas porządek analogiczny do tego, jaki panuje w organizmie. W demokracji porządek ten jest zaburzony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tych kilka wątków nie wyczerpuje w żadnym razie bogactwa myśli Nicolása Gómeza Dávili. Jest ona bardzo bogata i nie poddaje się upraszczającym omówieniom. Jednak z całą pewnością można powiedzieć, że jego postać jest nieustannym wezwaniem do poznawania własnej cywilizacji i umiłowania jej. Wszystko to winniśmy czynić, by zachować nasze dziedzictwo i przekazać je następnym pokoleniom niczym bezcenny depozyt. Nie wolno nam tego wezwania zlekceważyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Włodzimierz Jan Ziółkowski&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 2. (styczeń - luty 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykorzystane źródła:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Między sceptycyzmem a wiarą. Nicolás Gómez Dávila i jego dzieło&lt;/span&gt;, red. B. J. Obidzińska i K. Urbanek, Warszawa: Furta Sacra 2008.&lt;br /&gt;II.Nicolás Gómez Dávila, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Następne scholia do tekstu implicite&lt;/span&gt;, przeł. K. Urbanek, Warszawa: Furta Sacra 2008.&lt;br /&gt;III.http://www.tomaszgabis.pl/&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-2015054063328125408?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/2015054063328125408/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/nicolas-gomez-davila-prawdziwy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2015054063328125408'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/2015054063328125408'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/nicolas-gomez-davila-prawdziwy.html' title='NICOLÁS GÓMEZ DÁVILA – PRAWDZIWY REAKCJONISTA'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-4638426726111145269</id><published>2010-01-08T12:42:00.001+01:00</published><updated>2010-08-31T18:11:28.326+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 2'/><title type='text'>CZYM JEST...</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czym jest Rewolucja?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przez słowo „Rewolucja” rozumiemy ruch, który zmierza do zniszczenia prawowitej władzy lub porządku i zastąpienia ich nieprawowitą władzą lub stanem rzeczy (celowo nie mówimy „porządkiem rzeczy”)&lt;/span&gt; – Plinio Correa de Oliveira&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rewolucja jest to proces, trwający od schyłku Średniowiecza, którego kamieniami milowymi były: pseudoreformacja, oraz rewolucje: antyfrancuska, komunistyczna, seksualna. Jego inspiratorem jest szatan, jego siłami napędowymi – nieuporządkowane tendencje, nieokiełznane ludzkie namiętności. Celem ataku Rewolucji jest przede wszystkim Kościół święty, a zatem sam Pan nasz Jezus Chrystus. Rewolucja ma charakter egalitarny; w szczególny sposób uderza w hierarchię. Zwalcza surowość obyczajów, niszczy rodzinę i własność, nienawidzi tradycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czym jest Kontrrewolucja?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro Rewolucja jest nieporządkiem, to Kontrrewolucja jest przywracaniem porządku. A przez porządek rozumiemy pokój Chrystusa pod panowaniem Chrystusa, a więc cywilizację chrześcijańską, surową i hierarchiczną, sakralną od podstaw, antyegalitarną i antyliberalną – Plinio Correa de Oliveira&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecamy lekturę znakomitej pracy prof. Plinio Correa de Oliveiry pt. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rewolucja i Kontrrewolucja&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Książka została wydana w roku 2007 w Krakowie, przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 2. (styczeń - luty 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-4638426726111145269?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/4638426726111145269/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/czym-jest.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4638426726111145269'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4638426726111145269'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/czym-jest.html' title='CZYM JEST...'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-4691548624161392004</id><published>2010-01-08T12:40:00.001+01:00</published><updated>2010-08-31T18:11:15.407+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 2'/><title type='text'>SZKAPLERZ KARMELITAŃSKI</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W znaku Szkaplerza uwidacznia się skuteczna synteza maryjnej duchowości&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- Jan Paweł II&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poprzednim numerze „Kontrrewolucji” poruszony został temat Różańca – broni, dzięki której wierni „zdołają zniszczyć bezbożność i przerażające błędy szerzące się gdzie okiem nie sięgnąć” (bł. Pius IX) – w numerze niniejszym przybliżyć chcemy swoistą zbroję, jaką dla wielu wiernych jest Szkaplerz karmelitański: podwójny kawałek brązowego sukna, stanowiący znak ogromu miłości, jaką darzy nas Matka Boża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza połowa wieku trzynastego nie była dla eremitów z góry Karmel okresem łatwym. Młode zgromadzenie, zwane Braćmi Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, otrzymało co prawda na początku tego stulecia regułę, napisaną dla niego przez patriarchę Jerozolimy, św. Alberta, ale z drugiej strony – po upadku Jerozolimy, zdobytej w roku 1187 przez Arabów, sytuacja chrześcijan w Ziemi Świętej stawała się coraz mniej pewna. Już sto lat później, w roku 1291, upaść miała ostatnia twierdza chrześcijańska, Akka. W tych okolicznościach zakonnicy z Karmelu zaczęli przenosić się do Europy – jeden z klasztorów powstał w Aylesford w Anglii. Tam do zgromadzenia wstąpił św. Szymon Stock (1165-1265), późniejszy – od roku 1245 – generał zakonu.&lt;br /&gt;Przenosiny do Europy nie przyniosły karmelitom spokoju. Spotkali się oni z niechęcią niektórych hierarchów (trzeba zaznaczyć, że był to okres dużej aktywności sekt heretyckich w Europie, co po trosze tłumaczy nieufność wobec mało znanego zakonu). W tych okolicznościach, odczuwający boleśnie brzemię osamotnienia sędziwy generał zwrócił się bezpośrednio do Patronki zgromadzenia, prosząc Ją, aby zachowała od kasaty poświecony Jej zakon. Modlitwy pobożnego starca zostały wysłuchane – 16 lipca 1251 roku w Aylesford Opiekunka Karmelu ukazała mu się w otoczeniu aniołów i ofiarowała brązową szatę zakonną, mówiąc: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przyjmij, najukochańszy synu, Szkaplerz zakonu twego jako znak mojego bractwa i szczególniejszej łaski dla ciebie i dla wszystkich karmelitów. Kto umierając mieć będzie na sobie ten szkaplerz, zachowany zostanie od ognia piekielnego, jest to bowiem godło zbawienia, puklerz i tarcza przeciw wszelkim niebezpieczeństwom, rękojmia pokoju i szczególnej mej opieki do końca wieków”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakon przetrwał trudny okres, a groźba kasaty przeminęła. Ojciec Święty Innocenty IV bullą z roku 1252 zatwierdził zakon karmelitański, uznając jego istnienie za zgodne z prawem i pozwalając karmelitom na kontynuowanie działalności w Europie. Sława Szkaplerza karmelitańskiego szybko się rozeszła. Zaczęli go nosić nie tylko zakonnicy, ale także osoby świeckie – zarówno biedota, jak i monarchowie (w czasie siódmej krucjaty przyjął go św. Ludwik IX). Matka Boża nie zapomniała o Swojej obietnicy – wręcz przeciwnie, pomnożyła jeszcze łaski płynące z noszenia tego szczególnego znaku miłości do Niej. Siedemdziesiąt lat po wizji św. Szymona Ojciec Święty Jan XXII specjalną bullą ogłosił nową obietnicę Królowej Karmelu: wybawienia z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci osób, które godnie nosiły szkaplerz, zachowując pobożność oraz czystość według stanu. Przywilej sobotni był od tamtej pory wielokrotnie potwierdzany przez papieży. Od osiemnastego wieku w całym Kościele obchodzone jest – 16 lipca, w rocznicę otrzymania przez św. Szymona Szkaplerza – święto Matki Bożej Szkaplerznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaznaczyć trzeba, że Szkaplerz jest znakiem szczególnej miłości do Najświętszej Maryi Panny; jest chlubnym zobowiązaniem do służenia Jej. Takie szlachectwo, rzecz jasna, zobowiązuje. Nie można go traktować Szkaplerza jako talizmanu zapewniającego szczęście i zwalniającego z obowiązku pracy nad samym sobą. Wręcz przeciwnie – przyjęcie Szkaplerza oznacza chęć współpracy z  Matką Niepokalaną, wolę naśladowania Jej cnót. Podkreślają to słowa kapłana nakładającego Szkaplerz: „Naśladuj Maryję i żyj z Nią w głębokiej łączności. Noś ten szkaplerz jako znak pamięci o Maryi, która pomaga ci każdego dnia przyoblekać się w Chrystusa żyjącego w tobie dla dobra Kościoła i całej ludzkości oraz ku chwale Trójcy Świętej”. Obowiązki członków bractwa szkaplerznego nie są uciążliwe, ważne jest jednak to, że wyrażają stałą gotowość przyjmowania łaski i pogłębiania życia duchowego. Osoba przyjmująca Szkaplerz jest zobowiązana do wpisania się do księgi bractwa szkaplerznego, a także do codziennego odmawiania w konkretnej intencji modlitwy maryjnej wyznaczonej przez nakładającego Szkaplerz kapłana. Po przyjęciu Szkaplerza należy nosić go dniem i nocą (można go zdejmować do kąpieli, etc.); przy czym już od dawna znak Maryi nie jest tak wielki, jak w trzynastym wieku. Współcześnie składają się nań dwa prostokątne kawałki brązowego sukna połączone tasiemkami – a Ojciec Święty Pius X zezwolił nawet, w roku 1910, na zastępowanie Szkaplerza specjalnym medalikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obietnice Królowej Karmelu dla osób noszących Szkaplerz są szczodre. Kto umrze odziany Szkaplerzem świętym, nie zazna ognia piekielnego – co oznacza obietnicę skonania w stanie łaski uświęcającej.  Kto nosi Szkaplerz, będąc czcicielem Matki Bożej, zapewnia sobie Jej opiekę co do duszy i ciała w tym życiu i szczególną pomoc w godzinie śmierci. Kto pobożnie nosi Szkaplerz i zachowuje czystość według stanu, zostanie wybawiony od mąk czyśćcowych w pierwszą sobotę po swej śmierci. Ci, którzy przyjęli Szkaplerz, są złączeni z zakonem karmelitańskim i mają udział w jego duchowych dobrach za życia i po śmierci.&lt;br /&gt;Podczas październikowego objawienia w Fatimie w roku 1917 Matka Boża ukazała się trojgu pastuszków także ze Szkaplerzem w dłoni. Pytana o to wiele lat później, siostra Łucja wyjaśniała to bez wahania: „Matka Boża chce, abyśmy wszyscy nosili Szkaplerz!”. W im gorszych czasach przychodzi nam żyć; im więcej pokus nas otacza; im trudniej jest być dobrym chrześcijaninem – tym bardziej potrzeba nam korzystać z pomocy Najświętszej Panienki, Wspomożenia wiernych. Szkaplerz, należący – obok Różańca – do najbardziej uprzywilejowanych maryjnych sakramentaliów, jest niewątpliwie pięknym przykładem tej pomocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przywilej nakładania Szkaplerza mają ojcowie karmelici oraz niektórzy kapłani spoza zgromadzenia. We Wrocławiu klasztor oo. karmelitów znajduje się przy ul. Ołbińskiej 1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;oprac. PTW&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 2. (styczeń - luty 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-4691548624161392004?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/4691548624161392004/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/szkaplerz-karmelitanski.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4691548624161392004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4691548624161392004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/szkaplerz-karmelitanski.html' title='SZKAPLERZ KARMELITAŃSKI'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-4835282479934485214</id><published>2010-01-07T13:51:00.001+01:00</published><updated>2010-08-31T18:10:50.129+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 2'/><title type='text'>Wstępniak numeru drugiego</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Laudetur Iesus Christus!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święty Dominik Savio zwykł powtarzać: jeśli nie będę świętym, będę niczym. Zdanie to wydaje się tym słuszniejsze, że świętość to oddana służba Panu Bogu – a jakież działanie człowieka poza tym, co czyni ad maiorem Dei gloriam, może mu dać szczęście: nie tylko nawet wieczne, ale i doczesne? Słusznie pisał w Geniuszu chrześcijaństwa Chateaubriand: dajcie największemu biedakowi wszystkie skarby świata, każcie mu zaniechać pracy, zaspokójcie jego potrzeby, a nim minie kilka miesięcy, znów będzie wydany na pastwę zgryzot i nadziei. Dopiero religia zapewnia człowiekowi, że nie dozna przesytu, co jest nieuniknionym skutkiem długotrwałego powodzenia. Niezbyt religijnemu człowiekowi współczesnemu, przeraźliwie zajętemu rzeczami zupełnie nieważnymi, świętość wydaje się jednak czymś bardzo odległym. Oczywiście, skoro nurza się w grzechu, skoro karierę, zdrowie, zadowolenie stawia na miejscu należnym Panu Bogu, świętość jest od niego istotnie daleka – lecz osiągalna. Nie bez przyczyny ksiądz Piotr Skarga żądał od czytelnika Żywotów świętych, żeby ten postawił sobie przy lekturze pytania: a ja co czynię? Czylim nie tej wiary co i ci? Czyli inszy Bóg mój, i Chrystus, przez którego ci sobie takie dary jednali? Czylim ja nie z takiegoż ciała uczyniony co i oni?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święci byli ludźmi bardzo różnymi. Różnili się stanem, charakterem, praktykowanymi nabożeństwami i umartwieniami. Także dlatego Kościół Święty wyniósł na ołtarze tak wiele tak różnych postaci: żeby dobitniej ukazać wiernym powszechność powołania do świętości. Są jednak, rzecz jasna, cechy wspólne wszystkich świętych. Szczególne miejsce wśród nich zajmuje pokora – bez której nie można kochać Boga. Św. Alojzy Orione pisał: Fiat! Z tym słowem możemy zwrócić się tylko do Ciebie, o mój Boże, dlatego, że tylko Tobie można zaufać bezgranicznie, poświęcić się i zdać się całkowicie na Ciebie. Słowa te dopełnia odpowiedź, jakiej św. ojciec Pio z Pietrelciny udzielił na pytanie, czy gotów jest zawsze okazywać posłuszeństwo Kościołowi: Tak, ponieważ to sam Bóg przemawia przez Kościół święty. O pięknej cnocie pokory więcej znajdzie Czytelnik na ostatniej stronie niniejszego numeru Kontrrewolucji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Papież św. Pius X napominał: Cokolwiek czyni chrześcijanin, także w dziedzinie rzeczy ziemskich, nie wolno mu zapominać o nadprzyrodzonych dobrach; owszem wedle nauki chrześcijańskiej mądrości powinien wszystkie sprawy kierować do najwyższego dobra, jako do ostatecznego celu. W tym samym tonie piękną wskazówkę, jak walczyć o swoje uświęcenie, daje nam Plinio Correa de Oliveira: Człowiek musi dążyć do nieustannej samoanalizy. W każdej chwili powinien znać stan własnej duszy: dlaczego postępuje tak czy inaczej; czy wolno mu postąpić tak czy inaczej; czy takie lub inne odczucie w obliczu jakiegoś wydarzenia zgodne jest z moralnością katolicką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszemy o świętości, żarliwie zachęcając do walki o nią, nie bez powodu. Ktokolwiek bowiem chce zmienić na lepsze nie tylko świat, ale bodaj najbliższe otoczenie, musi zaczynać od samego siebie. Musi dążyć do świętości – bo kto nie będzie świętym, będzie niczym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 2. (styczeń - luty 2009) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-4835282479934485214?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/4835282479934485214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/wstepniak-numeru-drugiego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4835282479934485214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4835282479934485214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/wstepniak-numeru-drugiego.html' title='Wstępniak numeru drugiego'/><author><name>WJZ</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12476616662359392249</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-5125378328793969613</id><published>2010-01-07T10:24:00.000+01:00</published><updated>2010-01-08T10:47:45.262+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rewolucja i Kontrrewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Plionio Correa de Oliveira'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 1'/><title type='text'>PODRĘCZNIK KONTRREWOLUCJONISTY XXI WIEKU</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_T1rthTXK5lM/S0XVNBcHqzI/AAAAAAAAABQ/ONjMBnsLYqY/s1600-h/rewolucja.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 314px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_T1rthTXK5lM/S0XVNBcHqzI/AAAAAAAAABQ/ONjMBnsLYqY/s320/rewolucja.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423975745939024690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://www.revolucao-contrarevolucao.com/polski_revcontrarev.asp"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Katolik spoglądający na współczesny świat, czytający o milionach nienarodzonych dzieci zabijanych w łonach matek w majestacie prawa; o legalnych zabójstwach osób starszych w szpitalach; o usankcjonowanych prawnie dewiacyjnych związkach; o usuwaniu śladów dobroczynnych promieni Ewangelii z życia społecznego cywilizacji, narodów i rodzin, z pewnością może się zastanawiać: jak to jest możliwe? Dlaczego mimo tylu wysiłków obrońców porządku od kilku wieków dobro jest jakby w odwrocie, doznając raz po raz spektakularnych klęsk w postaci antychrześcijańskich rewolucji, spisków i prześladowań?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od lat wielu myślicieli próbowało dokonać analizy smutnego procesu destrukcji cywilizacji Zachodu. Pośród najbardziej trafnych prób diagnozy owego kryzysu znajduje się Rewolucja i Kontrrewolucja – wybitne dzieło brazylijskiego myśliciela, Plinia Correa de Oliveiry. Ta stosunkowo niewielkich rozmiarów praca ukazała się po raz pierwszy w Sao Paulo w 1959 roku, po czym szybko doczekała się wielu wydań na całym świecie. W Polsce nakładem Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi światło dzienne ujrzała jej druga edycja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rewolucja i Kontrrewolucja to analiza procesu wielkiej wojny pomiędzy z jednej strony Rewolucją, której poświęcona jest pierwsza część dzieła, a która jest zdaniem Oliveiry zaprzeczeniem chrześcijańskiego Ordo. Rewolucja to powszechny, totalny i dominujący proces, który trwa już pięć stuleci. Jego etapami były więc kolejno: „rozkład średniowiecza wraz z pojawieniem się renesansu i pseudoreformacji” ze swym hasłem „Chrystus tak, Kościół nie”, następnie rewolucja francuska krzycząca „Bóg tak, Chrystus nie”, później rewolucja komunistyczna z hasłem „Bóg umarł, Bóg nigdy nie istniał” i wreszcie rewolucja sorbońska, z 1968 roku, z hasłem „ani Boga, ani pana”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor wskazuje, że proces rewolucyjny przebiega najpierw w tendencjach, później w ideach, by następnie zamanifestować się w faktach, takich jak np. pseudoreformacja czy krwawa rewolucja bolszewicka. O ile o Rewolucji w faktach i ideach mówi się stosunkowo dużo, o tyle na temat jej pierwszej fazy – rewolucji w tendencjach – prawie nie mówi się wcale. I właśnie owo wskazanie na ogromne znaczenie rewolucji w tendencjach jest wielkim wkładem brazylijskiego myśliciela w kontrrewolucyjną doktrynę i praktykę. Oliveira zauważył, że nieuporządkowane tendencje z samej swej natury walczą o to, aby się urzeczywistnić. Te nieuporządkowane tendencje stanowią największą siłę napędową Rewolucji, która staje się niczym szalejący cyklon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spośród namiętności, które służą procesowi rewolucyjnemu, autor podkreśla zwłaszcza pychę oraz zmysłowość. Pycha prowadzi do buntu przeciwko każdej legalnej hierarchii i władzy: w rodzinie, w miejscu pracy, w państwie czy w Kościele, by w końcu zrealizować jedną z „wartości metafizycznych” Rewolucji, czyli absolutną równość. Zmysłowość zaś dąży do obalenia wszelkich ograniczeń i praw, które stoją na drodze do zaspokojenia nawet najbardziej barbarzyńskich zachcianek w imię drugiej z „metafizycznych wartości” – zupełnej wolności. W ten sposób Rewolucja staje się nihilistycznym buntem przeciwko wszelkiej legalnej władzy i normom prawa Bożego, prawa naturalnego oraz, jak możemy się obecnie przekonać, przeciwko ograniczeniom wynikającym z samej natury, jak np. płeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Procesowi rewolucyjnemu Oliveira przeciwstawia Kontrrewolucję, widzianą jako zorganizowany ruch, którego przedstawiciele znają istotę walki pomiędzy Rewolucją a Kontrrewolucją. Ruch, którego duszą jest Kościół Katolicki. Kontrrewolucja napędzana jest przez cnoty: szczególnie przez pokorę, czystość i przez umiłowanie hierarchii. Żołnierze Kontrrewolucji pozwalają, aby Bóg kierował ich rozumem, który z kolei panuje nad wolą, a wola panuje nad uczuciowością. Wszystko to, zdaniem brazylijskiego działacza i myśliciela, musi jednak uwzględniać rolę łaski, która oświeca rozum, umacnia wolę i powściąga uczucia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieło Oliveiry tchnie wielkim optymizmem wynikającym z przekonania, że ostatecznie Kontrrewolucja zwycięży. Współpraca człowieka z łaską – zdaniem autora – jest przyczyną wielkich „cudów historii”, jak nawrócenie imperium rzymskiego, czy reconquista Hiszpanii. Ufność założyciela ruchu stowarzyszeń Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP) w ostateczne zwycięstwo jest jeszcze mocniejsza, gdyż sam Pan Jezus zapowiedział, że Kościół Katolicki będzie trwał, a bramy piekielne go nie przemogą, zaś w Fatimie w 1917 roku Maryja Panna zapowiedziała, że po serii straszliwych kar ludzkość nawróci się, a Niepokalane Serce Maryi w końcu zatriumfuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rewolucję i Kontrrewolucję polecić można wszystkim, którzy pragną zrozumieć naturę i przyczyny obecnego przerażającego kryzysu cywilizacji Zachodu. Głębia i błyskotliwość analizy oraz przystępność wywodu czynią z tego dzieła swoisty podręcznik kontrrewolucjonisty XXI wieku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Plinio Correa de Oliveira, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rewolucja i Kontrrewolucja&lt;/span&gt;, Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi, Kraków 2007.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Arkadiusz Stelmach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się w numerze 1/2008 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”, przedrukowany został w numerze 1. (listopad - grudzień 2008 „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-5125378328793969613?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/5125378328793969613/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/podrecznik-kontrrewolucjonisty-xxi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5125378328793969613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/5125378328793969613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/podrecznik-kontrrewolucjonisty-xxi.html' title='PODRĘCZNIK KONTRREWOLUCJONISTY XXI WIEKU'/><author><name>Krucjata Wrocław</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01604012753440166769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_T1rthTXK5lM/S0XVNBcHqzI/AAAAAAAAABQ/ONjMBnsLYqY/s72-c/rewolucja.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-7509674581985650962</id><published>2010-01-07T10:03:00.001+01:00</published><updated>2010-01-08T10:48:26.615+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czystość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cnota'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 1'/><title type='text'>CZYSTOŚĆ</title><content type='html'>Czytając klasyczny traktat „O pokucie” św. Ambrożego natknąć się można na fragment tyczący „czujności przed pokusami świata”, a w nim na słowa: „[Mężczyzna] niech nie przygląda się często kształtom rozpustnej niewiasty. Niech panna nie podnosi wzroku na twarz młodzieńca”. Dzisiaj te słowa nawet osobie ze wszech miar konserwatywnej wydać się mogą dziwne. Rewolucja, między innymi obyczajowa, wywarła wpływ na każdego, przyzwyczajając do wielu zjawisk. Owszem, należy być przyzwyczajonym do tego, że żyje się w czasach szczególnie trudnej walki. Źle jednak, kiedy przyzwyczajenie to idzie w parze z przyzwoleniem dla zła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecne zepsucie obyczajów jest zatrważające. Słychać to w mowie, widać w zachowaniu i – zwłaszcza – ubiorze. Nie dość, że dziwne wydają się napisane w IV wieku słowa św. Ambrożego: „niewiasta osłania głowę po to, aby i poza domem była bezpieczna jej skromność”. Rażą słowa kardynała Siriego sprzed pięciu dekad, kiedy to krytykował on noszenie przez kobiety obcisłych spodni…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastąpiła zmiana w myśleniu ludzi; zdarzają się nawet osoby podające się za katolików, które chwalą rewolucję seksualną. Zdają się one nie widzieć sprzeczności bezwstydnego stroju ze słowami naszego Pana: „A ja powiadam wam, iż wszelki, który patrzy na niewiastę, aby jej pożądał, już ją scudzołożył w sercu swoim” (Mt 5, 28; przekład księdza Jakuba Wujka). Tymczasem nie dość, że grzeszy ten, który pożądliwie spogląda; grzeszy także ta, która go kusi (jak uczy nas Kościół Święty, czwarty grzech cudzy to: „innych do grzechu pobudzać”) oraz ów tolerancyjny katolik (piąty grzech cudzy: „grzech drugich pochwalać”, dziewiąty: „grzechu innych bronić”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmysłowość święci triumfy w mediach; nagości pełno jest w prasie, telewizji, Internecie. W miastach do takich mediów dochodzą wszechobecne billboardy, plakaty i ulotki reklamowe. Przy czym dawno przekroczone zostały nie tylko granice przyzwoitości, ale także sensu; w sposób bezwstydny reklamuje się nawet artykuły najdalsze od budzenia zmysłowych skojarzeń. Najgorsze jest jednak to, że nazwanie tego typu reklam po imieniu – pornografią – wywołuje uśmiechy politowania bądź szyderstwa. Prostytutka bywa jeszcze piętnowana; ale bycie modelką, nawet roznegliżowaną, stanowi powód do dumy – czy tymczasem różnica pomiędzy dwoma kobietami sprzedającymi swoje ciało jest aż tak wielka?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba jednak zaznaczyć, że większą część winy za ten stan rzeczy ponoszą mężczyźni. Kobiety nie ubierałyby się bezwstydnie, gdyby mężczyźni byli cnotliwi. Zresztą, niemniejsza rewolucja dokonuje się także w ubraniu mężczyzn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż czynić wobec tego? Wielokrotnie po prostu niesposób nie widzieć takiego czy innego plakatu bądź osoby… Odwracanie oczu w drugą stronę nic nie da, bo bombardowani jesteśmy ze wszystkich stron. Aktualna pozostaje rada św. Ambrożego: „Trzymaj się zasady, że choć przypadkowo rzucisz na coś okiem, niech się w to nie wpatruje uczucie. Widzenie bowiem nie jest winą, lecz należy strzec się, aby nie stało się jej początkiem. Widzi oko cielesne, niechaj jednak będą zamknięte oczy serca, niech w duchu pozostaje skromność”. Z firmami reklamującymi się w grzeszny sposób można walczyć. Jakkolwiek w zgodzie z prawem możliwości po temu nie są wielkie, dobrze zorganizowane protesty i bojkoty przynoszą niekiedy efekty. Nie ulega natomiast wątpliwości, że skromność można propagować – od swoich bliskich poczynając. Można modlić się o poprawę obyczajów i o nawrócenie zatwardziałych grzeszników, a także pokutować za nich. W żadnym razie nie jest więc katolik bezradny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 1. (listopad - grudzień 2008) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-7509674581985650962?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/7509674581985650962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/czystosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/7509674581985650962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/7509674581985650962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/czystosc.html' title='CZYSTOŚĆ'/><author><name>Krucjata Wrocław</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01604012753440166769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-4724345251694516186</id><published>2010-01-06T12:04:00.000+01:00</published><updated>2010-01-08T10:49:03.271+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='krzyżowiec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='krucjata'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Plionio Correa de Oliveira'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 1'/><title type='text'>PLINIO CORRÊA DE OLIVEIRA – RYCERZ PRZYSZŁOŚCI</title><content type='html'>Na przestrzeni wielu ostatnich dziesięcioleci, a może nawet kilku ostatnich wieków całkiem spora liczba autorów opisywała różne elementy kryzysu naszego świata – świata cywilizacji chrześcijańskiej. Mimo, że dzieła tych autorów są nierzadko bardzo wartościowe, zdecydowana większość z nich nie ujęła dwóch kardynalnych elementów. Po pierwsze, brakuje im naprawdę całościowego spojrzenia na istotę toczącego nasz świat kryzysu – brak spostrzeżenia, że wszystkie jego elementy w gruncie rzeczy łączą się w jedną całość. Drugim, jeszcze ważniejszym mankamentem dzieł wspomnianych konserwatywnych autorów jest brak nadziei, ale nie tylko takiej, która każe katolikowi patrzeć w mglistą, nieokreśloną przyszłość. Nie takiej, która radzi mu, by czekał aż za kilka wieków, czy tysiącleci, wszystko z powrotem zmieni się na lepsze. Brakowało do niedawna nadziei konkretnej, nadziei, która od katolika wymaga postawy aktywnej, inicjatywy, działania już dzisiaj – u siebie w domu, we własnym środowisku, parafii, miejscowości, regionie i kraju. Oba te elementy – spojrzenie na kryzys chrześcijańskiego świata, zdecydowanie najbardziej trafne i przenikliwe, jakie się do tej pory pojawiło, oraz realną, konkretną nadzieję – przyniósł wybitny brazylijski myśliciel, Plinio Corrêa de Oliveira, „Krzyżowiec XX wieku”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postać ta jest w Polsce wciąż mało znana, skazana na niebyt przez rewolucyjne media, podręczniki i encyklopedie. Człowiek pochodzący z kraju, który dla Polaków jest ogromnie odległy, a wydaje się niemniej egzotyczny. Urodził się 13 grudnia 1908 roku w São Paulo, pochodził ze znaczącej rodziny brazylijskich plantatorów. Brat jego dziadka - João Alfredo Corrêa de Oliveira - jako ostatni premier Cesarstwa Brazylii zniósł niewolnictwo ludności kolorowej. Z domu wyniósł arystokratyczne maniery i zachowanie, a nade wszystko wpojoną mu przez matkę głęboką katolicką wiarę i pokorę godną prawdziwego katolika. To zaważyło na całym życiu brazylijskiego kontrrewolucjonisty. Powiedział:&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Już jako młody chłopiec z podziwem patrzyłem na ruiny chrześcijańskiego świata, im oddałem swoje serce, odwróciłem się od wszystkiego, czego mógłbym oczekiwać i z tej pełnej błogosławieństw przeszłości uczyniłem mą przyszłość”&lt;/span&gt;. Szybko zaczął te słowa wcielać w życie. Niemal na starcie osiągnął spore sukcesy w działalności publicznej. W 1929 roku założył Katolicką Akcję Uczelnianą, a w 1933 roku został najmłodszym deputowanym w historii Brazylii, zdobywając największą liczbę głosów(1). Po wygaśnięciu mandatu deputowanego objął katedrę historii cywilizacji na Wydziale Prawa Uniwersytetu São Paulo. Niedługo później otrzymał również katedrę historii nowożytnej i współczesnej na Papieskim Uniwersytecie Katolickim. Niestrudzenie walczył o chrześcijański świat redagując w latach 1929 – 1947 tygodnik „Legionário”. Zdecydowanie sprzeciwiał się obu szalejącym w ówczesnym świecie lewicowym ustrojom totalitarnym: nazizmowi i komunizmowi. Już w 1936 roku przewidział nadchodzącą wojnę światową.(2) W czerwcu 1943 roku ukazała się pierwsza książka „Krzyżowca XX wieku” – „W obronie Akcji Katolickiej”. Autor ukazał w niej wielkie zagrożenia, jakie niosła ze sobą progresywizm i lewicowa infiltracja Kościoła katolickiego w Brazylii i całej Ameryce Południowej. Z jej powodu cierpiał prześladowania ze strony lewicowych środowisk w Kościele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prześladowania nie przestraszyły jednak brazylijskiego kontrrewolucjonisty. Przeciwnie: największe dzieła życia były dopiero przed nim. W kwietniu roku 1959 roku ukazała się „Rewolucja i Kontrrewolucja”. W tym krótkim dziele Plinio Corrêa de Oliveira nie tylko opisał z niespotykaną do tej pory przenikliwością całość procesu rewolucyjnego, ale (co znacznie ważniejsze) wyłożył również istotę procesu przeciwnego – Kontrrewolucji i opisał szczegółowo skuteczne metody wcielania jej w życie. Tak syntetycznie ujął te dwa pojęcia: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Jeśli Rewolucja jest nieporządkiem, Kontrrewolucja jest przywracaniem porządku. A przez porządek rozumiemy pokój Chrystusa pod panowaniem Chrystusa, a więc cywilizację chrześcijańską, surową i hierarchiczną, sakralną od podstaw, antyegalitarną i antyliberalną”.&lt;/span&gt;(3) Rok później, 26 lipca 1960, roku powstało Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (port. Sociedade Brasileira de Defensa da Tradição, Familia e Propriedade – w skrócie TFP). Idea szerzenia myśli kontrrewolucyjnej pod sztandarem TFP szybko rozprzestrzeniła się w ponad dwudziestu pięciu państwach na pięciu kontynentach. Proces ten ciągle trwa, pomimo śmierci brazylijskiego myśliciela, co najlepiej dowodzi nieprzemijalności jego dzieła. W Polsce od 1999 roku działa Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi, które jest częścią światowej rodziny stowarzyszeń i biur TFP.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do końca życia przewodził brazylijskiemu TFP, broniąc tradycji, rodziny i własności oraz wcielając w życie wiele nowych metod walki o te zasady. Pośród wielu innych działań sprzeciwiał się próbom grabieży wielkiej własności ziemskiej w Brazylii, zorganizował największą w historii petycję (ponad 5 mln podpisów), do prezydenta Stanów Zjednoczonych, Lyndona Johnsona w sprawie poparcia niepodległości niepodległościowych krajów bałtyckich; bronił Kościoła w Ameryce Południowej przed niebezpieczeństwami tzw. teologii wyzwolenia; zdemaskował ideę socjalizmu samorządowego zmuszając François Mitterrand’a do porzucenia jej realizacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe życie oddał wiernej służbie Matce Bożej. Niecałe dwa dni po tym jak ofiarował samego siebie w intencji przyspieszenia triumfu Jej Niepokalanego Serca uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu, przez co w ciągu ostatnich dwudziestu lat życia bardzo cierpiał fizycznie – ale i to ofiarował na chwałę Bożą. Do końca życia, czyli do 1995 roku, pozostawał bardzo aktywnym kontrrewolucjonistą. Wiele pisał i wykładał, własnym życiem dawał wspaniały przykład innym, czynnie przewodził TFP do ostatnich dni, przyczyniając się do dalszego rozwoju Stowarzyszenia. Dzisiaj pamięć po „Doktorze Plinio” cieszy się ogromnym szacunkiem, wykraczającym poza samych tylko działaczy i sympatyków Stowarzyszeń Obrony Tradycji, Rodziny i Własności. Co zaś najważniejsze, dzieło tego wielkiego człowieka nie skończyło się z jego śmiercią, ale wciąż kwitnie i rozwija się. Powoli, ale z Bożą pomocą, za wstawiennictwem Matki Najświętszej, zawsze do przodu – krok po kroku bliżej restauracji cywilizacji chrześcijańskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można śmiało powiedzieć, że z każdym rokiem, gdy wokół coraz mniej jest pozostałości dawnej cywilizacji chrześcijańskiej, Plinio Corrêa de Oliveira staje się symbolem coraz ważniejszym. Symbolem nie tylko wielkiego dzieła, podpartego wspaniałym życiem osobistym, ponieważ takich ludzi wciąż można czasami spotkać. On oprócz tego wniósł coś jeszcze – wielką i niezachwianą nadzieję, pewność, że uda się jeszcze zbudować porządek lepszy od tego, który tak niesłusznie został porzucony. Człowiek, który pozornie może zdawać się uczonym zafascynowanym dawnymi dziejami, w istocie w całości jest człowiekiem przyszłości. Potrafił wlać w innych nadzieję – i dzisiaj po ziemskiej śmierci robi to wciąż, może nawet ze zdwojoną siłą. Paradoksalnie, nikogo tak bardzo jak tego piewcę rycerstwa nie można z taką pewnością nazwać człowiekiem jutra!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jakub Jerzy Skoczylas&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 1. (listopad - grudzień 2008) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;PRZYPISY:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(1) Roberto de Mattei, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Krzyżowiec XX wieku – Plinio Corrêa de Oliveira&lt;/span&gt;, Kraków: Instytut im. Ks. Piotra Skargi, 2004, s. 44&lt;br /&gt;(2) Ibid., s. 63&lt;br /&gt;(3) Plinio Corrêa de Oliveira, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rewolucja i Kontrrewolucja&lt;/span&gt;, Kraków: Instytut im. Ks. Piotra Skargi, 2007, s. 79&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-4724345251694516186?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/4724345251694516186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/plinio-correa-de-oliveira-rycerz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4724345251694516186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/4724345251694516186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/plinio-correa-de-oliveira-rycerz.html' title='PLINIO CORRÊA DE OLIVEIRA – RYCERZ PRZYSZŁOŚCI'/><author><name>Krucjata Wrocław</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01604012753440166769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-3157206764777680251</id><published>2010-01-05T18:53:00.000+01:00</published><updated>2010-01-08T10:49:58.871+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różaniec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nabożeństwa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sakramentalia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 1'/><title type='text'>RÓŻANIEC ŚWIĘTY</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_T1rthTXK5lM/S0RmURAKk0I/AAAAAAAAABA/M5Ks7UDxgfk/s1600-h/15promises.png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_T1rthTXK5lM/S0RmURAKk0I/AAAAAAAAABA/M5Ks7UDxgfk/s320/15promises.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423572349608432450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oby Bóg zechciał – jest to Naszym gorącym pragnieniem – aby ta pobożna praktyka wszędzie powróciła na swoje dawne, honorowe miejsce!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– Leon XIII&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W obiegowej opinii zestawia się Różaniec z osobami starszymi. Oczywiście, bardzo dobrze, jeżeli seniorzy po Różaniec sięgają. Źle jednak, jeżeli nie czynią tego młodzi. Tomasz a Kempis pisał o częstym wzywaniu imion Jezusa i Maryi: „Jest to miłe Bogu i aniołom, nie lubią tego demony; dla młodych jest to pożyteczne, starszym sprawia rozkosz”. Do modlitwy różańcowej niejednokrotnie wzywała ludzi sama Matka Boża; czynił to także – ustami swoich Doktorów i papieży – Kościół Święty. Wydaje się, że wezwania te są tym aktualniejsze, im gorzej dzieje się wokół nas. Różaniec bowiem niejednokrotnie okazywał się ratunkiem w sytuacjach pozornie beznadziejnych. Skoro więc żyjemy w czasach niebywałego zepsucia obyczajów; w czasach wszechobecnej pychy i zmysłowości; w czasach kryzysu pobożności – tym żarliwiej powinniśmy Różaniec odmawiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwyczaj odmawiania Różańca swoje początki ma w Średniowieczu. Święty król Francji, Ludwik IX, codziennie odmawiał pięćdziesiąt Ave Maria, przy każdym klękając i powstając. Sto pięćdziesiąt pozdrowień anielskich zwykło nazywać się Psałterzem Maryi, ponieważ liczba ta odpowiada liczbie psalmów. Modlitwy podzielono na piętnaście dziesiątek, każdą zaś poprzedzano modlitwą Pańską i wieńczono doksologią Trójcy Świętej. Z czasem każdej dziesiątce Różańca przyporządkowano do rozważania jedną tajemnicę – radosną, bolesną lub chwalebną. Taki podział zatwierdzony został w roku 1727 przez Ojca Świętego Benedykta XIII, natomiast w roku 2002 papież Jan Paweł II wzbogacił modlitwę różańcową o tajemnice Światła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Różaniec stanowi niezawodny sposób pozyskiwania łask. Jak bowiem Pan Jezus zechciał do nas przyjść przez Najświętszą Maryję Pannę, tak i nasza droga do Niego wiedzie przez Nią. Ewangelia poucza nas, że kiedy tylko Elżbieta powiedziała: „błogosławionaś między niewiastami i błogosławiony owoc Twojego łona”, Maryja – jak gdyby echo – odpowiedziała wielbiącym Boga hymnem Magnificat. Kiedy więc wzywamy pobożnie Maryję, Ona wzywa Boga – a Jej, najdoskonalszej pośród stworzeń, modlitwa ma ogromną moc. Święty Maksymilian Maria Kolbe stwierdził: „Gdyby ktoś był już jedną nogą w piekle, może jeszcze mieć nadzieję, że stanie się wielkim świętym. Wystarczy, że zacznie z całego serca wzywać Maryję”. Trudno się zatem dziwić słowom Tomasza a Kempis: „Dobrze więc i bezpiecznie idzie ten, kto nosi w sercu Jezusa i Maryję, kto często ma Ich na ustach i wargami swymi błogosławi (…) Błogosławiony, kto często wzywa Jezusa i Maryję i nabożnie pozdrawia, z miłością wspomina i chwałą otacza”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osoba odmawiająca Różaniec dąży do doskonałości. Ojciec święty Leon XIII pisał: „Różaniec daje inny znakomity owoc, bardzo odpowiedni do potrzeb naszych czasów. Bowiem w epoce, w której cnota wiary w Boga jest codziennie wystawiana na niezwykle poważne niebezpieczeństwa i prowokacje, chrześcijanin znajduje w Różańcu obfite środki do jej zasilania i umacniania”. Wielki czciciel Najświętszej Maryi Panny, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort dobra i zasługi Różańca ujmuje w osiem lapidarnych punktów: „prowadzi nas niewzruszenie do doskonałego poznania Jezusa Chrystusa; oczyszcza nasze dusze z grzechu; daje nam zwycięstwo nad wszystkimi naszymi wrogami; ułatwia nam praktykę cnót; rozpala w nas miłość do Jezusa Chrystusa; wzbogaca nas w łaski i zasługi; umacnia nas, abyśmy mogli spłacić nasze długi względem Boga i ludzi; i wreszcie sprawia, że otrzymujemy od Boga wszelkiego rodzaju łaski”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, aby potęga Różańca objawiła się w pełni, należy odmawiać go w odpowiedni sposób. Teolog o. Antonio Royo Marin akcentuje trzy cechy dobrej modlitwy różańcowej: pobożność, godność i uwaga. Pobożność polega na „gotowości ducha do przyjęcia rzeczy związanych ze służbą Bogu”. Modlitwa godna wymaga odpowiedniego uszanowania majestatu Boga i Jego Rodzicielki. Najlepiej więc odmawiać Różaniec klęcząc przed Najświętszym Sakramentem lub przed obrazem Matki Bożej. Co nie znaczy, że inne pozycje są złe; można Różaniec odmawiać godnie także przechadzając się, czy też skromnie siedząc. Konieczna uwaga polega na unikaniu dobrowolnego roztargnienia („Nie posiadamy bowiem kontroli absolutnej nad naszą wyobraźnią, lecz zaledwie częściową – jak nauczają filozofowie – i nie możemy uniknąć tego, że mimowolnie wymyka się nam ona spod kontroli… Mimowolne roztargnienie nie unieważnia skutku przynoszącego zasługę i przebłagalnego modlitwy, pod warunkiem, że czyni się wszystko, co tylko możliwe, aby je ograniczyć i unikać go”). Nawet jeśli dobra modlitwa przychodzi z trudnością i nieraz zdarza się naruszenie powyższych zasad, nie należy upadać na duchu. Święty Tomasz a Kempis radzi: „Gdy kusi was złośliwy Nieprzyjaciel i przeszkadza w wysławianiu Boga i Maryi, nie martwcie się, nie porzucajcie modlitw i oddawania chwały Bogu i Maryi”. Natomiast bł. Alan de la Roche opowiada, że pewien ojciec zakonny poradził trzem siostrom codzienne pobożne odmawianie Różańca przez cały rok, by w ten sposób „utkać piękną szatę chwały dla Najświętszej Maryi Panny”. Kiedy upłynął rok, każdej z sióstr po kolei objawiła się Matka Boża – dwóm w pięknych sukniach, a trzeciej (modlącej się niechlujnie) w łachmanach. Tym niemniej, po kolejnym roku także trzecia siostra ze swoich modlitw utkała Matce Bożej piękną szatę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Różaniec stanowi jednak nie tylko drogę do doskonałości dla osób, ale także szansę dla społeczeństw, dla całego świata. W roku 1214 Matka Boża objawiła się św. Dominikowi Guzmanowi wskazując mu Różaniec jako środek do nawrócenia południowej Francji, gdzie szerzyła się herezja albigensów. Modlitwą różańcową doprowadził założyciel zakonu dominikańskiego do nawrócenia całej Tuluzy. Jeszcze ważniejszym wydarzeniem była morska bitwa pod Lepanto w roku 1571, kiedy to słabsza liczebnie flota katolicka pokonała zagrażających Europie muzułmanów. W kulminacyjnym momencie bitwy na niebie ukazała się Matka Boża, budząc popłoch najeźdźców. W Rzymie trwały w tym czasie różańcowe modlitwy o zwycięstwo wojsk katolickich. Dla upamiętnienia tej bitwy papież św. Pius V ustanowił święto Matki Bożej Zwycięskiej, natomiast jego następca, Grzegorz XIII zmienił nazwę święta na Matki Bożej Różańcowej; od pontyfikatu św. Piusa X jest ono obchodzone 7 października (wcześniej w pierwszą sobotę października). Szczególnego uświęcenia modlitwy różańcowej dokonała sama Matka Boża w Lourdes i Fatimie. W czasie objawień w Lourdes Najświętsza Panienka przesuwała paciorki Różańca w miarę jak modlitwę tę odmawiała św. Bernadetta Soubirous. W Fatimie Matka Boża przy każdym objawieniu wzywała do odmawiania Różańca, zaleciła także dodawanie na końcu każdej dziesiątki Różańca słów: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do Nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”. Objawienia fatimskie zechciała nasza Królowa potwierdzić cudem wirującego słońca, który widziało kilkadziesiąt tysięcy osób. Życie ludzkie – a już zwłaszcza życie osoby wierzącej – od zawsze było walką. W dzisiejszych czasach walka chrześcijańska zdaje się być zepchnięta na margines nie tylko życia społecznego, ale także na margines życia osobistego wielu ludzi nazywających siebie chrześcijanami. Warto jednak pamiętać, że Pan nasz Jezus Chrystus przyniósł na świat miecz; że nie powołał Swoich uczniów po to, by wiedli życie spokojne i leniwe, ale żeby zapalili cały świat. Nie tylko więc powinien katolik walczyć z własnymi słabościami oraz z doznawanymi pokusami (co jest oczywiste) – powinien także walczyć o dusze bliźnich. Różaniec jest potężną bronią zarówno w walce o uświęcanie siebie, jak i świata. Jest bronią dostępną każdemu; tak niewiele potrzeba, by po nią sięgnąć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Orężem nazywało Różaniec wielu świętych. „Uzbrójcie się bronią Boga, uzbrójcie się w Różaniec, a zmiażdżycie głowę Szatana i pozostaniecie niewzruszeni wobec wszelkich jego pokus” pisał św. Ludwik Maria Grignion de Montfort. Ten sam autor o sługach Matki Bożej napisał tak: „Będą oni jako strzały ostre w ręku mocarnej Maryi, by porazić Jej nieprzyjaciół (…) Będą mieli w ustach obosieczny miecz słowa Bożego, na barkach nieść będą zakrwawiony sztandar krzyża, w prawej ręce krucyfiks, Różaniec w lewej, święte Imiona Jezusa i Maryi na sercu, a skromność i umartwienie Chrystusowe w całym swoim postępowaniu”. Wielki święty dwudziestego wieku, o. Pio z Pietrelciny, zwykł zmawiać codziennie pięć całych Różańców (wówczas: tajemnice radosne, bolesne i chwalebne), co oznacza, że poświęcał tej modlitwie przynajmniej pięć godzin dziennie. On także nazywał Różaniec „swoją bronią”. Na walkę wewnętrzną zwracał uwagę święty Josemaria Escriva: „Trzeba, abyśmy dziś i zawsze widzieli w Różańcu potężny oręż, który umożliwi nam zwycięstwo w naszych wewnętrznych zmaganiach i który będzie pomocą dla każdej duszy”. Wielki papież, bł. Pius IX, w encyklice „Egregiis” napisał: „Tak jak święty Dominik posłużył się Różańcem jak mieczem do zniszczenia ohydnej herezji albigensów, tak i również dzisiaj wierni przyuczeni do posługiwania się bronią – jaką jest codzienne odmawianie Różańca – z łatwością zdołają zniszczyć bezbożność i przerażające błędy szerzące się gdzie okiem nie sięgnąć”. Jakże aktualne pozostają te słowa! Trzeba stanowczo zerwać z myśleniem, że Różaniec jest nabożeństwem wyłącznie dla osób starszych; że jest to modlitwa monotonna, mechaniczna. Różaniec stanowi potężną broń; broń powszechnie dostępną – żal, że wciąż nie wykorzystywaną przez tak wielu… Tym bardziej, że Różaniec jest tak bardzo pomocny w walce na śmierć i życie. Mało tego, na śmierć i na życie wieczne… Warto zastanowić się każdego dnia, w którym zaniedbało się tej wspaniałej modlitwy, co też właściwie wydało się ważniejsze od tego, co tak miłe jest Bogu i Jego Matce Przenajświętszej – a ludziom tak pożyteczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 1. (listopad - grudzień 2008) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykorzystane źródła:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;·&lt;/span&gt; Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny&lt;/span&gt;, Warszawa: Wydawnictwo Księży Marianów MIC, 2008&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;·&lt;/span&gt; Św. Josemaria Escriva, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Różaniec święty, droga krzyżowa&lt;/span&gt;, Katowice: Apostolicum, 2004&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;·&lt;/span&gt; Tomasz a Kempis, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przez Maryję do Jezusa&lt;/span&gt;, Kraków: Wydawnictwo M, 2005&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;·&lt;/span&gt; Ks. Gabriele Amorth, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ojciec Pio – wiara, cierpienie, miłość&lt;/span&gt;, Kraków: Wydawnictwo Księży Sercanów, 2004&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;·&lt;/span&gt; Antonio A. Borelli, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Różaniec – ratunek dla świata&lt;/span&gt;, Kraków: Instytut im. Ks. Piotra Skargi, 2007&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-3157206764777680251?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/3157206764777680251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/rozaniec-swiety.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/3157206764777680251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/3157206764777680251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/rozaniec-swiety.html' title='RÓŻANIEC ŚWIĘTY'/><author><name>Krucjata Wrocław</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01604012753440166769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_T1rthTXK5lM/S0RmURAKk0I/AAAAAAAAABA/M5Ks7UDxgfk/s72-c/15promises.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3071825236757833201.post-3912641602493898147</id><published>2010-01-05T18:19:00.000+01:00</published><updated>2010-01-08T10:50:37.316+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wstępniak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nr 1'/><title type='text'>Wstępniak numeru pierwszego</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Laudetur Iesus Christus!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddajemy Czytelnikowi pierwszy numer dwumiesięcznika „Kontrrewolucja”. Wypada przy tej okazji przedstawić się. Nie trzeba chyba pisać, że jesteśmy reakcjonistami; katolickimi tradycjonalistami występującymi przeciwko bezbożnemu charakterowi dzisiejszego świata. Chcemy ten świat zmieniać – poczynając od siebie samych (któż nie toczy walki o uświęcenie siebie samego?) i bliskich nam środowisk. Co jednak może Czytelnika zaskoczyć, nie jest najważniejszym celem „Kontrrewolucji” przekonywanie oponentów do naszych poglądów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owszem, przekonywać chcemy i – w miarę możliwości – przekonywać będziemy. Jednak bardziej jeszcze chcemy pokazać się tym, którzy już są przekonani. Niech wiedzą, że w swoich poglądach nie są osamotnieni – i niech do nas dołączają. Jak pisał wybitny myśliciel brazylijski, prof. Plinio Corrêa de Oliveira: &lt;i&gt;działalność kontrrewolucyjna musi przede wszystkim mieć na celu odnalezienie takich osób, zaznajomienie ich ze sobą i doprowadzenie do tego, aby się wzajemnie wspierały w publicznym wyznawaniu swoich przekonań. Taki jest więc najważniejszy cel, jaki przed sobą stawiamy. Małe czasopisma o inspiracji kontrrewolucyjnej, jeżeli ich poziom jest dobry, są zadziwiająco skuteczne, szczególnie w wykonywaniu czołowego zadania, jakim jest zaznajomienie ze sobą kontrrewolucjonistów &lt;/i&gt;. Czy poziom „Kontrrewolucji” będzie dobry – nie nam to oceniać. Zdajemy sobie sprawę z marności środków, jakimi dysponujemy. Czytelnik nasz musi nie bez wyrozumiałości spojrzeć na ubóstwo typograficzne i edytorskie „Kontrrewolucji”. Mimo to jednak zdecydowaliśmy się działać. To niewielkie dzieło i nasz trud w nie wkładany oddajemy pod opiekę Najświętszej Maryi Panny, ufając, że z Jej pomocą przyniesie ono owoce. Nasza sprawa zwycięży – pytanie tylko: kiedy. Czasy zdają się nie być nam sprzyjające, to jednak niewiele znaczy. Kościół Święty z najgorszych czasów wychodził obronną ręką; nie zmogły Go prześladowania Nerona ani Dioklecjana, nie zmogła rewolta Lutra; krew męczenników z czasów rewolucji francuskiej tylko Go oczyściła. Także triumf czczości – bo tak należy nazwać współczesną epokę – Kościoła Świętego nie zmoże, czego jesteśmy pewni. Jednak ta pewność nikogo nie zwalnia od działania. My działać będziemy – niezależnie od tego, czy będzie nam dane oglądać zwycięstwo. Ostatecznie – jak stwierdził Karol Ludwik von Haller – Bóg żąda od nas jedynie walki, a nie zwycięstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żywimy nadzieję pojawiać się tu i ówdzie raz na dwa miesiące, wyjąwszy okres letni – a zatem pięć razy w roku. Do życzliwych odbiorców kierujemy trzy prośby: o rozpowszechnianie „Kontrrewolucji”, o kontakt z nami (niech rośnie w siłę środowisko kontrrewolucyjne!) i o „Zdrowaś Mario” w naszej intencji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piotr Tadeusz Waszkiewicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 1. (listopad - grudzień 2008) „Kontrrewolucji”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3071825236757833201-3912641602493898147?l=krucjatawroclaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/feeds/3912641602493898147/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/wstepniak-numeru-pierwszego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/3912641602493898147'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3071825236757833201/posts/default/3912641602493898147'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krucjatawroclaw.blogspot.com/2010/01/wstepniak-numeru-pierwszego.html' title='Wstępniak numeru pierwszego'/><author><name>Krucjata Wrocław</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01604012753440166769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
