Wrocławskie pismo Krucjaty - Młodzi w Życiu Publicznym


27 sierpnia 2010

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zwróćmy uwagę na dwa wydarzenia, jakie miały miejsce pomiędzy zamknięciem poprzedniego i niniejszego numeru „Kontrrewolucji”. Pod koniec września zakończył się w pierwszej instancji proces Alicji Tysiąc przeciwko „Gościowi Niedzielnemu”. Czołowi publicyści katoliccy przelali morze atramentu w tej sprawie, nie będziemy więc jej dłużej komentować, poprzestaniemy na przypomnieniu. 11 października prezydent Kaczyński podpisał Traktat Reformujący UE – uroczystość ta ze wszech miar przypominała zresztą podpisanie traktatu rozbiorowego; wtedy ktoś schował kałamarz, żeby uniemożliwoć podpisanie go. Teraz także prezydenckie pióro odmówiło posłuszeństwa; niestety, jak wówczas króla Poniatowskiego, tak dziś prezydenta Kaczyńskiego nie powstrzymało to przed złożeniem haniebnego podpisu. Polska sama pcha się w łapy totalitarnego potwora, zbudowanego na bazie filozofii Rousseau i Woltera. Wyrok skazujący „Gościa Niedzielnego” jest tylko niewinną zapowiedzią tego, co nas czeka – nie miejmy co do tego złudzeń. We współczesnej Europie bycie katolikiem przestaje być legalne. W wydanej ostatnio (Prohibita, Warszawa 2009) książeczce prof. Roberto de Mattei Dyktatura relatywizmu znajdujemy interesujący nas fragment:
Między chrześcijaństwem a sekularyzmem istnieje antagonizm nie do pokonania. Sprzeczność, o której mowa, ma swoje źródło w chrześcijańskiej koncepcji dziejów. Kościół, podobnie jak sam jego Założyciel, pozostaje „znakiem sprzeciwu” (Łk 2, 34) i nie może pogodzić się z czymś, co nazywamy „duchem tego świata”. Jedną z przyczyn osłabienia katolicyzmu w drugiej połowie XX wieku jest właśnie zatracenie tej wizji chrześcijaństwa walczącego. Wiążę się to również z upadkiem zdrowej teologii historii. (…) wielu katolików zmieniło swoje nastawienie do współczesnej rzeczywistości, podejmując z nią z gruntu fałszywy, bo nie mogący przynieść niczego dobrego, dialog. Jakie są tego efekty, doskonale widać choćby po tym, że proces dechrystianizacji w ogóle nie uległ zahamowaniu. Wrogość wobec religii osiągnęła natomiast takie rozmiary, że w całkiem usprawiedliwiony sposób można mówić o „chrystofobii”, a także o zjawisku, które dało tytuł niniejszej książce – „dyktaturze relatywizmu”.
Wyznawcy doktryny „antychrystianizmu” dążą do tego, aby całkowicie wyeliminować wszelkie ślady obecności religii chrześcijańskiej w życiu publicznym. Stosują w tym celu najzwyklejszy terror psychologiczny z jednej i represje sądowe z drugiej strony, co może oznaczać tylko jedno – że jest to preludium do nowej epoki prześladowań uczniów Chrystusa.
Jakkolwiek słowa te brzmią złowieszczo, nie jest to przecież dla nas żadna nowość. Rzeczywiście: sprzeczność, o której mowa, ma swoje źródło w chrześcijaństwie. Imperium Rzymskie było bardzo otwarte na „dialog” z chrześcijaństwem – chętnie jedynego Boga wpisałoby nawet, obok panującego akurat łajdaka, do swojego panteonu. „Nietolerancyjni”, bezkompromisowi okazali się jednak chrześcijanie. I dziś też powinni tacy być. „Stoimy wobec twardego i okrutnego boju – mówił św. Cyprian – My, żołnierze Chrystusowi, musimy w każdej chwili być gotowi na najgorsze”.
Piotr Tadeusz Waszkiewicz

Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 6. (listopad - grudzień 2009) „Kontrrewolucji”

0 komentarze:

Prześlij komentarz