Wrocławskie pismo Krucjaty - Młodzi w Życiu Publicznym


31 sierpnia 2010

UMIAR

Ostatnią z omawianych w niniejszym cyklu cnót kardynalnych jest umiar. Warto poświęcić tej cnocie więcej uwagi, gdyż jest ona nie tylko niezrozumiana, ale wręcz otwarcie krytykowana i zwalczana. O ile roztropność, sprawiedliwość i męstwo, choć często są opatrznie tłumaczone, znajdują jeszcze uznanie, o tyle umiar wielu ludziom wydaje się jakąś pomyłką.

Wystarczy się rozejrzeć, sięgnąć po gazetę lub włączyć telewizor, a od razu zasypują nas hasła: zjedz więcej, rozmawiaj dłużej, baw się lepiej, idź za instynktem, nie ograniczaj się itp. Brakuje natomiast refleksji, czy to wszystko jest w ogóle potrzebne, czy aby nie należy się trochę ograniczyć, czy przypadkiem nie nadużywamy dóbr materialnych, które powinny służyć ciału do życia, ale tak, aby nie zatracić perspektywy zbawienia?

Obrzydzenie ogarnia mnie, kiedy widzę wokół ludzi, którzy ciągle gonią za nową zachcianką, ciągle myślą, jakby tu sobie jeszcze uprzyjemnić życie, czego jeszcze nie jedli, gdzie jeszcze nie byli, czy aby zrobili już wszystko, aby zapewnić sobie największą rozkosz?
Nie mam jednak wstrętu do tych ludzi, ale do ich uczynków. Po prostu patrzeć nie mogę, jak osoby przeznaczone do obcowania z Bogiem i powołane do świętości, kalają swoje dusze nieśmiertelne i robią wszystko, aby dostać się w otchłań piekieł.

Czy tak trudno odmówić sobie mięsa w piątek, uczynić drobne postanowienie adwentowe, powstrzymać się od zabawy w Wielkim Poście? Dlaczego tak wielu, będąc uwolnionymi od grzechu przez Chrzest, dobrowolnie uwikłało się w grzeszne pęta namiętności? Czy nie widzą, że każda grzeszna rozkosz przemija i pozostawia po sobie pustkę, ból i rany zadane duszy?

Człowiek ulegający swoim pożądaniom przedstawia obraz nędzny i żałosny. Jest chwiejny, próżny i głupi; przeważnie szybko podupada na zdrowiu, a z wiekiem nawet jego własne ciało, któremu przez całe życie hołdował, zaczyna odmawiać mu posłuszeństwa. Wymyśla więc nowe rozkosze i nie cofa się przed najohydniejszymi uczynkami, byle tylko jeszcze pofolgować swoim sprośnym żądzom. Wreszcie, gdy ciało obumiera, zamiast w tej ostatniej chwili odwrócić się do Boga, on jeszcze grzeszyć będzie myślą, z samego tylko przywiązania do grzechu, by ostatecznie zatracić swoją duszę w piekle.

Aby uniknąć tak żałosnego końca, musimy dbać o cnotę umiaru i każdego dnia modlić się o nią i nad nią pracować. Jak poucza Katechizm Kościoła Katolickiego (1809) - umiarkowanie jest cnotą moralną, która pozwala opanować dążenie do przyjemności i zapewnia równowagę w używaniu dóbr doczesnych. W dawniejszym Katechizmie ks. Piotra kardynała Gasparriego cnota ta nazwana jest wstrzemięźliwością i określona została jeszcze trafniej: Wstrzemięźliwość sprawia, że poskramiamy zmysłowe skłonności, a w używaniu tego, co jest dozwolone, zachowujemy miarę. Należy pamiętać, że z naszą grzeszną naturą powinniśmy walczyć, tak aby nad nią panować. Jest to nieodłączny element naszej formacji.

Pracujmy nad nią każdego dnia, nawet w rzeczach drobnych, a dzięki Bożej Łasce zyskamy tę piękną cnotę. Św. Josemaria Escriva zalecał, aby odmówić sobie czegoś przy każdym posiłku. Nawet przez takie drobnostki można przecież wejść na drogę do świętości, czego wszystkim Czytelnikom z całego serca życzę.

Filip M. Muszyński

Cesare Ripa:

Kobieta w prawej ręce dzierżąca wędzidło, w lewej – balans zegarowy; w pobok ma Słonia. Z wędzidłem w jednej dłoni a balansem w drugiej malujemy ją gwoli zilustrowania funkcji umiaru, którą jest powściąganie i temperowanie rozmaitych stron duszy stosownie do czasu; ten z kolei oznaczony jest za pomocą rytmu ruchu i spoczynku, jako że poruszenia duszy mierzy się przez odniesienie do umiaru. Pierio (w ks. 2) czyni Słonia symbolem umiaru, gdyż przyzwyczaiwszy się do określonej ilości pożywienia, nigdy nie chce tej miary przekroczyć i je tylko tyle je, ile zwykł jadać. W związku z tym Plutarch opowiada, że pewien Pan w Syrii kazał swemu słudze podawać co dnia Słoniowi, którego posiadał, miarę ziarna,; sługa wszakże przez wiele dni karmił zwierzę połową przepisanej ilości strawy. Kiedy więc pewnego razu sługa w przytomności Pana zadał Słoniowi całą, pełna miarę paszy, ten inteligentnie trąbą podzielił jęczmień na dwie części, po czym jedną połowę zjadł, jak to zwykle czynił, a drugą zostawił.

Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 6. (listopad - grudzień 2009) „Kontrrewolucji”

0 komentarze:

Prześlij komentarz