Wrocławskie pismo Krucjaty - Młodzi w Życiu Publicznym


1 września 2010

Wstępniak numeru siódmego

Laudetur Iesus Christus!

W latach sześćdziesiątych któryś z dostojników kościelnych, widząc proponowane zmiany w liturgii, stwierdził, że nowa Msza św. będzie mszą dla kobiet i dzieci. Rzeczywiście, jednym z najbardziej widocznych – i najboleśniej odczuwanych – elementów kryzysu w Kościele okazał się w ostatnich dziesięcioleciach odpływ mężczyzn. W kościołach widuje się znacznie więcej kobiet (wyjątkiem są tradycyjne Msze święte) i to do nich dostosowana jest retoryka większości współczesnych kaznodziejów. Powstaje w ten sposób zniekształcona wizja chrześcijaństwa; wizja zgoła nieatrakcyjna dla normalnego mężczyzny. Zbyt mało uwagi poświęca się walce, którą każdy chrześcijanin ma toczyć – przeciwko szatanowi, światu i ciału. A przecież walka jest z jednej strony tym, co mężczyźni lubią najbardziej – a z drugiej tym, co do osiągnięcia zbawienia jest konieczne: Królestwo Boże zdobywa się wszak gwałtem.

Święci mężczyźni w dziejach – jakże byli różni! Królowie i żebracy, myśliciele i prostaczkowie, rycerze i inkwizytorzy, mnisi i ojcowie rodzin. Wszystkich ich jednak łączyło jedno: byli żołnierzami Chrystusowymi. Każdy z nich walczył; na śmierć i życie – z szatanem, ze światem i z ciałem. Obecnie dominuje tendencja do przedstawiania świętych jako cukierkowo słodkich, cokolwiek bezmyślnych, wyrośniętych niemowlaków. Trudno się dziwić, że tak zniekształcony przykład mało kogo porywa (a jeśli kogoś porywa – to do czego?)… Ignacy Loyola nie miał bynajmniej ochoty zostać świętym – bo i jemu świętość nie kojarzyła się z czymś godnym szlachcica i oficera. Kiedy jednak został ranny w bitwie i przez dłuższy czas musiał pozostawać w łóżku, z nudów sięgnął po żywoty świętych – i zdumiał się. Ci ludzie toczyli walkę nieporównanie trudniejszą i chwalebniejszą od jego ziemskich potyczek! Pobudzony ich przykładem Ignacy porzucił karierę wojskową, opracował strategię działania, wypowiedział morderczą wojnę swoim słabościom, namiętnościom, grzechom, a w końcu założył nowy zakon, który miał przez długi czas być prawdziwą armią Papieża. Wielu mężczyzn dochodziło jednak do świętości także służąc w ziemskim wojsku. Znakomity węgierski kaznodzieja, ks. Tihamer Toth, przytaczał przykład z klęski Bonapartego w Rosji: obchodzi Napoleon cmentarne, zasłane całunem śniegu pola. Nagle w oddali mrok przebija słabe światełko. Posyła w tym kierunku adiutanta: „Zobacz, co to”. Po chwili wysłany wraca. „Najjaśniejszy Panie, to pułkownik Drout czuwa w namiocie i modli się”. Bonaparte, jakkolwiek wróg Kościoła, przy pierwszej okazji awansował Drouta, dziękując mu za moc ducha w ową upiorną noc. Cysters o. Chautard, autor znakomitego dzieła ascetycznego Życie wewnętrzne a duch apostolstwa, wielokrotnie powołuje się na innych francuskich wojskowych, żyjących w opinii świętości. Znamy zresztą liczne przykłady świętych żołnierzy jeszcze z pierwszych wieków chrześcijaństwa.

Poczet świętych to poczet tych, którzy walczyli przez całe życie. Ze zmiennym powodzeniem – nawet oni upadali – ale z niezmienną, żarliwą nienawiścią do grzechu. Walczyli na śmierć i życie – bo każdy wolałby zginąć niż zgrzeszyć. Tacy powinni być mężczyźni katoliccy. Zarówno ci, którzy żyjąc w czystości poświęcają się wyłącznie służbie Chrystusowi – jak i ci, którzy służą Mu, będąc ojcami rodzin.

Piotr Tadeusz Waszkiewicz

Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 7. (styczeń - luty 2010) „Kontrrewolucji”

0 komentarze:

Prześlij komentarz